Ria Lagartos (Rio Lagartos) – to jeden z największych skarbów przyrody Jukatanu i Ameryki Środkowej. Słynne rozlewiska Ria Lagartos znane były Hiszpanom jeszcze przed konkwistą półwyspu. Na mapie w wydanej w 1511 r. księdze De orbe novo (hiszp: Nowy Świat) teren ten nosił nazwę Bahía de Lagartos – Zatoka Krokodyli. Czy słusznie? Możecie sami się przekonać w trakcie Archeowyprawy.
Rio Lagartos czy Ria?
Zachód Słońca nad wodami Zatoki Meksykańskiej, nieopodal ujścia Ria Lagartos (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Przed podbiciem Jukatanu istniała tutaj mała majańska osada rybacka o nazwie Hol Koben. Obecnie miejscowość ta nazywa się Rio Lagartos w odróżnieniu od rozlewisk Ria Lagartos. W 1517 r. niefortunna ekspedycja konkwistadora Francisca Hernándeza de Córdoba, pobitego przez Majów pod Champoton po drugiej stronie półwyspu, bezskutecznie szukała tu wody pitnej. Odnaleźli jedynie pelikany, flamingi i krokodyle… Bardzo dużą ilość najeżonych ostrymi zębami krokodyli…
Krokodyl meksykański (Crocodylus moreleti) na popołudniowym wypłynięciu z Rio Lagartos (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Przyroda Ria Lagartos
Rozlewiska Ria Lagartos (Rio Lagartos) to wyjątkowo cenny obszar tzw. ramsaru (bagnisk, torfowisk i mokradeł). Podpada on pod tzw. Ramsar Convention z 1971 r., która postuluje ochronę przybrzeżnych estuariów, lagun, rozlewisk i mokradeł. Rezewat biosfery Ria Lagartos został powołany w 2004 r. w celu ochrony tego niezwykle bogatego przyrodniczo ekosystemu. Obejmuje on 227120 ha powierzchni, z czego 194826 ha to manglar i inne tereny podmokłe, zaś 32294 to pozostały obszar morski.
Flamingi karmazynowe na rozlewiskach Ria Lagartos (fot: P.A. Trześniowski 2021)
Młody krokodyl w trakcie porannego wypłynięcia z Rio Lagartos (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Ptaki z Rio Lagartos
Pelikany brunatne to jeden z najczęściej spotykanych gatunków ptaków w rejonie Rio Lagartos (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Ria Lagartos to teren bytowania setek gatunków ptaków, spośród których najbardziej rzucają się w oczy barwne flamingi. Flamingi to bardzo płochliwe ptaki, dlatego m.in. realizujemy aż dwa wypłynięcia, aby dać sobie szansę podejść do nich bliżej i jeśli trzeba podchodzimy dosłownie, podkradając się przez błota 😉
Wieczorami, przy zachodzie Słońca w tle, spotykamy czasem nad Ria Lagartos delfiny butlonose 🙂
Delfiny butlonose są częstymi gośćmi w ujściu Ria Lagartos do Zatoki Meksykańskiej o zachodzie Słońca (fot P.A. Trześniowski 2021)
Prócz flamingów nad Ria Lagartos (Rio Lagartos) prężą pióra drapieżniki: czarnostrzębie (Buteogallus anthracinus), karakary (Caracara sp.) i rybołowy (Pandion haliaetus), ogromne czaple białe (Ardea alba), czaple śnieżne (Egretta thula), potężne czaple modre (Ardea herodias), zwane w Meksykumorena, czaple zielone (Butorides virescens), trójbarwne (Egretta tricolor) i rdzawoszyje (Egretta rufescens) oraz tygryski nagobrode (Tigrisoma mexicanum), zwane w Meksyku el tigre.
Dławigad (Mycteria americana) – tutejsza wersja bociana nad Ria Lagartos (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Inne gatunki brodzące to bociany – dławigad amerykański (Mycteria americana), ibisy i warząchwy. Powierzchnię wody patrolują kormorany oliwkowe (Phalacrocorax brasilianus), które potrafią znikać pod wodą na dobre kilka minut i pelikany brunatne (Pelecanus occidentalis). Niebo przecinają fregaty (Fregata magnificens). Sezonową ciekawostką są pelikany dzioborogie (Pelecanus erythrorhynchos), które dolatują tu na swój sezon lęgowy aż z Kanady.
Pelikan dzioborogi (Pelecanus erythrorhynchos) to raczej rzadkość na Jukatanie zamieszkanym przez pelikany brunatne (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Na powierzchni wody znajdujemy też czasem pływające do góry kołami skrzypłocze (Limulus polyphemus). To bezkręgowce, które wyewoluowały jeszcze 445 mln lat temu w zamierzchłym ordowiku. Są to tzw. organizmy reliktowe. Ich błękitna krew ma istotne zastosowanie w medycynie :/
Rejsy po Ria Lagartos (Rio Lagartos) są stałym elementem programu Archeowypraw dookoła meksykańskiej części półwyspu Jukatan. Aby maksymalnie nasycić się wrażeniami i zachłysnąć przyrodą Ameryki Środkowej organizujemy w ramach jednej wyprawy aż dwa wypłynięcia!! 🙂 Nie tylko dlatego, że lubimy wschody i zachody Słońca, ale ze względu na zróżnicowaną aktywność przyrodniczą w różnych częściach dnia. Chcemy dać sobie szansę na podglądanie obu gatunków krokodyli, bliskie podejścia do flamingów oraz na delfiny. Przypadkiem są to również pory kiedy nad Ria Lagartos jest jak najmniej turystów 😉
Nie tracimy też czasu na obiekty przemysłowe, tzw. Las Coloradas – do majańskich salinas słonowodnych lagun z przepięknie wybarwioną wodą, które służyły dawnym Majom do produkcji soli będziemy mieć bliski dostęp w dalszej części wyprawy dookoła półwyspu Jukatan, np. tygodniowego objazdu => Tajemnice Jukatanu (7 dni). Po szczegóły zapraszamy do kontaktu przez WhatsApp pod numerem +52 984 876 1504. Zapraszamy na Archeowyprawy z przyrodnikiem i archeologiem
Solar Eclipse Run 2024, Meksyk, Wycieczki i zwiedzanie Meksyku z polskim archeologiem, Tequila, Jalisco, Guachimontones, Teuchitlan, archeowyprawy
Tequila – cel pielgrzymek
Tequila… Wszystkim kojarzy się z Meksykiem i w sumie słusznie. Uchodzący za dystyngowany sposób jej spożywania – ten z solą i limonką, który urósł do rangi rytuału w Europie nieświadomej, iż w rzeczywistości wymyślono go po to zabić podły smak trunku, zawsze będzie wzbudzał we mnie dyskretny uśmiech. Agnieszka lubi tequilę. Upiera się, że musi przywieźć do Polski kilka butelek pochodzących właśnie z tego miejsca. Zakładam, że będzie to taka sama tequila jak wszędzie, ewentualnie trochę droższa, ale symbol to symbol. Taki kamyczek z Częstochowy…
Z ruin w Ixtlan del Rio możemy jechać do Tequili 70 minut płatną autostradą 15D albo 90 minut drogą federalną 15. Oczywiście, wybieram bezpłatną, a przy tym znacznie bardziej malowniczą drogę. Jest tu sporo serpentyn, na których z pewnością stracę więcej paliwa, ale robię to z przyjemnością dla wspaniałych widoków. Agnieszka śpi podobnie jak wczoraj. Dwa tygodnie w drodze musiały zrobić swoje. A może to już syndrom drogi powrotnej, jazdy w kierunku lotniska?
Odkąd przeżyliśmy zaćmienie, napięcie w niej jakby spadło. U mnie opadło dwa dni później, po tym jak przejechaliśmy cało Durango i Sinaloa, ale ten rodzaj wiedzy staram się zachowywać dla siebie… Męczy mnie za to gorączka, mimo antybiotyku i jakieś bóle w tle. Na podorędziu mam buteleczkę z salsą, która pozwala trzymać zmysły na wodzy. Magiczny alembik – Potion of consiousnes… Albo tak mi się przynajmniej zdaje. Ważne, że spełnia zadanie na zmianę z widokami. Muszę zatankować w Tequila.
W dolinie jest rzeczywiście sporo destylarnii. W więkości są chyba nastawione na obsługę wycieczek autokarowych. Nie wierzę, aby smak wódki stąd różnił się drastycznie od smaku wódki z kaktusów zebranych na półwyspie Jukatan, w Oaxaca, czy gdziekolwiek indziej. Nie jestem koneserem wódki, choć tekla i dziewczyny… tak, to wybuchowa mieszanka, po której czasem pozostają blizny…
Tequila – miś na miarę ciupag na Gubałówce
Tequila w teorii niczym się nie różni od innych małych meksykańskich miasteczek z resztkami kolonialnej zabudowy w centrum. Wąskie, często jednokierunkowe uliczki i zocalo na środku. W praktyce różni się tym, że jest totalnie zakorkowane przez autobusy pełne turystów pielgrzymujących, aby nabyć tu kilka flaszek niepowtarzalnej wody święconej… Stolica komercji i turystycznego kiczu. Nie cierpię takich miejsc i jak mogę, staram się ich unikać planując archeowyprawy, choć przyszłym uczestnikom na ogół nie da się wytłumaczyć, czemu z Calakmul cieszyliby się bardziej, a nawet dziesięć razy bardziej niż z Chichen Itza, nawet z dodatkiem klimatycznego Chichen Viejo…
Włączając się w kondukt zataczamy krąg wokół zocalo, z użyciem siatki jednokierunkowych uliczek. Potem drugi i trzeci, coraz bardziej pokutny… Szukamy sklepów z teklą. Jest ich sporo, podobnie jak nabitych do granic możliwości prywatnych parkingów w bramach. Niestety nikt nie wyjeżdża. Postanawiam zrzucić więc desant w pobliżu któregoś zagęszczenia sklepów i krążyć nadal w poszukiwaniu szczęścia. Obiecuję krążyć i obserwować miejsce zrzutu co kilkanaście minut. Mimo dobrego planowania misja kończy się jednak klęską. Desant wraca z pustymi rękoma. Twierdzi, że tekla jest taka sama jak wszędzie tyle, że kilka razy droższa…
Dobre kilkadziesiąt minut przebijamy się z powrotem do drogi federalnej.„Zapominam” zatankować w Tequila, bo benzyna, podobnie jak tekla, jest taka sama jak gdziekolwiek indziej, a jednak znacznie droższa. Wielka sława to żart… Na szczęście dalsza droga do Guadalajary nie jest już tak pokręcona. W Santa Cruz del Astillero odbijamy do Huaxtla, by stamtąd przebić się do drogi federalnej 70. Z tej zjeżdżamy wkrótce w stronę Etzatlan. Po godzinie od wydostania się z Tequila docieramy do Guachimontones, stanowiska pięknie położonego na szczycie górującym, nad rozległym jeziorem La Vega. Tekla teklą, to mój cel na dzisiejszy dzień.
Guachimontones – zupełnie jak nie w Mezoameryce…
Okrągła piramida schodkowa na terenie stanowiska archeologicznego Guachimontones, Jalisco (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Guachimontones… Aż dwa stanowiska archeologiczne w ciągu jednego dnia?!A niby czemu nie? Przez kilka poprzednich dni zdarzało się przecież bez jednego 😉 A w końcu podróżujemy przez pogranicza stref kulturowych oraz najbardziej zaniedbane archeologicznie tereny Mezoameryki. Teuchitlan vel Guachimontones to poza tym jedno z tych miejsc, o których słyszy się legendy 🙂 Guachimontones to nazwa stanowiska należącego do kultury, którą nazywamy obecnie Teuchitlan.
Wyobrażona scena rozgrywki w pok-ta-pok – inscenizacji mezoamerykańskiego mitu kreacyjnego. Mural na ścianie lokalnego muzeum archeologicznego Guachimontones (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Od większości tych, jakie odwiedzamy na terenie Meksyku różni się tym, że jest prywatne, tzn. pozostaje poza jurysdykcją INAH. Bilety są tu paradoksalnie kilka razy tańsze niż zwykłe ceny INAH, które z koleji są kilka razy tańsze od bandyckich cen biletów narzucanych przez gubernatora stanu Yuacatan, na stanowiskach Chichen Itza, Uxmal, Ek Balam! Razem to już kilkadziesiąt… Do tego darmowy parking – spróbujcie zaparkować za darmo pod ruinami Tulum, Coba, Chacchoben czy wyżej wymienioną trójcą. Na glebę powala mnie potężne, dobrze urządzone muzeum z salami projekcyjnymi i ekspozycjami. 30 pestek za wjazd przy ponad 700 do Chichen po prostu zapiera dech…
Okrągła piramida schodkowa na terenie stanowiska archeologicznego Guachimontones, Jalisco (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Guachimontones to także nazwa specyficznych kopców, czy okrągłych piramid schodkowych. Są wielkie, ustawione na szczycie góry jedna obok drugiej wśród pierścieni mniejszych, prostokątnych już platform wokoło. To właśnie od nich wzięło swą nazwę to stanowisko archeologiczne. Tyle, że patrząc na nie nijak nie czuję się w Mezoameryce… Są… Mój informatyczny, chcący automatycznie klasyfikować wszystko umysł wypycha je za granice poznanego świata, przesuwając gdzieś dalej na północ, w stronę kultur północnoamerykańskich i nie znanej mi przecież bliżej Cahokii. Dla tych okrągłych piramid nie mam żadnych mezoamerykańskich analogii…
Okrągła piramida schodkowa na terenie stanowiska archeologicznego Guachimontones, Jalisco (fot: P.A. Trześniowski 2024)
A jednak mezzo i w dodatku forte!
Zanurzone boisko do pok-ta-pok (peloty) na terenie stanowiska archeologicznego Guachimontones, Jalisco (fot: P.A. Trześniowski 2024)
A z drugiej strony między nimi tkwią dwa gigantyczne boiska do pok-ta-pok. Mezoamerykańskie na wskroś, jak w pysk strzelił! Jedno jest zanurzone, jak w Monte Alban albo Tonina… Drugie po postu wielkie, jak te w tolteckim Tula w stanie Hidalgo czy wielki stadion w Chichen Itza. I pisząc 'gigantyczne’ nie przesadzam – oba są wielkie, ale drugie, to większe, wciśnięte między guachimontony bliżej szczytu góry ma aż 110 m długości! Było jednym z największych stadionów preklasycznej Mezoameryki, porównywalnym z tym w El Tintal…
Boisko do gry w pok-ta-pok wciśnięte między okrągłe piramidy schodkowe na terenie stanowiska archeologicznego Guachimontones, Jalisco (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Czuję się tak spełniony, że w końcu opadam z sił. Siadam na skraju kręgu, gapiąc się na największą z tych okrągłych piramid. Na kopcu nadal rosną drzewa… El Gran Guache… Ciekawe, że nie rozkopali największego z guachimontonów?! Ja bym od niego zaczął… Chociaż szkoda mi drzew… Drzewa zresztą musiały przecież rosnąć tu na wszystkim… Odpływam, ale Agnieszka wkrótce sprowadza mnie z powrotem. Nie qmam co do mnie mówi, ale na pewno zaraz będę musiał wstać, więc najpierw sam próbuję coś powiedzieć, aby przedłużyć tę chwilę. Taka praca…
Największa i nieodkopana okrągła piramida schodkowa na terenie stanowiska archeologicznego Guachimontones, Jalisco (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Guachimontones – wszystkie kolory tęczy…
Wszystkie kolory obsydianu znajdowanego na terenie kultury Teuchitlan. Lokalne muzeum archeologiczne w Guachimontones (fot: P.A. Trześniowski 2024)
W muzeum Guachimontones m.in. 16 kolorów obsydianu! Te dwa, które my archeolodzy-mezoamerykaniści normalnie bierzemy pod uwagę, czyli czarny obsydian wychodni z El Chayal w Gwatemali i zielony z Pachuca w środkowym Meksyku, ten pod kontrolą Teotiihuacan, okazują się poważnym uproszczeniem tematu 😉 No, ale tych pozostałych, jakże barwnych gatunków nie znajdujemy wśród piramid Majów. Uważnie oglądam ceramikę – dawne modele publicznych ceremonii są niesamowitym źródłem wiedzy na temat mało znanej wczesnoklasycznej kultury Teuchitlan. Do Guadalajary mamy stąd już tylko godzinę drogi. A przynajmniej tak mi się wtedy wydaje. Agnieszka mruczy, że może tam będzie tequila…
Ceramiczne modele rytuałów odprawianych przez kulturę Teuchitlan znalezione na terenie stanowiska archeologicznego Guachimontones, Jalisco (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Ruiny Tulum, Muzeum Wschodniego Wybrzeża, piękna laguna w rezerwacie Sian Ka’an
Meksyk, Jukatan, wycieczka po polsku, wycieczki z polskim przewodnikiem archeologiem majanistą, Tulum, przyroda Jukatanu, Rezerwat Sian Ka’an, Laguna
Zapraszam na wycieczki do Tulum – jednego z najwspanialej położonych stanowisk archeologicznych na Ziemi z polskim archeologiem-majanistą. Opowiem o tajemnicach Jukatanu i Riviera Maya na tle historii odkrywania tego, do niedawna jeszcze całkowicie dzikiego zakątka Meksyku, podczas wypraw Stephensa i Catherwooda (1843) oraz Peissela… (1959-1961!!). Jako archeolog współpracujący z INAH dodam też informacje o najnowszych, niepublikowanych jeszcze odkryciach na terenie stanowiska, zapewniając rzetelne informacje, zgodne z obecnym stanem wiedzy.
Świątynia Boga Wiatru – rzadki przykład majańskiego sanktuarium na owalnej platformie w towarzystwie niewielkich oratoriów (fot. P.A. Trześniowski 2021)
Zama – Miasto Świtu, ruiy Majów w Tulum
Tulum to jedno z najbardziej popularnych i najchętniej odwiedzanych stanowisk archeologicznych na terenie Meksyku. Mimo, iż jest jednym z najmłodszych miast Majów, słynie przede wszystkim jako najpiękniej położone. Jest też wspaniałym egzemplum stylu architektonicznego Wschodniego Wybrzeża (Costa Orriental).
Chociaż znane od czasów pierwszych wielkich odkryć archeologicznych dokonanych w trakcie wspólnej ekspedycji Johna Lloyda Stephensa i Fredericka Catherwooda w latach 1841-1843, skrywa z pewnością jeszcze wiele niespodzianek. Należą do nich: odkryta ledwie w 2023 roku, położona w centrum miasta jaskinia z ofiarnymi pochówkami, czy odkryty kilka miesięcy później pod jednym z pałaców czultun. Miałem zaszczyt badać to miejsce wspólnie z archeologami z INAH. Jako specjalista od roli jaskiń w kosmologii Majów chętnie podzielę się z Wami swoimi przemyśleniami.
Niewielka zatoka – dziś rezerwat żółwi zielonych, które składają tu jaja, w przeszłości port, do którego przybjały łodzie wiozące towary z odległych części Mezoameryki przez wąskie przejście w Mezorafie sygnalizowane przez najwyższą budowlę Tulum – El Castillo (fot : P.A. Trześniowski 2021)
Stanowisko archeologiczne Tulum położone jest na 12 metrowej wysokości klifie, z wystawą na wspaniały przestwór Morza Karaibskiego i Mezoamerykańską Rafę Barierową – drugą pod względem obszaru rafę barierową Ziemi. To naturalne fortyfikacje, które w 1517 r. uniemożliwiły lądowanie tutaj przepływającym wzdłuż wschodniego wybrzeża Jukatanu europejskim konkwistadorom pod wodzą Francisco de Cordovy, który, pokonany później przez Majów pod Campeche, zmarł z odniesionych ran po powrocie na Kubę.
Po konkwiście Jukatanu dawne ziemie Majów szybko przykryła gęsta zasłona zapomnienia i mroku. Wystarczyło trzy generacje, by hiszpański zarządca Tulum, jeszcze pod koniec tego samego stulecia zastanawiał się w swoich pamiętnikach kto i po co wzniósł owe dziwne kamienne konstrukcje, które znajdują się na jego terenie. Po wielkiej insurekcji Majów, która ogarnęła Jukatan w latach 1847-1935 wschodnia część półwyspu powróciła we władanie selwy – środkowoamerykańskiej wersji dżungli. Nie było tu dróg, prócz niewielkich, kilkuosobowych najwyżej farm palmy kokosowej rozrzuconych wzdłuż linii wybrzeża, gęstość zaludnienia spadła praktycznie do zera.
El Castillo – prominentna budowla w ruinach Tulum (ryc: Frederick Catherwood 1844)
Pałac Czultunu w ruinach Tulum. Piękny relief z podobizną Nurkującego Boga niestety już nie istnieje (ryc: Frederick Catherwood 1844)
Świątynia Fresków w ruinach Tulum – jeden z nielicznych przykładów piętrowej architektury Majów (ryc: Frederick Catherwood 1843)
Świątynia Nurkującego Boga w ruinach Tulum (ryc: Frederick Catherwood 1843)
Dzisiaj uwierzyć trudno, że jeszcze w latach 1990. Cancun było niewielką rybacką wioską, zaś z Playa del Carmen do Tulum prowadziła jedynie kiepska szutrowa droga, wzdłuż której rozstawiano znaki przestrzegające kierowców przed opuszczaniem szyb, ponieważ po drodze biegają… jaguary. Jaguary wciąż jeszcze kryją się w tutejszych lasach, jednak przeżyły tylko te, które nauczyły się uważać na ludzi… Przydarza nam się zaszczyt, by któregoś z nich czasem zobaczyć 😉
Wycieczka do Tulum – opowieści o czasach bohaterów
Zwiedzanie ruin Tulum wymaga spędzenia na spacerze co najmniej dwóch godzin. Porozmawiamy o ekspedycjach dwóch pierwszych wielkich eksploratorów Mezoameryki i półwyspu Jukatan. To John Lloyd Stephens oraz Frederick Catherwood, którzy przywrócili ruiny Majów Majom w czasach, gdy wszyscy szukali w Mezoameryce śladów dawnych cywilizacji Egiptu, Indusu albo Atlantydy.
Powspominamy ekspedycje odważnego Michela Peissela, który w 1959 r. przeszedł na piechotę sporą część zupełnie dzikiego jeszcze wybrzeża, raportując kilkanaście stanowisk archeologicznych, z których większość została zgłoszona INAH przez niego po raz pierwszy. Peissel spotkał tu jeszcze zbuntowanych Majów – Cruzo’ob. Ostatnie osoby pamiętające powstanie żyją zresztą jeszcze, zaś garść zarejestrowanych przez nich wspomnień – jedno z ostatnich świadectw można zobaczyć na wystawie w Muzeum Wschodniego Wybrzeża w Tulum.
Poznamy również cechy postklasycznego stylu architektonicznego Majów – Stylu Wschodniego Wybrzeża, noszącego znamiona nowych czasów, nowej technologii i …nowej religii. Dowiemy się dlaczego w postklasyku Majowie nie budowali boisk i nie wznosili już wielkich piramid, jak w wiekach ubiegłych.
Muzeum Wschodniego Wybrzeża w Tulum
Po spacerze w ruinach Tulum przejedziemy do uruchomionego niedawno Muzeum Wschodniego Wybrzeża. Pierwszą z trzech sal poświęcono prehistorii półwyspu i pierwszym kolonizatorom Ameryk. Pośród dziesięciu najdłuższych zalanych jaskiń na planecie Ziemia, aż dziewięć znajduje się na Riviera Maya. Jaskinie te były suche w okresie ostatniego zlodowacenia, kiedy poziom wody w oceanie znajdował się ~120 m niżej. W zalanych jaskiniach wokół Tulum znaleźlismy kilkanaście szkieletów jednych z najstarszych kolonizatorów kontynentów Ameryk. Wokół odkryć tych było wiele sporów – najsłynniejsza z nich – Naia z Hoyo Negro zasypała jednak najbardziej niebezpieczną z nich – genetyczną i prawną 😉 Mam szczęście brać udział w niekórych spośród inicjatyw związanych z rozpoznawaniem śladów pierwszych ludzi w tutejszych jaskiniach 😉
Pozostałe dwie sale to wspaniałe kolekcje artefaktów ze Wschodniego Wybrzeża i stanu Quintana Roo. Przeniesiono tu skarby z królewskich grobowców z Dzibanche – jednej ze stolic Dynastii Węża (Kaanul) – najpotężniejszej w okresie klasycznym, a spiskami i przebiegłością bijącej na łeb książkowych Lannisterów z Sagi Ognia i Lodu. Zobaczycie tu m.in. jadeitowe maski i biżuterię dawnych wężowładców… Zobaczycie schody hieroglificzne z El Resbalon i fragmenty schodów z Dzibanche – opowiem na ich bazie o najbardziej zajadłych współczesnych awanturach między archeologami – sporze dotyczącym pochodzenia dynastii Kaanul (to moja specjalizacja w historii Majów ;)).
W muzeum zgormadzono też kopie słynnych artefaktów z innych części Mundo Maya, jak pełnoskalowa płyta słynnego sarkofagu Pakala Wielkiego, na której Erich von Daniken nadal widzi kosmitę… 😉 Jest tu też kopia panelu z Tortuguero – jedynej inskrypcji wymieniającej datę utożsamioną przez innych odpornych na fakty z niewydarzonym końcem świata 24 grudnia 2012 🙂
Orzeźwiająca woda laguny
Po wizycie w muzeum zapraszamy na ochłodę w wodach słodkowodnej laguny. Znajduje się ona na terenie ogromnego Rezerwatu Biosfery Sian Ka’an – jednego z największych obszarów ochrony przyrody, powołanych pod auspicjami UNESCO. W centrum laguny znajduje się głęboki, opadający na ponad 70 m lej krasowy (ciemniejszy obszar na zdjęciu), jednak tereny samego kąpieliska to woda płytka i doskonale przejrzysta. W stronę centrum akwenu prowadzą dwa pomosty, gdzie po kąpielach wodnych można zarzyć również kąpieli słonecznych. W okolicy, wzdłuż linii brzegu znajduje się kilka zadaszonych palap. W selwie (tutejszej wersji dżungli) porastającej brzeg laguny wypatrzycie bez trudu wiele endemitów, w tym epifity jak np. orchidee bananowe czy wężokaktusy.
Wycieczka do Tulum – logistyka
Położone w na wschodnim wybrzeżu półwyspu Jukatan, Tulum jest dobrze skomunikowane z kurortami turystycznymi na Riviera Maya, jak Cancun, Akumal czy Playa del Carmen. Zwiedzanie warto jednak zacząć od rana, zanim stanowisko wypełni się tabunami turystów. Z Playa del Carmen wyruszamy zatem o 7:00, z Cancun 6:00. Po drodze możemy stanąć gdzieś na szybkie śniadanie w lokalnych klimatach jukateckiego streetfoooda, wtedy jednak warto byłoby ruszyć o pół godziny wcześniej. Na kolację możemy wybrać którąś z majańskich restauracji w Tulum, prowadzoną przez Majów – uciekinierów z Chiapas.
Dlaczego ARCHEOWYPRAWY?
Co wyróżnia nasze wycieczki do Tulum?
Po pierwsze komfort – robimy wycieczki w małych grupach, dla par, a nawet dla pojedynczych osób.
Dajemy sobie czas – tak na spokojny spacer po ruinach, opowieści w muzeum czy wreszcie relaks i kąpiel w słodkowodnej lagunie aż do zamknięcia wrót. Dlatego nie ugniatamy w ciągu jednego dnia Tulum z innymi rozległymi stanowiskami archeologicznymi, jak Chichen Itza, Coba, Ek Balam.
Do pełnego turystów stanowiska archeologicznego dodajemy niedawno udostępnione muzeum z kolekcją poświęconą również prehistorii i geologii Półwyspu, o której nikt nie opowie lepiej od jaskinowego archeologa podwodnego i nurka – eskploratora jaskiń.
Do programów podchodzimy elastycznie, zgodnie z preferencjami uczestników. W kameralnych grupach łatwiej to uzgodnić 😉
Nasze wycieczki prowadzi polski archeolog – specjalista od archeologii Majów
Wycieczka do Tulum i laguny w Sian Ka’an wymaga wcześniejszej rezerwacji z conajmniej dwumiesięcznym wyprzedzeniem. Cena – 160 EUR od osoby obejmuje transfery, bilety wstępu, polskiego przewodnika – archeologa oraz owoce i wodę
nurkowanie, sipadan, malezja, borneo, azja, safari, Koralowy Trójkąt, dżungla, orangutany, kuala lumpur, alpha-divers, klub nurkowy, wyprawa nurkowa, wyprawy nurkowe
Dlaczego na Sipadan? Zanim przejdziecie do tekstu, obejrzyjcie najpierw ten film… 😉
„Możliwość obcowania z ławicami wciąż robi na mnie największe wrażenie. Ich piękno, siła, energia oraz sposób komunikacji… są po prostu magiczne. Żaden rekin nie przyspieszył bicia mego serca tak jak ławica barakud wielkości kilkupiętrowego bloku” – Kasia Kurusiewicz
Przemek Trześniowski, konfiguracja sidemount z jedną butlą, Sipadan 2017
Moi Drodzy! Jak wiecie, od roku C2019 diametralnie zmieniłem geograficzne położenie swego centrum życiowego. Skupiłem się na Ameryce Środkowej z większym naciskiem na wycieczki terenowe i archeologię, jednak nigdy nie zapomniałem o nurkowaniu i Południowo-Wschodniej Azji. Dlaczego wracam na Sipadan i Borneo? Każdego roku spędzałem intensywnie 3 miesiące w Azji, dzieląc ten czas na Indonezję, Malezję i Filipiny, a o tym ciężko zapomnieć 😉 Szczególnie, że każdego roku pytaliście mnie o dalekowschodnie eskapady. Postanowiłem wrócić zatem na próbę do jednej-dwóch wypraw rocznie na Daleki Wschód.
Sipadan – podwodny klejnot Koralowego Trójkąta
Nurkowanie ze stadem ostatnich bizonów oceanów Ziemi – Sipadan 2018
W październiku 2026 wracamy więc na Sipadan – do jednego z najwspanialszych nurkowych sanktuariów Ziemi. Czy wiele zmieniło się na Borneo naszych ostatnich nurkowań tam w 2019? Sipadan kwitnie nadal. Wciąż przypływają tam potężne ławice barrakud i ostroboków, na rafie mieszkają żółwie, a koralowce maltretuje największe stado kilkuset bumpheadów w oceanach Ziemi. Malezja jednak ciężko przechodziła lockdown, co nie wpłynęło pozytywnie ceny. Rząd ograniczył również ilość nurkowań na Sipadanie do najwyżej dwóch dziennie na osobę. Teraz pora na drugi film, by zrozumieć ile to jest warte… 😉
Dlatego wracamy do starego programu, który zawierał aż cztery dni nurkowe na Sipadanie (w normalnie dostępnych pakietach są to najwyżej dwa dni). Trzecie nurkowanie dnia będziemy wykonywać na w miarę dobrze zachowanych rafach koralowych wysp bliskich Sipadanu: Kapalai i Mabul. Przeniesiemy też logistyczne centrum z zatłoczonej obecnie przez chińskich turystów Semporny na legendarną platformę Seaventure, stojącą naprzeciwko wybrzeży Mabul. Na platformie mamy nielimitowaną ilość nurkowań popołudniowych na lokalnym akwenie. Byłem tam tylko raz (z Mabul na kompas po dnie to było nurkowanie na trzy butle), ale pamiętam zacne ławice ryb kryjących się w cieniu platformy.
Nurkowanie na Sipadanie (fot: P.A. Trześniowski 2018)
Borneo – ostatnie resztki pierwotnej dżungli
Orangutan na Borneo (fot: P.A. Trześniowski 2012)
Po tygodniu na wodzie i nurkowaniach na Sipadanie przenosimy się na brzeg i zaczynamy rajd po ostatnich zachowanych skrawkach dzikiej przyrody Borneo. Zapewne wiecie, że cała prawie wyspa padła pod siekierami plantatorów palmy oleistej. Zaczynamy zatem od wycieczki z dwoma noclegami w stacji naukowej, w sercu ostatniego skrawka pierwotnej dżungli Borneo. Żyje tam masa endemitów, a każdy spacer po okolicy przynosi spotkania ze skarbami natury.
Tajemnicza dolina…
Kameleon – jeden z wielu gatunków w resztkach pierwotnej dżungli Borneo (fot: P.A. Trześniowski 2018)
W pierwotny lesie Borneo rosną potężne ponad siedemdziesięciometrowe drzewa, których korony to niezależne ekosystemy. Pomiędzy gałęziami widać latające ssaki. Jeżeli pamiętacie tarsiery z Filipin to tu, w tej dolinie możemy spotkać nocą na dziko ich pobratymców. Zdarzyło mi się również spotkać tu z bliska na dziko orangutany – rzecz, która nie zdarza się czasem nawet naukowcom pracującym w lesie przez kilkanaście lat. Jeśli dopisze nam szczęscie może spotkamy słoniki karłowate? Na pewno zaś groteskowe dzioborożce i tutejsze warany.
Zimorodek na nocnym spacerze po pierwotnej dżungli Borneo (fot: P.A. Trześniowski 2018)
Waran leśny albo paskowany w resztkach pierwotnej dżungli Borneo (fot: P.A. Trześniowski 2018)
Kameleon – jeden z wielu gatunków w resztkach pierwotnej dżungli Borneo (fot: P.A. Trześniowski 2018)
Następnie odwiedzimy ośrodek dostosowawczy orangutanów (Pongo pygmaeus) odbieranych z niewoli. Orang utan w malajskim to człowiek lasu, podobnie jak orang laut – oznacza człowieka morza, a zatem również nurka 😉 Młode orangutany przez parę lat uczą się tam na nowo jak samodzielnie przeżyć w lesie, a gdy poczują się na siłach opuszczają ośrodek. Zobaczymy też stację badawczą biruangów – niedźwiadków malezyjskich. Na koniec przepłyniemy rzeką Kinabatangan, gdzie można spotkać masę ptaków i pływające warany oraz legendarną jaskinię Gomatong.
Mało kto zdaje sobie sprawę, że warany doskonale pływają, nie tylko te z Komodo… (fot: P.A. Trześniowski 2017)
Kuala Lumpur – miasto-perła Azji Południowo-Wschodniej
Słynne Petronas Tower w Kuala Lumpur (fot: P.A. Trześniowski 2012)
Na ostatni nocleg wrócimy do Kuala Lumpur – jednego z najbardziej niesamowitych miast na Ziemi. Będziemy mieć cały dzień na zwiedzanie miasta czy zakupy w Chinatown. Możemy wjechać na słynne Petronas Towers – scenerię pamiętnego thrillera Entrapment z piękną Catherine Zeta-Jones i legendarnym sir Thomasem Seanem Connerym. Chętnych zabiorę do niemniej słynnej świątyni hindu w Batu Caves – ogromnej jaskini z tamilskim sanktuarium Hindu, poświęconym Muruganowi. Zgodnie z planem do Europy wylatujemy dopiero około 21, więc wystarczy jeżeli na lotnisku pojawimy się wieczorem.
Chinatown w Kuala Lumpur… (fot: P.A. Trześniowski 2012)
To jak? Lecimy?
Dzieci z ludu Bajau – cyganów morskich, którym ewolucyjna adaptacja pozwala na wstrzymwanie oddechu pod wodą znacznie dłużej niż innym przedstawicielom gatunku Homo sapiens (fot: P.A. Trześniowski 2017)
Koszt wyprawy MALEZJA 2026: Sipadan, Borneo i Kuala Lumpur
4500 EUR + przelot (przy minimum 4 osobach), 4880 EUR + przelot przy dwóch nurkujących osobach
Na dzień dzisiejszy koszty przelotów powinny zamknąć się w kwocie 4200-4500 PLN – im szybciej zasadzimy się na bilety w dobrych cenach, tym lepiej dla nas!!
Plan podróży
Chinatown w Kuala Lumpur… (fot: P.A. Trześniowski 2012)
Planujemy dość wygodne loty z Warszawy – z wylotem 10:00 w sobotę i lądowaniem w Kuala Lumpur kolejnego dnia około 8 rano. Czeka nas jednak jeszcze przelot na Borneo, gdzie wylądujemy około południa oraz transfer łodzią na platformę położoną nieopodal wyspy Mabul i niedaleko na sam Sipadan.
Lot powrotny dwa tygodnie później w sobotę wieczorem zaniesie Was do Warszawy 1 listopada po szóstej rano.
Sipadan (fot: P.A. Trześniowski 2018)
Zaklepane daty wyprawy to 17 października – 1 listopada. Liczę na weteranów dawnych wypraw nurkowych ALPHA-DIVERS oraz generalnie nurków na poziomie ponieważ ja też lubię cieszyć się nurkowaniem 😉 Nie zostało mi wiele zdjęć, jednak opracowałem program, który zawiera wszystko to co najlepsze na Sipadanie i Borneo, na bazie moich wypraw i kilkunastoletnich doświadczeń, w tym kilku wypraw nurkowych na Sipadan i Borneo 😉 Jestem pewien, że na miejscu Was to wszystko zachwyci i będziecie chętnie wracać do tych dni wspomnieniami. O tej porze roku jest jeszcze jednak czas, aby modyfikować program pod pierwszych zgłaszających się uczestników.
Lina Jona – doskonałe narzędzie nie tylko do nurkowania w prądzie. Przemek Trześniowski (ALPHA-DIVERS), Sipadan 2012
Mexico sits comfortably in the tropical zone, which basically means it’s warm and humid all year round. Don’t pack too much – honestly, you won’t need it. Light, airy, quick-drying fabrics are your absolute best friends out here.
Drink plenty of water – even if you don’t feel thirsty. Europeans tend to dehydrate quickly in this climate, which leads to headaches and that general “I’m-melting” feeling.
The sun is strong enough to tan you through the clouds, so do watch out! You can easily find SPF 50+ suncream locally. A hat is a must as well.
A fun (or not-so-fun) fact: lime juice + sunlight can cause skin irritation.
Mexican cultural norms favour long trousers and long sleeves – but you’re on holiday! Shorts will be far more comfortable most of the time. Still, pack long sleeves and long trousers for our forest adventures.
For most of the trip, lightweight shoes like sturdy-soled sandals work perfectly. For a few archaeological sites, when we climb pyramids, proper lace-up shoes that support your ankles will come in handy.
January on the Yucatán is dry season, but a light rain jacket may still save the day.
Food
Xpujil, the best huevos motulenos in all the Mexico (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Mexican cuisine is wonderfully tasty, though the way food is prepared can be very different from Europe. Many local kitchens wouldn’t quite pass EU standards – yet the food is delicious. Mexicans rely on spicy sauces to keep troublesome bacteria at bay. These are always served separately and come in several strengths. Use a little at the start and end of your meal – your stomach will thank you.
If you’re someone who often gets a dodgy stomach while abroad, a little alcohol can act as an extra disinfectant. A small glass of your chosen 40% spirit before bed usually does the trick. Medication containing nifuroxazide also works well.
Never drink tap water here. We’ll stock up on bottled water along the way.
On the Riviera Maya – and only there – you can buy freshly made fruit juices, free of preservatives and added sugar. Coconut water is also available. Elsewhere on the peninsula, such drinks are harder to find… so beer often becomes the go-to.
Local cuisine is heavily based on corn flour, which many Europeans find unusual in taste. Luckily, wheat-flour tacos are often available too.
Fresh fruit is everywhere – in every shape, size and variety you can imagine!
Yes, various kinds of chili and bananas you can’t eat without cooking… 😉
Accommodation
Villas H2O – our landing site for the soft first touch with Mexico 😉
Our adventure takes us all the way around the Mexican part of the Yucatán Peninsula. We’ll be travelling through time, space, and completely different worlds. I always do my best to choose places that make sense both logistically and comfort-wise – but do keep in mind that Mexican standards can differ quite a bit from European ones.
In Tulum, Valladolid, Bacalar, San Francisco de Campeche, Mérida and Río Lagartos we stay in “normal” hotels. But Valladolid, Mérida and San Francisco de Campeche are historic colonial cities. We stay right in their beautiful old town centres, where some architectural quirks may surprise you – plumbing and toilets were added to these buildings much later. In many places, hot water is hot only when the sun has warmed it.
Xpujil – where we spend three nights because it’s the logistical hub for our southern-peninsula explorations – is a completely different world. Every building there struggles with humidity and mould. The place we use is renovated yearly, but the jungle always wins. Think of Xpujil as a camp – a base in the forest. That includes insects: mosquitoes everywhere, geckos on the walls, cockroaches in the streets… and you’ll want to shake out your shoes in the morning because a scorpion might be hiding inside! All around us stretches primordial jungle – one of the last of its kind on Earth – and hidden within it lie countless ancient Maya structures waiting to be discovered.
Coba i rezerwat Majów – wycieczka całodniowa z laguną i cenotą 🙂
Meksyk, Jukatan, wycieczka po polsku, wycieczki z polskim przewodnikiem archeologiem majanistą, Coba, przyroda Jukatanu, Rezerwat Majów, Laguna, cenoty
Ceremonia suszenia skrzydeł: koox pool ch’omób – sępnik czarny (Coragyps atratus), jeden z kondorowatych Jukatanu, okolice Coba (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Chcielibyście zobaczyć na żywo taki widok jak na zdjęciu? Jeśli wstaniecie odpowiednio wcześnie, możemy to załatwić, ale na miejscu, w okolicach Coba musimy być o wschodzie Słońca. Penetrując selwę w poszukiwaniu zaginionych pozostałości cywilizacji Majów często znajduję miejsca bardzo bogate przyrodniczo, a to jest jedno z nich. Na wysokich konarach kilku suchych drzew sępy suszą swoje skrzydła z nocnej rosy o świcie.
Ceremonia suszenia skrzydeł: chak pool ch’om – sępnik różowogłowy (Cathartes aura), jeden z kondorowatych Jukatanu, okolice Coba (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Wokoło są laguny, bo Coba (w maaya t’aan: podzielona woda) leży między pięcioma większymi lagunami. Tam gdzie jest woda, tam nietrudno o ptaki. Wodne, jak wężówki i czaple, będę polować na ryby. Drapieżniki, jak jastrzębie na… inną zdobycz. Do tego poruszać się będziemy po zapomnianej drodze Majów sprzed 1,5 tys. Lat. Jeżeli zdecydujecie się na wycieczkę, tego dnia zobaczymy co najmniej dwa takie mateczniki przyrody.
Ceremonia suszenia skrzydeł: koox pool ch’omób – sępnik czarny (Coragyps atratus), jeden z kondorowatych Jukatanu, okolice Coba (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Drugim tematem dnia będą oczywiście piramidy i stele Majów. Nohoch Mul w Coba jest najwyższą piramidą na północnym Jukatanie. Nie jest, jak chcą przewodnicy, ani najwyższą na Jukatanie, ani tym bardziej w Meksyku. Jednak to dowód potęgi – Coba, chociaż do dziś nieprzebadane gruntownie stanowisko archeologiczne, było stolicą jednej z kilku najpotężniejszych państwowości. Rozchodziła się stąd pajęczyna dróg, łączących metropolię ze stanowiskami satelitarnymi. W tym jedna aż stukilometrowej długości, kończąca się w Yaxuna (20 km na południe od Chichen Itza).
Koox pool ch’omób – sępniki czarne nad dawną drogą Majów w okolicach Coba (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Ta musiała służyć cesarzowej do przerzucania wojsk, jak miało to miejsce w znacznie starszej epoce w sieci miast tworzących wielki organizm państwowy w Niecce Mirador-Calakmul – Pierwsze Imperium Majów (i ostatnie zarazem). Kobiety na tronach Majów to rzadkość, jednak w Coba panowały aż dwie cesarzowe, a znalezione na terenie miasta inksrypcje świadczą o ich związkach z potężną Dynastią Węża (Kaanul)…
Zbieramy się zatem skoro świt (im dalej na północ wzdłuż wybrzeża tym wcześniej) i wyruszamy w rejon Coba. Na uroczysku żyje stado ponad dwudziestu sępników należących do dwóch spośród czterech żyjących na Jukatanie gatunków. I tak – sępniki czarne i różowogłowe tworzą wspólne stada.
Ceremonia suszenia skrzydeł: koox pool ch’om – sępnik czarny (Coragyps atratus), jeden z kondorowatych Jukatanu, okolice Coba (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Suszenie skrzydeł po nocnej rosie jest im niezbędne, by latać, a w inny sposób niż szybowanie godzinami w przestworzach, nie znajdą pożywienia. Skrzydła nad ranem suszą również inne, nadwodne ptaki. Intensywność zjawiska zależy oczywiście od zachmurzenia, jednak promienie UV przebijają się przez chmury, więc takie zachowania obserwujemy również w pochmurny dzień.
Bekaśnica w trakcie śniadania w Lagunie Coba (fot: P.A. Trześniowski 2025)
Nad lagunami zdarza się również masa innych ptaków, jak ślimakojady, kleszczojady czy tutejsze dzięcioły: zarówno większe, jak jasnodziobe i krasnoczube (kaloomte’), jak i małe dzięciury (ch’ujum). Starożytna droga, po której będziemy chodzić służyła natomiast do łączenia Coba z odległym o dwadzieścia kilometrów stanowiskiem Kukikan – do dziś nieprzebadanym, a wszystkie znaki wskazują, że były to koszary, służące władcom Coba do grupowania wojsk przed wysłaniem ich dalej, wspomnianym systemem dróg…
Empandas – ser i warzywa zawijane w pierożki z tortilli, czarna fasola i sałata (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Po ceremonii suszenia skrzydeł jedziemy do wioski Coba na śniadanie. Zjemy w jednej z lokalnych restauracji, położonych przy promenadzie nad jeziorem. Tu również zdarzają się ciekawe ptaki, jak polujące na ślimaki bekaśnice, które obrabiają czasami muszle na talerzach z liści lilli wodnych (maaya t’aan: nikte ha’). Stosy wynicowanych muszli możecie czasem znaleźć, spacerując wzdłuż wybrzeża Laguny Coba. To właśnie dzieło bekaśnic. Lokalna gastroniomia w wiosce Coba oferuje meksykańską kuchnię chillango z dodatkami tradycyjnych majańskich potraw. Dostaniecie tu np. napój z chaya – bardzo bogatej w proteiny majańskiej rośliny, która jest trująca na surowo.
Coba
Jedno z boisk w Coba – uosabia pękniętą skorupę żółwia, symbolizującą z kolei powierzchnię Ziemi. Z tej szczeliny wyskoczył niegdyś powracający na świat Odrodzony Bóg Kukurydzy. Boiska są zatem sceneriami inscenizacji mitu kreacyjnego Majów. Wstęp do długiej historii… (fot: P.A. Trześniowski 2020)
Pora na ruiny Majów. Już przy śniadaniu, nad szczytami drzew, widzieć będziemy szczyt jednej z wielkich tutejszych piramid. To La Iglesia (hiszp: kościół), nazwana tak od obrzędów jakie u jej podnóża jeszcze w XX w. odprawiali na zmianę lokalny h’men (u Majów to coś na podobieństwo szamana) z chrześcijańskim księdzem. Według relacji archeologów, którzy mieszkali, a niektórzy nawet mieli szczęście wychowywać się w wiosce Coba, obu kapłanom chodziło o… deszcz.
La Iglesia – jedna z piramid Coba leżąca nieopodal Laguny Coba, U podnóża piramidy pogruchotana stela wspominana w tekście (fot: P.A. Trześniowski 2020)
Na zgruchotanej steli, która stoi u podnóża piramidy La Iglesia, myśliwi Majów widzieli zarys żeńskiej postaci, którą nazywali panią Colebi. To właśnie od tej budowli rozpoczniemy wielki spacer po Coba.
Dolna część steli 11 odkryta w trakcie wykopalisk na początku XXI w. (kopia in situ) wraz z ofiarą zakładzinową. Fragment przedstawia nogi władcy i jeńca. Inskrypcje pozwoliły zidentyfikować władcę (fot: P.A Trześniowski 2020)
Wykopaliska archeologiczne, które odnalazły drugi fragment steli, pozwoliły jednak określić, że to górna połowa męskiej części ciała… Tak to, niestety, jest z ciągłością przekazu historycznego, który po prostu urwał się u Majów wraz upadkiem ich cywilizacji pod koniec okresu klasycznego (umownie zamykamy go datą 909 n.e., co będzie wyjaśnione w terenie. W okresie postklasycznym, aż do przybycia Hiszpanów, na szczytach popadających coraz bardziej w ruinę piramid składano wprawdzie ofiary zapomnianym przodkom, ale była to całkiem inna kultura, a nawet inna religia…
Kutz’ – indyk pawi na ruinach boiska, jednego z boisk w Coba (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Przejdziemy się śródleśnymi ścieżkami, które często przeplatają się z dawnym systemem dróg. W lesie, jak to w lesie, są szanse na przyrodę, szczególnie jeśli na stanowisko wejdziemy jako jedni z pierwszych, rano. Na drzewach będą termitiery, po dróżkach mogą przemykać kutz’ – barwne indyki pawie o groteskowych łebkach. Zdarzają się jaszczurki, a czasami węże… W Coba historia miesza się z dziką przyrodą, której najbardziej niesamowitymi pomnikami są tutejsze matapalo…
Matapalo w rzadziej odwiedzanej przez turystów części Coba – pasożytnicza forma figowca, który, dzięki słodkim owocom, uwielbianym przez małpy i ptaki, wysiewa się wysoko w gałęziach drzew, by mieć lepszy dostęp do światła, a po dekadach dławi żywiciela, zrastając się w samodzielną istotę. Paradoksalnie nazywane drzewkami miłości… (fot. P.A. Trześniowski 2021)
Jedną z najbardziej zagadkowych tajemnic Coba są tutejsze stele. Jedna z cesarzowych występuje na nich w towarzystwie w sumie aż kilkunastu jeńców – musiała należeć do najbardziej wojowniczych wśród władców Majów. Najbardziej zdumiewające są jednak daty widniejące na jej stelach. Porozmawiamy o kalendarzach Majów – z pozoru mocno skomplikowanych, jednak niezwykle skutecznych w tym czego nie udało się chyba żadnej innej cywilizacji – próbie zbudowania dobrego kalendarza łaczącego zarówno cykle Słońca jak i Księżyca.
Resztki klasycznego okrąłego ołtarza, a na platformie stela I przedstawiająca drugą cesarzową, jej syna, jeńców i między innymi datę uruchomienia obecnej wersji wszechświata 13 VIII 3114 p.n.e. zapisaną w Wielkiej Długiej Rachubie – na dwudziestu pozycjach (fot: P.A. Trześniowski 2020)
Majowie znaleźli własną drogę, nie bawiąc się w interkalacje, tyllko podając dokładną liczbę dni od… początku świata. Ta część daty zapisywana była na pięciu pozycjach, nadając się idealnie do prezentowania liczny dni od 13 VIII 3114 r. p.n.e. Na stelach drugiej cesarzowej Coba w trzech przypadkach ta część zapisu kalendarycznego zapisana jest jednak aż na dwudziestu czterech pozycjach! Wyzerowanie takiej daty cofa nas o eony przed Wielki Wybuch i początek naszego Wszechświata według obliczeń astrofizyków…
Jeden z tuneli w Coba ze sklepieniem kroksztynowym, zwanym łukiem pozornym Majów (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Pójdziemy pooglądać te stele, podziwiając też groteskowe pomniki przyrody rosnące na dawnej drodze Majów. Wiele tajemnic Coba nadal czeka na swoich odkrywców. Niepotwierdzone interpretacje inskrypcji odkopanych w 2005 r. na jednym z tutejszych boisk, sugerują pochodzenie tutejszej dynastii od Yax Yopaata, władcy dynastii Węża (Kaanul) z odległego Dzibanche. Na koniec podejdziemy do podnóża wielkiej piramidy Nohoch Mul. Ma 42 m, a na jej szczycie po upadku miasta i tutejszej dynastii zbudowano znacznie późniejszą świątynię w Stylu Wschodniego Wybrzeża, znanym Xel Ha czy Tulum.
Nohoch Mul w Coba – najwyższa piramida na północy półwyspu Jukatan, konsekrowana dnia 9.6.15.6.9 13 Muluk 12 Sip (11 V 569 n.e. zgodnie z korelacją 584285) piramida nazywała się prawdopodobnie Keh Witz Nal – Górą Jelenia (fot: P.A. Trześniowski 2020)
Rezerwat i wioska Majów
Po ruinach Coba pora wreszcie na relaks. Pojedziemy na śródleśną laguną znajdującą się w sercu rezerwatu Majów. Ci, którzy wolą spędzać czas aktywnie, mogą popływać po niej kajakiem, lub przelecieć się nad nią na linie (tyrolka). Pozostali mogą poleżeć na pomoście i pomoczyć się trochę w wodzie. Woda jest słodka i przyjemnie ciepła… Najpierw jednak czeka nas obrzęd oczyszczenia z h’menem – kapłanem z tutejszej wioski Majów.
Majański ołtarz w rezerwacie Majów w trakcie obrzędu z h’menem (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Pom – copal – majańskie kadzidło w trakcie obrzędu rezerwacie Majów (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Cenota – portal w zaświaty Majów
Gdy będziecie gotowi na spacer, wyruszymy poszukać małp. W rezerwacie żyją obydwa ich gatunki, tak czepiaki jak wyjce. Na terenie rezerwatu znajduje się też cenota skrywająca, jak wiele z nich, mroczną tajemnicę. W latach 1990. eksploratorzy jaskiniowi odkryli tu 120 szkieletów – jedno z największych i najlepiej zachowanych cmentarzysk Majów. Podwodne badania archeologiczne nie pozwoliły jednoznacznie tego potwierdzić, ale mamy tu raczej do czynienia z kontekstem ofiarnym… Jeśli będziecie chcieli pokażę Wam film z tego stanowiska, zdarzyło mi się bowiem nurkować tu jako jaskiniowy archeolog podwodny.
Zejście przez portal do majańskich zaświatów – jedno z największych znanych cmenatrzysk Majów, odkryte na dnie cenoty (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Jeżeli starczy Wam odwagi możecie opuścić się w uprzęży na linie i obejrzeć cenotę od środka, a następnie wyjść na powierzchnię po drabinie sznurowej. Ponieważ w niej nurkowałem, zdecydowanie nie polecam kąpieli w wodzie, która nie ma przepływu (cenota jest odciętą od systemu fojbą). Kąpiel w lagunie jest znacznie bardziej przyjemna i nie limitujemy czasu – w rezerwacie możemy zostać aż do zamknięcia.
Zachód Słońca nad laguną w śródleśnym rezerwacie Majów (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Jeśli jednak zależy Wam, by wykąpać się w cenocie, raz jeszcze zmienimy miejsce i pojedziemy do innej z tych podziemnych, a jednak ze sztucznym oświetleniem i stałym przepływem. Tam również znajdują się szkielety i tam również nurkowałem jako archeolog…
Lustro wody było dla Majów granicą między różnymi planami egzystencji – mroczne zaświaty Majów były zalane wodą (fot P.A. Trześniowski 2021)
Kolację możemy zjeść przy zachodzie Słońca nad Laguną Coba. Tam, lub mniej więcej tam, gdzie spożywaliśmy śniadanie…
Zachód Słońca w trakcie kolacji nad Laguną Coba (fot: P.A. Trześniowskki 2022)
Dlaczego ARCHEOWYPRAWY?
Co wyróżnia nasze wycieczki do Coba?
Śródleśna laguna w rezerwacie Majów (fot: P.A. Trześniowski 2021)
Po pierwsze komfort – robimy wycieczki w małych, nie więcej niż 6-osobowych grupach, dla par, a nawet dla pojedynczych osób.
Dajemy sobie czas – poznanie Coba zajmuje minimum 3 godziny. Dlatego nie ugniatamy w ciągu jednego dnia Coba z innymi rozległymi stanowiskami archeologicznymi, jak Chichen Itza, Ek Balam czy Tulum. Nie ograniczamy również czasu spędzanego w rezerwacie czy cenocie.
Do programów podchodzimy elastycznie, zgodnie z preferencjami uczestników. W kameralnych grupach łatwiej jest to uzgodnić 😉
Nasze wycieczki prowadzi polski archeolog – specjalista od archeologii Majów
Jaskinia z cenotą na dnie w rezerwacie Majów (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Wycieczka do Coba wymaga wcześniejszej rezerwacji. Najbliższe dostępne terminy: 17 i 27 lutego oraz przedział 5 kwietnia – 11 maja 2026. Cena – 180 EUR od osoby (w grupach VIP: 4-6 osobowych) obejmuje transfery, bilety wstępu, polskiego przewodnika – archeologa oraz owoce i wodę. Wycieczki w wersjach super VIP: 1 osoba 300 EUR, 2 osoby po 250 EUR/osoby.
Tajemnice Peten: El Mirador i Tikal (10 albo 16 dni z karaibskim chilloutem w Belize) 21-30 III lub 21 III – 04 IV 2026
Trekkking, El Mirador, Tikal, Nakbe, El Tintal, Wakna, La Florida, Peten, Gwatemala, Belize, Cayos, Ambergris, Caulker, wyprawa z polskim archeologiem-majanistą, chillout, Karaiby
Szczyt piramidy La Danta w El Mirador oglądana ze szczytu piramidy triadycznej 1 w Nakbe przez teleobiektyw (fot: P.A. Trześniowski 2022)
El Mirador i Tikal w trakcie jednej wyprawy?! Najwyższa piramida Majów okresu preklasycznego – z czasów świtu cywilizacji, a przy okazji największa kiedykolwiek pod względem objętości – La Danta (72 m / 2,6 mln m3) i Templo IV – najwyższa piramida okresu klasycznego, złotego wieku cywilizacji Majów (72 m). Dwie piramidy z dwóch różnych epok historycznych, dwa szczyty możliwości architektonicznych dwóch tak naprawdę różnych cywilizacji… W latach 1930. La Danta i sąsiednia piramida El Tigre były uważane za wygasłe wulkany…
Ikoniczna piramida Templo I w Tikal, grobowiec Jasaw Chan K’awiila I. W tle Północny Akropol – nekropolia władców Yax Mutul (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Właściwie czemu nie?! Wejdziemy na je obie i z obu będziemy witać wschody Słońca nad oceanem zieleni deszczowych lasów Peten. Wejdziemy na wiele innych preklasycznych piramid z okresu świtu ich cywilizacji w Niecce Mirador-Calakmul. Na piramidy triadyczne w Nakbe i El Tintal, na piramidę El Tigre, Los Monos i La Pava w El Mirador, na Wielką Piramidę w Tikal. Na szczytach piramid będziemy obserwować zarówno wschody jak i zachody Słońca. I niebo po zachodzie, bo dzięki bezkresnemu oceanowi zieleni, bez jednego świattła ani śladu ludzi, nigdy nigdzie nie widziałem na raz tyle gwiazd…
Zachód Słońca nad Peten ze szczytu jednej z piramid triadycznych na stanowisku archeologicznym El Tintal (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Spędzimy sześć dni na trekkingu przez zieloną dżunglę Peten, obozując w lesie i poruszając się niesamowitymi starożytnymi drogami Majów sprzed ponad dwóch tysięcy lat. Zajrzymy do grobowców władców Majów w El Güiro (Wakna) i La Muerta. Następnie odpoczniemy w luksusowym ośrodku z basenem w Tikal, spacerując z rozpędu po najwspanialszych odrestaurowanych ruinach złotego wieku Majów, przy tym nadal słuchając niesamowitych odgłosów przyrody.
Penelopa w Tikal, Peten, Gwatemala (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Ostatni wieczór spędzimy na wyspie Flores. Tam gdzie mieściło się postklasyczne Noj Peten – ostatnie miasto Majów, które padło pod hiszpańskim butem dopiero w 1697 r. – w 178 lat po rozpoczęciu konkwisty ziem Majów. Popłyniemy na ostatni zachód Słońca na półwysep Tayasal, gdzie również mieści się mało znane stanowisko archeologiczne (jako pretekst do podziwiana fenomenu zachodu nad wodą).
Jezioro chilloutu – Lago de Peten Itza, Peten, Gwatemala (fot: P.A. Trześniowski 2017)
Nazajutrz część z nas może wrócić do Polski, pozostali pojadą do Belize na dobrze zasłużony chillout na Karaibach – na jednej z koralowych wysp Mezoamerykańskiej Rafy Barierowej. Decyzję czy będzie to Ambergris Caye czy Caulker Caye, czy obie te piękne wyspy pozostawiamy uczestnikom. Ambergris to La Isla Bonita z koweru w wykonaniu Madonny, Caulker ma bardziej backpakkerski klimat.
Stara architektura drewniana na La Isla Bonita – San Pedro na Ambergris Caye (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Na belizeńskich Cayos, oprócz smażenia się na plaży, można nurkować, snorklować, łowić ryby, ścigać się golfcartami przez lasy namorzynowe, czy przelecieć awionetką nad słynnym karaibskim Blue Holem, odkrytym przez legendarnego kapitana Jacquesa Yvesa Cousteau. Ilość miejsc na wyprawie jest jak zwykle mocno ograniczona – przede wszystkim dla klimatu, ale również ze wzgłędów logistycznych, a rezerwacje noclegów w Parku Narodowym Tikal wymagają odpowiedniego wyprzedzenia.
Krwawe zorze wieczorne nad piramidami Majów w Tikal (fot: P.A. Trześniowski 2015)
Wyprawa do El Mirador
Eskpedycja w selwie na terenie Niecki Mirador-Calakmul (fot: P.A. Trześniowski 2017)
Trekking do El Mirador trwa niecałe 6 dni, co oznacza 5 nocy w selwie – środkowoamerykańskiej wersji dżungli. Noce spędzamy w stałych obozowiskach z własnymi kuchniami i toaletami na najbardziej podstawowym poziomie. Przydadzą się mokre chusteczki. W większości obozowisk znajdują się proste prysznice (wyjątek to samo El Mirador, gdzie prysznice są w gestii straży parku i korzystanie z nich jest płatne drogą nieoficjalną). Śpimy wygodnie na materacach w jedno- dwusosobowych namiotach, które rozbijane są pod stałym zadaszeniem.
Obozowa kuchnia w Nakbe, Niecka Mirador-Calakmul (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Do przejścia mamy:
Carmelita > El Tintal: 18 km (~5,5 h)
El Tintal > El Mirador: 24 km (~7,5 h)
El Mirador > Nakbe: 14 km (~3,5 h)
Nakbe > La Florida: 34 km (~8 h)
La Florida > Carmelita: 11 km (~3,5 h)
Zachód Słońca nad Peten ze szczytu preklasycznej piramidy triadycznej 1 w Nakbe. W tle piramida triadyczna La Danta w El Mirador (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Jedzenie i picie w Niecce Mirador-Calakmul
Tortille z mąki kukurydzianej dopiekane na kamieniu w lesie w trakcie archeowyprawy w Peten (fot: P.A. Trześniowski 2017)
W trakcie trekkingu do El Mirador nikt nie chodzi głodny. W naszych karawanach podróżują osoby zajmujące się wyłącznie przyrządzaniem posiłków, więc tak w obozowiskach jak również w trakcie przystanków na trasie jest co wrzucić na ruszt. Podczas marszu zabieramy z sobą małe butelki na wodę, która na postojach możemy uzupełniać oraz drobne energetyczne przekąski. W trakcie dłuższych przystanków jest pora na lunch.
Logistyka trekkingu do El Mirador
Karawana mułów w obozowisku La Florida, Niecka Mirador, Peten, Gwatemala (fot: P.A. Trześniowski 2022)
W selwie nie będziemy potrzebować zbyt wielu ubrań i rzeczy. Wszystko co zbędne możemy zostawić w Carmelita – ostatniej wiosce na trasie, do której prowadzi przejezdna dla aut terenowych i ciężarówek droga. Cała reszta naszych rzeczy jest natomiast transportowana w bagażach przytroczonych na mułach. W trakcie trekkingu nie ma dostępu do sieci ani do elektryczności. Pamiętajcie o odpowiedniej liczbie zapasowych baterii i powerbankach.
Ostronos (coati) nieopodal basenu na terenie naszego hotelu w Tikal, Peten, Gwatemala (fot: P.A. Trześniowski 2023)
W Tikal mamy do dyspozycji basen, prysznice, prąd kilka godzin dziennie (generator) – pełną cywilizację ;). Ośrodek jest jednak położony w samym sercu dżungli, gdzie wszędzie dookoła chodzą dzikie zwierzęta. Z perspektywy gastronomicznej do wyboru będzie tania lokalna jadłodajnia lub wykwintna hotelowa restauracja. Na wyspie Flores będzie już prawie wszystko czego dusza zapragnie 😉
Isla de Flores, jezioro Peten Itza, Gwatemala (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Flores to pora na chillout – jakże zasłużony po tak zacnej wyprawie!! Na wyspie można wypożyczyć kajaki i zamiast nóg zmęczyć wreszcie ręce 🙂 Można wykąpać się w jeziorze, bez większych obaw, że staniemy się punktem zainteresowania krokodyli (są, ale w pobliże miasta podpływają za dnia raczej rzadko). Chętni na większy chillout, będą go mogli pogłębić na belizeńskich cayos, pozostali mogą wracać stąd awionetką do Ciudad de Guatemala, a stamtąd już z powrotem do Europy.
Koszty wyprawy do El Mirador i Tikal
Para tukanów tęczodziobych w koronach drzew w trakcie zachodu Słońca obserwowanego ze szczytu Wielkiej Piramidy w Tikal (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Koszt dołączenia do wyprawy do El Mirador i Tikal to 1750 EUR + przeloty + ewentualny chillout na Karaibach. Cena obejmuje pełne wyżywienie w trakcie trekkingu do El Mirador, wszystkie noclegi, transfery na terenie Gwatemali i bilety wstępu oraz opiekę przewodnika. Cena nie obejmuje wyżywienia poza trekkinigiem do El Mirador, kosztów transferów i pobytu na terenie Belize, czy ewentualnej dopłaty za kuszetkę w trakcie transferu z miasta Gwatemala do Peten.
Krokodyl w jednej z leśnych lagun na terenie Parku Narodowego Tikal (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Proponowane loty do Gwatemali
Kacyk Montezumy w trakcie trelu na centralnym placu Tikal (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Zakładamy dwie opcje: 1) przylot i wylot z Ciudad de Guatemala, z dolotem z lotniska we Flores w wersji krótszej; lub 2) przylot do Ciudad de Guatemala i powrót z Belize City w wersji dłuższej z chilloutem na Karaibach.
KLM [WAW > GUA | BZE > WAW]
wylot z Warszawy 21 marca 6:05 przez Amsterdam i Panamę [lądowanie 19:52]
powrót z Belize City 4 kwietnia 12:17 przez Minneapolis i Amsterdam
realne, a przy tym krótkie czasy na przesiadki
cena: 5381 w wersji light (bez bagażu rejestrowanego, z bagażem +543 PLN)
KLM [WAW > GUA | FRS > WAW]
wylot z Warszawy 21 marca 6:05 przez Amsterdam i Panamę [lądowanie 19:52]
powrót z Flores 13:40 i Ciudad de Guatemala 16:23 30 marca przez Panamę i Paryż
realne, a przy tym krótkie czasy na przesiadki, brak przesiadek w USA
cena: 4866,46 + 210 w wersji light (bez bagażu rejestrowanego, z bagażem +543 PLN)
Wieczorne zorze nad centralnym placem i klasycznymi piramidami Tikal (fot: P.A. Trześniowski 2015)
Transfer Guatemala >> Flores
Z Ciudad de Guatemala musimy dostać się do Peten nocnym autobusem. Potem jedziemy do Carmelita, jemy śniadanie i wyruszamy w drogę. Podróż trwa w przybliżeniu osiem godzin. Ja zwykle daję radę zasnąć w fotelu, ale w tych autobusach jest również kilka kuszetek, więc jeśli ktoś potrzebuje większej wygody, to z odpowiednim wyprzedzeniem można zarezerwowac taką wersję.
godziny: 21:00 – 5:00 (to ostatni autobus i musimy na niego zdążyć)
koszt: 262,5 QTZ miejsce siedzące, 315 QTZ kuszetka
Opcjonalne zwiedzanie Antigua Guatemala
Barokowa elewacja jednej z kolonialnych świątyń zrujnowanych w trakcie trzęsienia ziemi, które zmusiło Gwatemalę do przeniesienia stolicy. Kolumny na gónym piętrze to już Churrigueresque – hiszpański ultrabarok (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Część grupy przylatuje do Gwatemali w piątek 20 marca rano. Z lotniska Aurora jedziemy prosto do Antigua Guatemala, gdzie spędzimy popołudnie, noc i większą część kolejnego dnia, zwiedzając przede wszystkim ruiny wspaniałych ultrabarokowych kościołów, zrujnowanych w trakcie trzesięnia ziemi. Będzie to również czas na spotkanie z żywą kulturą Wyżyn Majów oraz ulicznym jedzeniem.
Zachód Słońca nad Peten w El Mirador ze szczytu preklasycznej piramidy triadycznej El Tigre (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Był 1962 r. kiedy sir Ian Graham, ostatni z wielkich polowych archeologów i najbardziej prawdopodobny pierwowzór filmowego Indiany Jonesa (zachował się film z sir Grahamem posługującym się pejczem), wracał samolotem z okolic Rio Azul, stanowiska leżącego na pograniczu dzisiejszego Peten w Gwatemali i Rezerwatu Biosfery Calakmul w meksykańskim stanie Campeche. Czekał go krótki lot do miasta Gwatemala nad bezkresnym zielonym oceanem tropikalnych lasów Peten – rozliczenia, sprawozdania, raporty… Szczęśliwy los sprawił, że przypadło mu miejsce po prawej stronie awionetki…
Wygasłe wulkany?
Szczyt preklasycznej piramidy triadycznej w Nakbe przez teleobiektyw ze szczytu piramidy triadycznej Mano de Leon w El Tintal (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Gdy dostrzegł dwa porośnięte drzewami stożki, przebijające linię horyzontu, postanowił sprawdzić, czy nie zarejestrowano w tym miejscu jakiegoś stanowiska archeologicznego. W latach 30. XX stulecia nad Peten odbył się zwiad lotniczy, który miał pomóc znaleźć nieznane jeszcze stanowiska. Oba te stożki zaklasyfikowano wtedy …jako wygasłe wulkany. Peten to południowa część olbrzymiej wapiennej płyty półwyspu Jukatan, tam nie ma miejsca na wulkany. Sir Ian wkrótce znów znalazł się w drodze…
Szczyt preklasycznejj piramidy triadycznej El Tigre w El Mirador ze szczytu piramidy La Danta przez teleobiektyw (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Nie było lekko, sir Ian Graham najpierw trafił do Naachtun (byłem tam w 2016, więc wiem, że przestrzelił aż o dwa dni drogi na północny-zachód), gdzie nie znalazł jednak aż tak wielkich piramid. Dopiero po powrocie mógł zorientować się, że to miasto, do którego w latach 20. dotarł z Calakmul Morley, Sylvanus Morley – słynny archeolog-szpieg. Graham wyruszył jeszcze raz i tym razem point blanc! El Mirador, z hiszp. Punkt Widokowy, wzięło swoją nazwę od pobliskiego obozowiska chicleros.
Największe i najstarsze piramidy Majów…
Tajemnice El Mirador odkopane przez archeologó – słynny preklasyczny relief z centralnego akropolu ze sceną z mitu kreacyjnego Majów (fot: P.A. Trześniowski 2017)
Na miejscu zdumiały Grahama dwie rzeczy: 1) nigdy do tej pory nie widział tak potężnych piramid, 2) nigdy dotąd nie widział tak starych… wszystko tak szczelnie przykrywała dżungla, że nigdzie nie zachowała się wolnostojąca architektura. Wniosek: sir Graham znalazł preklasyczne miasto z piramidami wyższymi od jakichkolwiek klasycznych nie był łatwym kąskiem do przetrawienia dla ówczesnego świata nauki. Pierwsze badania archeologiczne w El Mirador zaczęło się dopiero na początku lat 80. ubiegłego stulecia, potwierdzając tezę odkrywcy.
El Mirador i Tikal – teatry tysiącletniej wojny…
Luke Skywalker Nizin Majów – Jasaw Chan K’awiil I w wersji namacalnej (piramida grobowa) i eterycznej (jadeitowe klejnoty, które znaleziono wewnątrz) – władca Tikal, który po raz ostatni zakręcił wielkim kołem fortuny na Nizinach Majów, pokonując w bitwie władcę Węża, Yuknoom Yichaak K’ahk’a z Calakmul (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Sir Graham znalazł w tej części Peten jeszcze kilka miast: El Tintal, Nakbe, El Güiro… Wszystkie były tak stare i wszystkie połączone drogami, potężnymi sacbe ciągnącymi się na dziesiątki kilometrów, widocznymi z satelit (z kilkoma wyjątkami, jak Uxmal–Kabah, czy pajęczyna wokół Coba, dróg międzymiastowych również nie budowano już w klasyku). Znalazł najstarszy organizm państwowy na Nizinach Majów – Pierwsze Królestwo Węża, bo tam odkryto najstarsze wystąpienie glifu KAN – głowy węża oraz jego „pełnosylwetkowe”, preklasyczne wersje – glif herbowy panoszącej się po Nizinach w klasyku, groźnej dynastii Kaanul.
Wczesnoklasyczny glif herbowy dynastii Węża (Kaanul) w El Mirador – najstarsze znane wystąpienie na Nizinach Majów (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Kaanul – Dynastia Węża to jedna z dwóch potęg, które rządziły później światem Majów przez prawie cały złoty wiek. Druga, miała siedzibę w Tikal. To właśnie szlakiem sir Iana Grahama wyruszymy na wyprawę przez Pierwsze Królestwo Węża, a później Tikal – stolicę Nowego Porządku, która rzuciła stary świat Węży na kolana… Na jakiś czas, bo fortuna kołem się toczy i nigdzie nie widać tego tak wyraźnie jak tam 😉
Archeoprzewodnik
Mój przyjaciel, wytrawny nurek jaskiniowy Grzesiek Krzątała we wnętrzu obrabowanego grobowca na terenie stanowiska archeologicznego El Guiro / Wakna, Niecka Mirador, Peten, Gwatemala (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Wyprawę do El Mirador i Tikal prowadzę osobiście! Jako ekspert od Kaanul i ich wielowiekowej wojny z Nowym Porządkiem nigdzie nie czuję się tak na miejscu… może jeszcze w Rio Bec 😉 Przygotujcie się na wykłady na postojach (po selwie poruszamy się cicho, aby dać sobie szansę na najbardziej niesamowite spotkania z przyrodą Ameryki Środkowej). Wędrować będziemy przez przestrzeń, ale i przez epoki. Na trasie mamy bowiem preklasyk, klasyk i postklasyk – trzy różne i odrębne cywilizacje, które łączą geny. W ciągu 10 dni usłyszycie więc kwintesencję tego, czego można się dowiedzieć o Majach. Następnie eskortuję ekipę na wybrzeże Morza Karaibskiego i wracam do Peten na wykopaliska 🙂
Przemek Trześniowski na szczycie największej preklasycznej piramidy triadycznej La Danta w El Mirador, Peten, Gwatemala (fot: Grzesiek Krzątała)
Chichen Itza – wycieczka całodniowa z Chichen Viejo albo ruinami Yaxuna i Cenote Ik-Kil lub inną 😉
Meksyk, Jukatan, wycieczka po polsku, wycieczki z polskim przewodnikiem archeologiem majanistą, Chichen Itza, Chichen Viejo, cenoty
Piramida Wielkiego Kapłana, Ossario w Chichen Itza, Jukatan, Meksyk. Styl architektoniczny Maya Toltec (fot: P.A. Trześniowski 2015)
Zapraszamy na wycieczki do Chichen Itza z polskim archeologiem-majanistą. Zapewniamy rzetelne informacje, zgodne z najnowszymi wynikami badań, a równocześnie uwypuklenie białych plam i nadal nierozwiązanych kwestii, bez wplatania wśród nie czystych fantazji i mitów…
Piramida Kukulkana to piramida radialna, zbudowana ok. 980 r. n.e. w stylu Maya Toltec jest zorientowana archeoastronomicznie, ale nie bynajmniej na równonoc wiosenną 😉 W dolnej części zdjęcia widoczna krawędź starszej wersji głównej platformy miasta, odsłonięta w trakcie niedawnych wykopalisk (fot. P.A. Trześniowski 2024)
Chichen Itza
Chichen Itza to najbardziej popularne i najchętniej odwiedzane stanowisko archeologiczne na terenie Meksyku. Najsłynniejsze ruiny Majów rokrocznie przyciągają KILKA MILIONÓW TURYSTÓW. Nic dziwnego, że wśród najbardziej znanych i podziwianych ikon starożytnych cywilizacji, jak nabatejska Petra w Jordanii czy też inkaskie Machu Picchu w Peru, Chichen Itza wybrane zostało jednym z Siedmiu Nowych Cudów Świata. Choć jest de facto jednym z najmłodszych miast Majów i ostatnim o tak monumentalnej architekturze, Chichen jest z pewnością miejscem, które warto zobaczyć i obok Machu czy Petry umieścić na swej życiowej liście miejsc niezbędnych do odwiedzenia.
Świątynia Wojowników w Chichen Itza to zbudowana w stylu architektonicznym Maya Toltec blliźniaczka jednej ze świątyń w tolteckiej stolicy w odległej od Jukatanu Tuli (fot: P.A. Trześniowski 2016)
Wycieczka do Chichen Itza – opowieści o czasach bohaterów
Piramida Kukulkana w czasach wielkich odkryć archeologicznych (ryc. Frederick Catherwood 1844)
Zwiedzanie Chichen Itza wymaga spędzenia na spacerze w raźnym tempie w ruinach co najmniej czterech godzin. Jeśli ktoś proponuje krócej, oznacza to, że nie zobaczycie wszystkiego. Czas ten pozwoli również na zapoznanie się z historią odkrywania tajemnic tego miejsca i problemami archeologów z interpretacją zagmatwanej historii Chichen Itza, które nie są znane zwykłym przewodnikom. Porozmawiamy o podróżach pierwszych wielkich eksploratorów półwyspu Jukatan i Mezoameryki, jak John Lloyd Stephens oraz Frederick Catherwood, którzy przywrócili ruiny Majów Majom w czasach, gdy wszyscy szukali w Mezoameryce śladów dawnych cywilizacji Egiptu, doliny Indusu, a nawet Atlantydy.
Święta Cenota w Chichen Itza pokonała wielu poszukiwaczy skarbów. Pod kilkunastoma metrami gęstej i ciemnej wody kryje się kilkanaście metrów mułu, w którym nadal zalegają tysiące artefaktów archeologicznych oraz szczątki zrzucanych do cenoty ofiar (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Opowiemy o losach nieszczęsnego Edwarda H. Thompsona, który jako jedyny wrócił z tarczą ze spotkania ze słynną Cenote Sagrado – Świętą Cenotą Chichen Itza, jak również o tych, którzy przegrali zmagania z tym najsłynniejszym celem pielgrzymek dawnej Mezoameryki.
Zoomorficzny poral w stylu Chenes na przybudówce do kompleksu Las Monas (ryc. Frederick Catherwood 1844)
Poznamy trzy spośród wyszukanych stylów architektonicznych Majów: Puuc, Chenes i Maya Toltec. Omówimy wiele elementów symboliki zakodowanych w ich ikonografii. Poznamy zagadki dotyczące relacji między późną, postklasyczną cywilizacją Majów, a ich środkowomeksykańskimi sąsiadami, zwanymi do dziś na roboczo Toltekami (nie było tak naprawdę, żadnych Tolteków, a raczej toltecy 😉 ). Pomimo iż ślady archeologiczne nie potwierdzają hipotezy o tolteckiej inwazji na Chichen Itza, nawet dziecko zauważy architektoniczne podobieństwo najpóźniejszych tutejszych budowli do tych z odległej Tuli w stanie Hidalgo.
Chichen Viejo – nowe możliwości zwiedzania Chichen Itza
Świątynia Serii Początkowej w Chichen Itza skrywa najstarsze ze znalezionych do tej pory murów na terenie miasta. Była jedną z najwazniejszych na terenie Chichen Viejo – zamkniętego kompleksu rezydencyjnego znajdującego się obecnie w odizolowanej tropikalnym lasem części stanowiska archeologicznego (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Wycieczka do Chichen Itza to nie tylko selfie pointy w najsłynniejszych ruinach. Jeśli na dzień wyprawy wybierzemy sobotę lub piątek, da nam to szansę na odwiedzenie Chichen Viejo – niedawno dopuszczonej do zwiedzania części stanowiska, o limitowanym dostępie do 50 osób dziennie. Zamknięta część Chichen Itza położona jest zdala od zgiełku, pośród gęstych drzew jukatańskiej selwy.
Ołtarz radialny w Chichen Viejo (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Odwiedzenie tego miejsca wymaga jednak wcześniejszej rejestracji i uzyskania pozwolenia INAH. Dlatego nie jest to temat na ostatnią chwilę. W pozostałe dni tygodnia proponujemy niemniej ciekawe i zupełnie nieznane stanowisko archeologiczne Yaxuna z piramidami, na które można wchodzić. Yaxuna to również stacja końcowa najdłuższej znanej drogi Majów, która przez setkę kilometrów ciągnie się aż do Coba i ruinami budynków, które poprzedzają Chichen Itza o dobre tysiąc lat.
Ruiny świątyni na końcu stukilometrowej sacbe – drogi Majów, łączącej niegdyś Coba z Yaxuna (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Orzeźwiająca woda cenoty
Po ruinach Majów zapraszamy na ochłodę w wodach cenoty. Jeśli nie boicie się zgiełku, lubicie skoki z wysokości i macie parcie na zaliczanie słynnych miejsc, może to być pobliska Cenote Ik Kil. Odbywały się w niej kiedyś słynne zawody w skokach Red Bulla. Jeśli wolicie bardziej dzikie scenerie, po drodze na Riviera Maya znamy dobrze kilka takich, które bardziej Was oczarują, a których nazw z oczywistych względów tu nie wymienimy. I nie ma na tej liście tak przereklamowanych miejsc jak kolejny selfie point w słynnej cenote Suytun, ale jeżeli ktoś się uprze, może być oczywiście i tam 😉
Jedna z cenot jakie mamy do dyspozycji mniej więcej po drodze z Cancun (fot: P.A. Trześniowski 2025)
Wycieczka do Chichen Itza – logistyka
Magiczny wieczór ze współczesnymi Majami na zocalo w kolonialnym Valladolid (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Położone w centrum północnej części półwyspu Jukatan, Chichen Itza nie znajduje się jednak na wyciągniecie ręki z obleganych kurortów turystycznych na Riviera Maya, jak Tulum czy Playa del Carmen, a już szczególnie najbardziej oblegane Cancun. Aby stanąć u wrót antycznego miasta na otwarcie bram zanim palące Słońce znajdzie się wysoko, a tabuny turystów zaleją drogi i place, trzeba wyjechać odpowiednio wcześnie. Około 5:45 z Tulum, 5:25 z Akumal, 4:40 z Playa del Carmen i 4:30 z Cancun.
Restaruracja w atrium najstarszego z hoteli w Valladolid (fot: P.A. Trześniowski 2020)
Po drodze możemy stanąć na szybkie śniadanie w kolonialnym miasteczku Valladolid, które najbardziej klimatycznie wygląda właśnie o poranku. Przystanek jednak trzeba również uzwględnić w czasie trwania dojazdu. W kolonialnym Valladolid możemy zatrzymać się również na kolację.
Crema de Chaya w jednej z klimatycznych restauracji w Valladolid – jedno z najbardziej charakterystycznych dań kuchni jukateckiej, dostępnej w najstarszych restauracjach Merida, Campeche i Valladolid (fot: P.A. Trześniowski 2021)
Ołtarz w kształcie skorupy żółwia w Chichen Viejo – otoczonej selwą części stanowiska niedostępnej bez uprzedniej rejestracji (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Po pierwsze komfort – robimy wycieczki w małych, maksymalnie 6-osobowych grupach, dla par, a nawet dla pojedynczych osób.
Dajemy sobie czas – poznanie Chichen Itza zajmuje minimum 4 godziny, spacer po Chichen Viejo czy Yaxuna kolejną, piątą godzinę. Dlatego nie ugniatamy w ciągu jednego dnia Chichen Itza z innymi rozległymi stanowiskami archeologicznymi, jak Coba, Ek Balam czy Tulum. Nie ograniczamy również czasu spędzanego w cenocie.
Do pełnego turystów stanowiska archeologicznego dodajemy niedawno udostępnione do zwiedzania ruiny Chichen Viejo, z limitowaną liczbą odwiedzających, otoczone przyrodą, lub ruiny Yaxuna.
Do programów podchodzimy elastycznie, zgodnie z preferencjami uczestników. W kameralnych grupach łatwiej to uzgodnić 😉
Nasze wycieczki prowadzi polski archeolog – specjalista od archeologii Majów
Świeże warzywa i owoce na mercado – targowisku Majów w Valladolid (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Cena – 180 EUR od osoby (grupach VIP: 4-6 osób) obejmuje transfery, bilety wstępu, polskiego przewodnika – archeologa oraz owoce i wodę. Wycieczki w wersjach super VIP: 1 osoba 300 EUR, 2 osoby po 250 EUR/osoby.
Wycieczka do Chichen Itza wymaga wcześniejszej rezerwacji, szczególnie w wersji z Chichen Viejo. Najbliższe dostępne terminy to: 17 i 18 lutego (np. z Yaxuna, ale bez Chichen Viejo), 27 lutego (z Chichen Viejo), następnie dopiero przedział 5-18 kwietnia 2026.
Brama Chichen Viejo w Chichen Itza (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Lotnisko w Cancun jest zorganizowane w ten sposób, by podróżni trafiali nieświadomie na parkingi, na których czekają na nich korporacyjne autobusy i taksówki. Właściwe wyjścia, gdzie mogą czekać umówieni znajomi są specjalnie ukryte, zarówno na teminalach przylotowych 3 jak i 4. Ponieważ oba terminale zbudowane są w inny sposób, kluczowym jest zorientowanie się po przylocie, na którym terminalu się znajdujesz. W hali, w której załatwiane są formalności imigracyjne jest darmowy bezprzewodowy internet. Warto podać na zewnątrz informację o tym na jakim etapie procedury właśnie się znajdujesz 😉
Terminal 4
Na najczęściej używanym Terminalu 4 zwykle przed wyjściem stoi pracownik lotniska, który specjalnie przegania przylatujących ku wyjściu-pułapce.
Przedostatni korytarz – problem zaczyna się za rozsuwanymi drzwiami naprzeciwko. Lotnisko w Cancun, Juakatan, Meksyk
To jest końcówka korytarza wyjściowego. Na wprost właściwe wyjście – często zastawiane taśmą i strażnikiem. Szyby w drzwiach są specjalne zaklejone tak, aby udawały ścianę. Po lewej stronie przeszkolne, rozsuwane drzwi prowadzące na parking korporacyjny, do którego zagania pracownik lotniska. Lotnisko w Cancun, Juakatan, Meksyk
Jeśli skręcicie w nieprawidłowe drzwi w lewo, ujrzycie tę antenę. To jest ostatnia chwila, aby zawrócić i skierować się w zaklejone drzwi na wprost. Lotnisko w Cancun, Juakatan, Meksyk
Właściwe wyjście znajduje się na wprost i jest opatrzone napisami „Shuttle Terminal 1, 2 & 3” oraz „Family and friends only”. Lotnisko w Cancun, Juakatan, Meksyk
Terminal 3 w Cancun
Logistyka na Terminalu 3 w Cancun jest o tyle na odwrót, że jedyne wyjście prowadzi na wielki parking dla korporacji, natomiast tuż po przekroczeniu ostatnich rozsuwanych drzwi, trzeba natychmiast skręcić ostro w lewo i przejść około 50 m schowanym wąskim przejściem, trzymając się ściany po lewej ręce.
Korytarz prowadzący na zewnątrz na Terminalu 3. Lotnisko w Cancun, Jukatan, Meksyk
Wyjście na korporacyjny parking. Lotnisko w Cancun, Jukatan, Meksyk
Wyjście na parking korporacyjny Terminalu 3. Lotnisko w Cancun, Jukatan, Meksyk
Ukryte przejście na zewnątrz opatrzone napisami „Free shuttle” i „Family & friends” po lewej stronie od wyjścia na parking. Lotnisko w Cancun, Jukatan, Meksyk