Solar Eclipse Run 2024, Meksyk, Wycieczki i zwiedzanie Meksyku z polskim archeologiem, Zacatecas, ruiny, muzeum, barok, Rafael Coronel, archeowyprawy
Barokowe impresje – wnętrza byłego klasztoru San Francisco w Zacatecas przejęte przez Museo Rafael Coronel (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Kolejny raz jedziemy tym samym łukiem po koronie kotliny, spoglądając w dół na Zacatecas. Agnieszka ma chyba dosyć przygód, ale ja, mając pewność, że potrafię wspiąć się chińskim wózkiem pod górę, decuduję się na ponowny zjazd na dół. Zostały przecież muzea!! Ostrzyliśmy sobie zęby na trzy: Pedro Coronela, Museo Zacatecano i Rafaela Coronela, ale czasu prawdopodobnie starczy nam tylko na jedno.
Ex Convento San Francisco de Almoloyan y de Asís w Zacatecas. Piękny przykład stylu Churrigueresque (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Mam ochotę na Museo Zacatecano, licząc na jakąś drobną kolekcję artefaktów archeologicznych z regionu. Ostanie kilka dni było głównie przygodą z kolonialną architekturą ze wskazaniem na Churrigueresque, więc chyba brakuję mi prekolumbijskiej archeologii, a dzisiejsza wizyta w ruinach La Quemada tylko rozpaliła apetyt. W końcu jednak wybieramy Museo Rafaela Coronela, które jest najbliżej.
Barokowe impresje – wnętrza byłego klasztoru San Francisco w Zacatecas przejęte przez Museo Rafael Coronel (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Muzeum mieści się w zrujnowanych pomieszczeniach klasztornych dawnego kowentu San Francisco de Almoloyan y de Asís, gdzie zaledwie dzień wcześniej zaczęliśmy zwiedzanie Zacatecas. To tylko jedna doba, a tyle się w międzyczasie wydarzyło…
Barokowe impresje – wnętrza byłego klasztoru San Francisco w Zacatecas przejęte przez Museo Rafael Coronel (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Wnętrze kompleksu klasztornego pachnie trochę królewskim zamkiem Amber, a trochę kaprysami malarskimi barokowych mistrzów. Łuki wspierały niegdyś dachy, po których nie został ślad. Krzyżują się dziś pod dziwnymi kątami, podpierając niebo.
Barokowe impresje – wnętrza byłego klasztoru San Francisco w Zacatecas przejęte przez Museo Rafael Coronel (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Resztkom konstrukcji dodaje smaku roslinność, a gdzieniegdzie drobne współczesne wtrenty. Jak na capriccio – fantastycznych obrazach ruin, gdzie na gruzach tysiąc lat później nadal toczy się życie. Słońce wlewa się do środka niepowstrzymywane, tworząc ostre kontrasty światła i cieni. Chiaroscuro… Jakbyśmy nagle sami znaleźli się na płótnie Bellottiego, czy Gian Paolo Paniniego…
Barokowe impresje – wnętrza byłego klasztoru San Francisco w Zacatecas przejęte przez Museo Rafael Coronel (fot: P.A. Trześniowski 2024)
W ciemnych, odrestaurowanych w ubiegłym stuleciu pomieszczeniach dawnego kownentu kolekcja mrocznych obrazów. Niezły kontrast do rozpalonego słońcem dnia…
Rafael Coronel: El Bebe. Ekspozycja Museo de Rafael Coronel w Zacatecas (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Rafael Coronel Arroyo (1931–2019) to jeden z bardziej charakterystycznych artystów współczesnego Meksyku. Malarzem i rzeźbiarzem był również jego starszy brat – Pedro Coronel Arroyo (1922-1985). Obaj Coronelowie urodzili się w stanie Zacatecas i obydwaj mają tu dzisiaj swoje muzea. Mam przeczucie, że wybraliśmy jednak ciekawsze…
Rafael Coronel: El Rehilete. Ekspozycja Museo de Rafael Coronel w Zacatecas (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Nie jestem krytykiem sztuki :/ Malarstwo Coronela przemówiło do mnie poprzez ciemne tonacje. Mrok związany z refleksjami nad upływem czasu – przedstawianymi w iście mezoamerykański sposób, gdzie kukurydza jest równocześnie dojrzałym strąkiem, młodym kwiatem i wrzucanym w dziurkę w ziemi nasionkiem, które któregoś dnia da początek nowemu życiu. Wizje zdarzeń ze światów godnych prozy Rogera Zelaznego. El tastoán y la niña de Jerez to impreza, która mogłaby rozgrywać się w Dworcach…
Rafael Coronel: El tastoán y la niña de Jerez. Ekspozycja Museo de Rafael Coronel w Zacatecas (fot: P.A. Trześniowski 2024)
W kolejnych salach za to niesamowita niespodzianka… Muzeum szczyci się kolekcją masek i innych rzeźb Rafaela Coronela. Agnieszka idzie je oglądać – są wyeksponowane na piętrze. Ja wpadam w dziurę czasu, gdy widzę setki, nie setki – tysiące prekolumbijskich artefaktów zgromadzonych wśród murów na parterze.
Barokowe impresje – wnętrza byłego klasztoru San Francisco w Zacatecas przejęte przez Museo Rafael Coronel (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Różne kultury środkowego i północnego Meksyku, w większości skąpo opisane – jak to zwykle bywa w muzeach. Jednak kolekcja tak ogromna i tak różnorodna, że na jakiś czas zapominam nawet o zbliżającym się zaćmieniu Słońca. Zdjęciami artefaktów nie będę Was chwilowo zamęczał – to raczej temat na grubą książkę archeo. Wróćmy do miejsca, które wydaje się wyrwane z czasu i przestrzeni.
Barokowe impresje – wnętrza byłego klasztoru San Francisco w Zacatecas przejęte przez Museo Rafael Coronel (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Z żalem opuszczamy muzeum. Nasz chiński rydwan po raz ostatni zdobywa slalomem stromy stok kotliny. Ruszamy w drogę do El Torreon. Ponad czterysta kilometrów, dwie granice stanów, doliny między między wschodnim i zachodnim łańcuchem Sierra Madre, ale nie wyjdzie bez tankowania po drodze. Na górze miałem już na tę okoliczność upatrzoną stację. Po drodze do La Quemada była magna po 23,19 pestek za litr. Chyba najtaniej w okolicy…
Barokowe impresje – wnętrza byłego klasztoru San Francisco w Zacatecas przejęte przez Museo Rafael Coronel (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Zacatecas, Solar Eclipse Run 2024, Meksyk, archeowyprawy, Wycieczki z archeologiem po Meksyku, Architektura Kolonialna, Barok, Ultrabarok, Churrigueresque, Churrigueryzm
Chwytająca za serce scena z „Desperado”. Zacatecas. Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Mimo przystanku w Guadalupe, do Zacatecas docieramy dość wcześnie. Pierwszym zaskoczeniem jest umiejscowienie starego kolonialnego ośrodka w kotlinie. To było jedno z najważniejszych miast Wicekrólestwa Nowej Hiszpanii, jednak powstało oczywiście na gruzach świątyń kolejnej z prekolumbijskich cywilizacji. Co robili tutaj Zacatekowie – kolejny z ludów Cziczimeckich? Wydobywali srebro i złoto! Pełni oczekiwań zjeżdżamy stromą drogą w kotlinę, nie wiedząc jeszcze na jakie narażamy się kłopoty… 😉
Kolonialne miasto Zacatecas położone w kotlinie pośród bogatych w kruszcze wzgórz, Po przeciwnej stronie Cerro de la Bufa – miesce dawnej kopalni srebra (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Zacatecas oferuje turystom całą gamę atrakcji. Jest wśród nich nawet zwiedzanie dawnej kopalni srebra oraz tramwaj podniebny El Teleférico, który łączy górujące nad miastem szczyty Cerro de la Bufa i Cerro del Grillo, piętrzące się w odległości 650 m. Zacieram ręce, ciesząc się, że będziemy mieli czas pozwiedzać i porobić trochę zdjęć z góry. Niestety, rzeczywistość pokrzyżowała niebawem ten jakże chytry plan.
Ex Convento San Francisco de Almoloyan y de Asís w Zacatecas. Piękny przykład stylu Churrigueresque (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Punkt pierwszy to zalogować się na nocleg. Tuż po wjeździe mijamy jednak wspaniałe ruiny kościoła z elewacją w stylu Churrigueresque. Postanawiamy zmienić priorytety i zacząć zwiedzanie nie zwlekając, zanim znajdziemy nocleg. W górę serca… Założony w 1568 r. franciszkański zbór był pierwszym i najstarszym klasztorem w Zacatecas.
Wnętrza byłego komplelsku klasztornego San Francisco de Almoloyan y de Asís w Zacatecas przejęte przez Museo Rafael Coronel (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Sklepienie świątyni zawaliło się na początku XX w. Dziś kościół funkcjonuje zatem jako sala koncertowa. Towarzyszy mu romantyczny ogród. W dawnych pomieszczeniach klasztornych znajduje się muzeum Rafael Coronel, które postanawiamy jednak zostawić sobie na jutro. Robimy masę zdjęć. Potem zjeżdżamy dalej w dół, na dno kotliny Zacatecas, aby znaleźć nasz nocleg i zostawić samochód.
Zacatecas i wagonik kolejki linowej mknący nad kotliną (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Prawdziwym problemem okazał się jednak dojazd do niego. Zacatecas leży w kotlinie o bardzo stromych ścianach, zaś pajęczyna stromych i wąskich ulic powstała w dużej mierze przed wynalezieniem samochodów. Nasza noclegownia znajdowała się mniej więcej w połowie na przeciwległym zboczu. Jakże niemiłym zaskoczeniem okazało się, że nasz chiński Changan nie daje radę się wspiąć?! Ryzykując otarcie błotnikami o ściany, ratujemy się slalomami. To jednak jeszcze nie koniec przeciwności losu. Gdy już wreszcie wydrapujemy się na odpowiednią wysokość, okazuje się, że dalsza droga jest przegrodzona wormholem.
Pewnego razu w Meksyku – niespodzianka na drodze w Zacatecas (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Po krótkich oględzinach stwierdzam, że przejadę, nie tykając niespodziewanego horyzontu zdarzeń. I na tym jednak nie koniec. Auta nie ma gdzie zaparkować przy żadnej wąskiej dróżce. Widząc, że nijak nie podjadę w samo sąsiedztwo zaznaczonego w nawigacji adresu, postanawiam zjechać z powrotem na sam dół i tam poszukać szczęścia, tj. miejsca do lądowania. Wąskimi schodkami między kamienicami wracam dziarsko na górę.
Pewnego razu w Meksyku – niespodzianka na drodze w Zacatecas (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Dobrą chwilę zajmuje mi znalezienie adresu, o którym nikt w sąsiedztwie nie słyszał i, którego jakby nie ma. Nieźle poirytowany utraconym czasem, zaczynam łomotać do kolejnych bram. Udaje się w końcu. Lokum okazuje się jednak wielką prowizorką. Pokoje bez okien na zewnątrz to standard znany mi z Azji. Toaleta za niewysokim przepierzeniem wydaje się jednak nieprzemyślaną lokalną inwencją. Pozytywem jest za to sala prób na piętrze, w której dokazuje właśnie młody meksykański zespół chicano rap… 😉
Widok z okolicy naszej noclegowni na Zacatecas (fot: P.A. Trześniowski 2024)
I tak mieliśmy iść zwiedzać, więc nie pora jeszcze na głośną muzykę. Schodzę do auta po bagaże. Zwalnia się miejsce nieco bliżej schodów, więc szybko przeparkowuję, robiąc szaloną pętlę po wąskich, jednokierunkowych uliczkach. Wdrapuję się z powrotem na górę i wkrótce ruszamy w teren. Mijana wcześniej kolonialna architektura Zacatecas kusiła ogromnym potencjałem.
Spacer po Centro Historico de Zacatecas (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Zanurzamy się więc w kolonialnej architekturze, wyglądając sladów historii podboju Zacatecas. Przechodzimy przez arkadę z restauracją, która o tej porze dokonała już ekspansji ze stolikami i krzesełkami na ulicę. Jedzenie pachnie na tyle sympatycznie, że jeśli nie znajdziemy żadego ciekawego streetfooda, będziemy mogli tu wrócić.
Popołudniowy spacer po kolonialnym Zacatecas (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Zacatecas zajął w 1540 r. konkwistador Pedro Almindes Chirinos Peralmindes, choć jego ekspedycja nie zdała sobie sprawy z geologicznego potencjału kotliny. Złoża srebra odkrył dopiero w 1546 r. baskijski konkwistador Juan de Tolosa, który brał wcześniej w latach 1540–1542 udział w tłumieniu powstania Zakateków i Caxcan. Cztery lata po odkryciu srebra, de Tolosa poślubił córkę Hernana Corteza, wnuczkę Montezumy II – ostatniego władcy Azteków. Miał z nią kilkoro dzieci, jednak zmarł w ubóstwie, przynajmniej wedle ich zeznań. W latach 1550-1590 na terenie stanów Zacatecas, Aguascalientes, Guanajuato, Jalisco i San Luis Potosi wybuchło powstanie Cziczimeków.
Katedra w Zacatecas – meksykańska perła ultrabaroku
Jako najbogatsze miasto wicekrólestwa i drugie co do ważności po mieście Meksyk, Zacatecas stało się szybko centrum ewangelizacji podbitych terytoriów. Błyskawicznie przybyli tu Franciszkanie, Augustianie i owiani złą sławą Dominikanie – czekiści kościoła katolickiego, zakładając swoje klasztory w pobliżu kopalni kruszców. Przy Plaza de Armas – centralnym placu miasta, który zwyczajowo brał swoją nazwę od ćwiczonej tutaj przez wojska konkwistadorów musztry, mijamy kolejny imponujący środek ewangelizacyjnej propagandy – wspaniałą katedrę Wniebowzięcia.
Górna część ultrabarokowej zachodniej fasady Catedral Basilica de la Asunción de Maria przy Plaza de Armas w Zacatecas z rozetą symbolizującą Eucharystię. Jeden z najwpanialszych przykładów stylu Churrigueresque nie tylko w skali Meksyku (P.A. Trześniowski 2024)
Katedra, a właściwie bazylika katedralna Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Zacatecas to jeden z najwspanialszych przykładów stylu Churrigueresque – hiszpańskiego ultrabaroku, który z takim zapałem tropimy przez centralny i północny Meksyk. Katedrę w Zacatecas – Catedral basílica de la Asunción de María zbudowano w latach 1729-1745 r., na ruinach dwóch starszych kościołów z 1568 i 1625 roku. Najstarszy był oczywiście wzniesiony na prekolumbijskiej świątyni Zakateków. Trójnawową świątynię uruchomiono jednak dopiero w 1752 r., zaś katedrą została w 1863 r.
Kopuła katedry w Zacatecas i północna wieża zegarowa w opatrunku z rusztowań (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Kopułę katedry Wniebowzięcia w Zacatecas przebudowano w 1848 r. na wzór kopuły grożącego dziś w każdej chwili zawaleniem, neoklasycystycznego kościoła Nuestra Señora de Loreto w mieście Meksyk. Jest ośmiokątna. Tamta kopuła była największą w Meksyku. Północną wieżę katedry w Zacatecas, tę z zegarem, ukończono dopiero w 1904 r. W trakcie naszej wizyty znajdowała się, niestety, w remoncie.
Chrystus Ukrzyżowany na północnej fasadzie Catedral Basilica de la Asunción de Maria w Zacatecas. Piękny przykład stylu Churrigueresque (P.A. Trześniowski 2024)
Północna fasada katery Wniebowzięcia w Zacatecas poświęcona jest Chrystusowi Ukrzyżowanemu – Santo Cristo de la Parroquia w towarzystwie Marii i Jana Ewangelisty. Przedstawienie flankują ultrabarokowe estypidy, takie pilastry o lekko wciętym kształcie, przypominającym odwrócony ostrosłup… Oczywiście bogato rzeźbione.
Południowa fasada Catedral Basilica de la Asunción de Maria w Zacatecas przedstawia patronkę kościoła i miasta (P.A. Trześniowski 2024)
Południową, barokową fasadę katedry Wniebowzięcia w Zacatecas poświęcono patronce miasta – Nuestra Senora de Zacatecas. Tutaj również znajdziecie ultrabarokowe zdobienia, jak salomonowe kolumny. Jednak te najpiękniejsze będą oczywiście na głównej fasadzie – zachodniej. Tam oczy po prostu pękają od nadmiaru wrażeń.
Salomonowe kolumny na zachodniej fasadzie Catedral Basilica de la Asunción de Maria w Zacatecas i figury ewangelistów. Piękny przykład stylu Churrigueresque w najbardziej rozwiniętej formie (P.A. Trześniowski 2024)
Tematem głównej fasady – zachodniej jest Eucharystia, symbolizowana przez wspaniale zdobione okno rozety. Nad oknem stoi Chrystus w asyście cherubinów i apostołów. W dole w niszach wśród salomonowych kolumn prężą się rzeźby ewangelistów. Unikalnym zdobieniem kolumn na poziomie drugim są muszle. To najwspanialsza z fasad w stylu Churrigueresque moim skromnym zdaniem. Pięknie świeci w promieniach zachodzącego słońca, a jeszcze bardziej niesamowicie prezentuje się w nocnym oświetleniu.
Południowa wieża Catedral Basilica de la Asunción de Maria w Zacatecas. Wspaniały przykład stylu Churrigueresque (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Popołudnie szybko zmienia się w wieczór. Zacatecas kusi nie tylko architekturą. Widać, że miasto nastawione jest na rozrywkę. Po strawie dla ducha, pora zatem nasycić również i ciało.
Zapachy ściągają nas do straganu z meksykańską kuchnią. Do wyboru pełna bateria salsitas – głównie tych gotowych, ze sklepu. Ja jednak błyskawicznie wyciągam rękę w stronę robionej salsa macha, bazującej na drzewnych papryczkach chili. Jak ma trzepnąć to nie tylko porządnie ale i zdrowo…
Salsitas – ogień w płynie. Pełna bateria sosów z różnymi i różnie zaprawianymi gatunkami chili z tymi najpyszniejszymi włącznie (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Kolejną świątynią, którą odwiedzamy w Zacatecas jest Iglesia de San Domingo z piękną fasadą w czystym barokowym stylu. Świątynię tę zbudowano w latach 1746-1749 i wyświęcono w roku 1750. Choć zatem różni się stylowo, jest rówieśniczką Katedry. Obie zresztą zostały zbudowane z podobnego materiału – różowej wulkanicznej cegły canteras. Nad portalem dewiza Ad maiorem Dei gloriam – z konflacją ostatnich dwóch liter – „Dla większej chwały Pana”. Hmm… to motto pechowo wyprzedzających swoje czasy Jezuitów.
Barokowa fasada Iglesia de Santo Domingo w Zacatecas (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Wchodzimy do środka. Ołtarze w bocznych nawach aż kapią od złota. Od koloru ważniejszy jest jednak styl. Sporo motywów florystycznych i przede wszystkim estypity. Ciekawy przykład Churrigueresque, który widujemy zwykle tylko na fasadach. Skromniejszy ołtarz, w nawie głównej jest dla odróźnienia neoklasycystyczny.
Przykład kohabitacji stylów architekotnicznych wewnątrz Iglesia de Santo Domingo w Zacatecas. Wnętrze słynie ze wspaniałych ołtarzy w stylu Churrigueresque w nawach bocznych. Ołtarz nawy głównej jest klasycystyczny (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Dzięki kopalniom złota i srebra Zacatecas było jednym z najbogatszych stanów Meksyku. El Edén w Cerro de la Bufa była jedną z największych kopalni srebra na Ziemi. Wydobycia zaprzestano dopiero w roku 1960, a w kopalni, prócz trasy turystycznej znajduje się klub nocny. W 1984 r. na górze la Bufa otworzono muzeum Bitwy o Zacatecas i La Cristiady – powstania z lat 1926-1929 w obronie kościoła katolickiego w Meksyku.
Kolonialna architektura w pobliżu Iglesia de Santo Domingo w Zacatecas (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Potem oglądamy neogotycką świątynię bliżej obrzeży miasta – Templo de Fatima z drugiej połowy ubiegłego wieku, po czym Agnieszka odpada. Zanurzam się już dalej bez niej w kolonialną historię Zacatecas, a jej Zapiski Niepozorne mogą być od tego miejsca jakkolwiek niekompletne.
Wieczorny spacer po kolonialnym Zacatecas (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Bitwa o Zacatecas 15 IV 1811 r.
15 kwietnia 1811 r. powstańcy zajęli Zacatecas, rozpoczynając meksykańską wojnę o niepodległość (rebelia Hidalgo), która zakończyła się dopiero 10 lat później. W 1880 r. zbudowano tu pierwszą linię kolejową, która połączyła Zacatecas z mijanym dziś Guadalupe. W 1884 r. tory połączyły Zacatecas z miastem Meksyk i… El Paso w Teksasie (dzisiejszy stan USA).
Wieczorny spacer po kolonialnym Zacatecas (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Avenida Hidalgo – wieczorny spacer po Centro Historico de Zacatecas w okolicach Katedry (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Zacatecas, prócz kopalń złota i srebra, miało strategiczne znaczenie z uwagi na ważny węzeł kolejowy, który był kluczem do ataku na stołeczne miasto Meksyk. Mając ledwie 1200 żołnierzy, Medina Barrón ufortyfikował otaczające Zacatecas wzgórza i czekał na posiłki…
Wieczorny spacer po Zacatecas. Takimi uliczkami naprawdę niełatwo wyjechać, mając do dyspozycji nienajmocniejszy samochód (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Rebelianci nadeszli z El Torreon, do którego zmierzamy przecież właśnie na zaćmienie Słońca. Szef sztabu Pancho Villi, generał Felipe Ángeles, korzystając z prawie dwukrotnej przewagi w liczebności oraz artylerii, postanowił zaatakować miasto równocześnie ze wszystkich stron.
Wieczorny spacer po kolonialnym Zacatecas (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Po zdobyciu północnych wzgórz La Bufa i El Grillo, armia federalna wycofała się na Plaza de Armas. Gdy morale obrońców się załamało, Luís Medina Barrón nakazał odwrót w kierunku Guadalupe, gdzie jego 1500 żołnierzy zostało zmasakrowanych przez zamykających okrążenie rebeliantów.
Karoca i kolonialna architektura Zacatecas (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Bardziej epicko było jednak w mieście, gdzie dowodzący nadal obroną podpułkownik wysadził się wraz ze składem amunicji, odmawiając poddania. Rozsądnie, bo rewolucjoniści Pancho Villi rozstrzelali wszystkich wziętych do niewoli jeńców od kaprala wzwyż.
Medina Barrón wyrwał się z okrążenia z tylko kilkoma setkami ludzi. Jakieś 6000-7000 zginęło. Pancho Villa stracił 1000-3000 ludzi. Siła meksykańskiej armii federalnej została złamana. Droga do miasta Meksyk stała zaś otworem.
Wieczorny spacer po kolonialnym Zacatecas (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Wieczorny spacer po kolonialnym Zacatecas (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Fiesta…
Zacatecas po zmroku tętni życiem. Gdybym miał spędzić dłuższy czas w którymkolwiek z mijanych do tej pory miast Centralnego Meksyku, chciałbym zrobić to właśnie tutaj. Choć pewnie nie jest to dzień jak co dzień, bo w centrum miasta właśnie zaczyna się jakaś większa fiesta…
Jest kilka scen w różnych zakątkach Centro Historico, każda z inną muzyką dla odbiorców… powiedzmy w różnym wieku. Centro Historico de Zacatecas znajduje się od 1993 r. na liście światowego dziedzictwa ludzkości pod auspicjami UNESCO. Mógłbym spacerować tymi uliczkami do rana, jednak nazajutrz czeka nas wreszcie powrót do archeologii Mezoameryki – wizyta w pobliskich ruinach La Quemada.
Wieczorny spacer po kolonialnym Zacatecas (fot: P.A. Trześniowski 2024)
GUadalupe, Zacatecas, Solar Eclipse Run 2024, Meksyk, Wycieczki z archeologiem po Meksyku, archeowyprawy, Architektura Kolonialna, Barok, Ultrabarok, Churrigueresque, Churrigueryzm
Do Zacatecas z San Luis Potosi mamy już tylko dwieście kilometrów. Jest rajd przez Sierra Madre, ale bez serpentyn. Mamy więc czas, by zatrzymać się gdzieś po drodze i zobaczyć coś extra. Padło na Guadalupe…
Dziewczyny z Guadalupe (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Guadalupe leży prawie już na rogatkach Zacatecas, stolicy stanu o tej samej nazwie. Wspólnie nią tworzą jedną metropolię. Nie planowaliśmy tego wcześniej, lecz podczas porannego przeglądania mapy przy śniadaniu, nazwa zwróciła naszą uwagę.
Pewnego razu w Meksyku. Guadalupe, Zacatecas (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Oczywiście TO sanktuarium Nuestra Senora de Guadalupe znajduje się w mieście Meksyk, ale tutaj też mogło być ciekawie, a to Guadalupe i tak znajdowało się prawie na naszej trasie.
Kopuła świątyni Nuestra Senora de Guadalupe w Guadalupe, w stanie Zacatecas (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Miejscowość Guadalupe w stanie Zacatecas założona została w 1578 r. Kościół z tamtego czasu nie przetrwał jednak dłużej niż stulecie. Gdy tylko skręciliśmy w stronę zocaló, wsadzana kolorowymi kafelkami kopuła zrobiła nam nadzieję na kolejny przykład stylu Churrigueresque.
Styl Churrigueresque na fasadzie świątyni Nuestra Senora de Guadalupe w Guadalupe, w stanie Zacatecas (fot: P.A. Trześniowski 2024)
I nie pomyliliśmy się. Świątynia Nuestra Señora de Guadalupe to przykład ultrabaroku, zwanego przez Hiszpanów Churrigueresque, a w Polsce jako churrigueryzm.
Barokowe wnętrze świątyni Nuestra Señora de Guadalupe w Guadalupe, Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
W tym wypadku ultrabarok (churrigueryzm) ogranicza się tylko do zdobień fasady, kopuł i furt na zewnątrz kompleksu świątynnego.
Furta w stylu churrigueresque do La Capilla de Nápoles (fot: P.A. Trześniowski 2024)
W latach 1845-1866 Franciszkanie zbudowali Capilla de Napoles. Poświęcono ją wprawdzie intencji Niepokalanego Poczęcia, jednak powstała na cześć Izabeli Farnese, księżniczki Neapolu, żony króla Filipa V Hiszpańskiego. Filip V podarował Franciszkanom obraz, który umieszczono nad ołtarzem kaplicy. Obraz przedstawia trzymającego lustro anioła stojącego u stóp Matki Boskiej.
Barokowe wnętrze świątyni Nuestra Señora de Guadalupe w Guadalupe, Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Tuż obok kompleksu świątynnego Nuestra Senora de Guadalupe znajduje się Museo de Guadalupe, zaliczone do korpusu Światowego Dziedzictwa Ludzkości pod auspicjami UNESCO.
Brama Museo de Guadalupe, Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
W Muzeum Guadalupe znajdziecie kolekcję starych samochodów. Takich prawdziwych old timerów… Jest również kilka karet i stary wagon tramwajowy. Wszystkie pojazdy w takim stanie, jakby przed chwilą powysiadali z nich wczesnodwudziestowieczni automobiliści i panie w długich sukniach.
Kolekcja Museo de Guadalupe (fot: P.A. Trześniowski 2024)
W muzeach ze zbiorami z epok, w których życie potrafię sobie w miarę wyobrazić zwykle zalewa mnie nostalgia. Jako archeolog staram się wcielić w życie ludzi z czasów dawno minionych. Artefakty przenoszą mnie w czasie…
Polskie ślady w Meksyku: „Omnibus” – obraz Teodora Axentowicza w zbiorach Museo de Guadalupe, Zacatecas (fot: P.A. Trześniowski 2024)
W Museo de Guadalupe niespodzianka. Rzadko udaje mi się znaleźć w postkolonialnej Mezoameryce ślady Polaków, a tu tymczasem niespodzianka. Obraz Teodora Axentowicza herbu Jaxa, Lwowianina, profesora krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych. Obraz z dawnego Krakowa… Ormiańska rodzina Axentoiwiczów otrzymała szlachectwo w XVII w.
Książki… Muzeum Guadalupe, Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Do tego zbiór starych map i ksiąg. Aż dziw bierze, że takie stare wolumeny leżą tutaj na półkach, będąc na wyciągnięcie ręki.
Mapa kolonialnego Zacatecas, ekspozycja Museo de Guadalupe (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Wśród starych zwojów mapa Zacatecas – kolonialnego miasta, do którego przecież wybieramy się za chwilę. Jako niespełniony jaskiniowy kartograf wiem ile ducha wlewa się w naszkicowanie dobrej mapy…
Książki… Muzeum Guadalupe, Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Niemniej interesująca była mapa Camino Real de Tierra Adentro. Droga ta prowadziła od miasta Meksyk na północ aż w okolice Santa Fe w dzisiejszym stanie Nowy Meksyk w USA. Słynna Camino Real prowadziła dalej, znacznie dalej na południe, docierając na tereny dzisiejszej Gwatemali. Miała prowadzić aż do Hondurasu…
Mapa północnej części Camino Real, ekspozycja Museo de Guadalupe, Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Meksyk, Belize, Gwatemala, Salwador i Honduras – archeowyprawy po drogach i bezdrożach pięciu krajów Mezoameryki i Ameryki Środkowej w roku 2024 🙂
W pogoni za marzeniami – ARCHEOWYPRAWY 2024: Meksyk, Gwatemala, Belize, Salwador i Honduras
„Nośniki bytu są nietrwałe – żarliwie usiłujcie”
– książę Siddhartha Gautama (Budda).
Wschód Słońca nad Morzem Karaibskim, Ambergris Caye, Belize (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Rok 2024 był dla nas niezwykle intensywny podróżniczo 🙂 Realizowaliśmy archeowyprawy po drogach i bezdrożach wszystkich pięciu obecnych państw Mezoameryki: Meksyku, Gwatemali, Belize, Salwadoru i Hondurasu. Wspinaliśmy się na wulkany w Salwadorze i na południu Gwatemali na Wyżynach Majów. Wyprawialiśmy się również na poszukiwanie północnych granic Mezoameryki, sprawdzając strefy mezoamerykańskich wpływów w meksykańskich stanach Sinaloa, Hidalgo, Zacatecas, Durango, Queretaro, Michoacan, Coahuila, Nayarit, Jalisco i San Luis Potosi
W ramach drugiej już astrofotowyprawy udało nam się przeżyć kolejne zaćmienie Słońca – tym razem całkowite zaćmienie Słońca, a nie obrączkowe. Całym wachlarzem zmysłów byliśmy w stanie doświadczyć jak ogromna jest między nimi różnica. Nasze niebo w roku 2024 wiosną wspaniale rozświetliły zorze, a jesienią przecięła kometa C/2023 A3 Tsuchinshan-ATLAS. Klamka zatem zapadła – będziemy organizowali turystykę zaćmieniową i kolejne astrofotowyprawy. Już teraz możecie pytać o miejsca na listach naszych wypraw na zaćmienie Słońca w latach 2026 (Hiszpania) i 2027 (Egipt).
Zorza polarna (aurora borealis) wywołana koronalnym wyrzutem masy (CME) wycelowanym w stronę Ziemi 10 V 2024, w 32 dni po całkowitym zaćmieniu Słońca (fot: P.A. Trześniowski)
Upływający rok 2024 to terabajty filmów i zdjęć. Ze względu na gęsto wypełniony kalendarz w terenie, niewiele z nich udało się do tej pory opracować i udostępnić w internecie. Podsumowując jednak liczbę odsłon na podstronach poszczególnych etapów archeowypraw oraz reakcji na naszych social media, jak instagram i facebook, możemy śmiało sformułować listę atrakcji, które zmieściły się na podium najciekawszych archeowypraw roku 2024:
I. Całkowite zaćmienie Słońca w Meksyku
Całkowite zaćmienie Słońca w Meksyku 8 IV 2024 w stanie Durango (fot: P.A. Trześniowski)
1. Całkowite zaćmienie Słońca w Meksyku – to była niesamowita wyprawa przez 12 stanów środkowego i północnego Meksyku! Całkowite zaćmienie Słońca w Meksyku było w tym wypadku celem, ale również pretekstem do odwiedzenia dziesiątek interesujących miejsc: stanowisk archeologicznych, rezerwatów przyrody i zabytków kolonialnej architektury Meksyku, przemierzając przez cały czas na trasie przez wspaniałe i jedyne w swoim rodzaju pejzaże gór Sierra Madre i pustyni Chihuahua
Drogi i bezdroża Durango w północnym Meksyku (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Mając porównanie z obserwowanym rok wcześniej zaćmieniem obrączkowym w Becan potwierdziliśmy że, nie da się w żaden sposób jednego z drugim porównać tak, jak nie da się wytłumaczyć tych czterech i pół minuty fazy totality nikomu, kto sam tego nie przeżył!
II. Lot balonem nad Teotihuacan
Lot balonem nad ruinami Teotihuacan o wschodzie Słońca (fot: P.A. Trześniowski 2024)
2. Lot balonem nad piramidami Teotihuacan – to był jeden z etapów wielkeij astrofotowyprawy #SolarEclipseRun2024, ale ruiny Teotihuacan znajdują się bardzo blisko miasta Meksyk, więc aż proszą się o częstsze odwiedzanie w ramach krótszych archeowypraw do centralnej części Meksyku podobnie, jak pobliska toltecka Tula. Ogromne piramidy Teotihuacan potrafią wgniatać w ziemię, kiedy staje się u ich podnóża! Największe miasto prekolumbijskiej Mezoameryki, a zarazem stolica najpotężniejszej hegemonii połowy pierwszego tysiąclecia n.e. dopiero z góry daje jednak pojęcie o swoich rozmiarach. Chociaż raz w życiu warto jest zobaczyć Teotihuacan zarówno na górze jak na dole
Lot balonem nad piramidami Teotihuacan (fot: P.A. Trześniowski 2024)
III. Wielki Blue Hole w Belize
Wielki Blue Hole na atolu Half Moon Caye na Mezoamerykańskiej Rafie Barierowej w Belize (fot: P.A. Trześniowski 2024)
3. Lot nad Wielkim Blue Holem, tym odkrytym przez kapitana Jacquesa Cousteau. Wielki Blue Hole na Karaibach to jedna z najgłębszych studni krasowych Ameryki Środkowej i Mezoameryki. Nurkowaliśmy w niej po wielokroć w ramach wypraw nurkowych CENOTY.PL i ALPHADIVERS, jednak po nurkowaniach w meksykańskich w Cenotach pokryte morskim osadem ściany studni nigdy nie robiły odpowiednio głębokiego wrażenia 😉
Wielki Blue Hole na atolu Half Moon Caye na Mezoamerykańskiej Rafie Barierowej w Belize (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Widok z góry na Wielki Blue Hole, podobnie jak i panorama na otaczającą go koralową rafę Half Moon Caye i Mezoamerykańską Rafę Barierową w Belize to znacznie wyższy poziom wrażeń. Jeśli wybieracie się na nurkowanie w Wielkim Blue Hole pamiętajcie, że warto zobaczyć go również, albo i przede wszystkim z tej strony
Archeowyprawy 2024 to kilkanaście nowych stanowisk archeologicznych na naszej liście
W roku 2024 z prawdziwą przyjemnością odwiedzaliśmy swoje ulubione stanowiska archeologiczne na terenie Meksyku, Gwatemali, Belize, Hondurasu i Salwadoru. Spędziliśmy znów trochę czasu w Tikal, odwiedziliśmy ponownie Copan i Quirigua. Przejechaliśmy z historycznie pierwszą wycieczką przez teren polskich wykopalisk archeologicznych w San Isidro, w departamencie Sonsonate. Przeżywaliśmy niesamowite chwile w trakcie obrzędów Majów K’iche’ w Chichicastenango, gdzie spisano niezwykle ważną księgę Popol Vuh. Przechadzaliśmy po rubieżach Mezoameryki w niesamowitej górskiej twierdzy La Quemada czy między petroglifami Las Labradas na brzegach Pacyfiku
Skalne wybrzeże Oceanu Spokojnego na stanowisku archeologicznym Las Labradas, Sinaloa, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
To oczywiście nie wszystko: Nakum, Tzintuntzan, La Ferreira czy Los Torilles… Relacje z poszczególnych etapów astrofoto- i archeowyprawy #SolarEclipseRun2024 pojawiają się, w miarę obróbki materiałów, na poświęconej jej stronie tytułowej => Solar Eclipse Run 2024 oraz na blogu podróżniczym Agnieszki Staniak: #ZapiskiNiepozorne. Opowieści ilustrujące inne nasze ubiegłoroczne archeowyprawy można przeczytać również tu:
Zapraszamy na kolejne archeowyprawy!! Oby kolejny rok 2025 był dla nas wszystkich jeszcze bogatszy w pozytywne wrażenia i znacznie lepszy niż odchodzący 2024!!
Zachód Słońca nad Oceanem Spokojnym w Meksyku (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Solar Eclipse Run 2024, Meksyk, Wycieczki i zwiedzanie Meksyku z polskim archeologiem, Zacatecas, Sierra Madre, ruiny, La Quemada, turystyka zaćmieniowa, archeowyprawy
Boisko to pok-ta-pok, a w tle pirmida – mezoamerykańska architektura poza granicami Mezoameryki? Stanowisko archeologiczne La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Wycieczka do La Quemada wymagała od nas zjechania nieco na południe. Prawdziwym wyzwaniem okazało się jednak opuszczenie miasta. Nasze chińskie auto poległo dzień wcześniej przy próbie wspięcia się do hotelu. Miasto Zacatecas znajduje się w kotlinie, a nasz hotel, choć bardzo blisko centrum, okazał się być położonym na jednym ze stromych zboczy. Wyjazd z kotliny też okazał się nie należeć do łatwych. Udało mi się jednak wspiąć na górę slalomem, jadąc zakosami od skraju do skraju wyłożonej kocimi łbami uliczki, między szpalerami kolorowych postkolonialnych domków. Resztkami sił chińskiej myśli technicznej wdrapaliśmy się na asfaltową drogę, która kładła się serpentyną w górze. Odetchnąłem z ulgą. Naprawdę… Z góry roztaczała się piękna panorama na okoliczne szczyty i barwne miasto położone w dole tak, że nawet zatrzymaliśmy się na chwilę, by zrobić kilka zdjęć.
Stanowisko archeologiczne La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Na południe. Wiedząc, że będę musiał tędy dzisiaj jeszcze raz wracać, zapamiętałem stację benzynową na wyjeździe po prawej oraz cenę paliwa. Do La Quemada mieliśmy jakieś 50 km, więc postanowiłem zatankować dopiero, gdy będziemy ostatecznie opuszczać Zacatecas. Prosta, szeroka droga federalna 54 wiodła w dal przez Cieneguillas, a następnie El Fuerte. Złote kolory ziemi i spalonej słońcem zieleni. W oddali, po obu stronach łańcuchy i grzbiety pojedynczych gór. Prawie u celu skręt w lewo i zjazd na szutrową drogę. Zwalniam, obserwując kurzawę wydostającą się spod kół. Wkrótce docieramy do strażnicy. Droga jest przegrodzona szlabanem. Krótko tłumaczę kim jestem i o co mi chodzi. Wjeżdżamy, parkujemy. Na miejscu jest muzeum, które postanawiamy odwiedzić później. Wspinamy się ku ruinom, póki Słońce nie stoi zbyt wysoko. Widok zaparł mi dech…
Stanowisko archeologiczne La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Od piętnastu lat na własną rękę włóczę się po Mezoameryce. Wydaje mi się, że dość dobrze poznałem ten kawałek świata nie tylko pod kątem geografii i archeologii, ale również kultury i przyrody. Dawne cywilizacje północnego Meksyku kojarzę jednak pobieżnie, głównie z uniwersyteckich wykładów z profesorem Ziółkowskim. Z potoków informacji wyławiałem głównie dane o architekturze. W głowie zostało mi coś o Taraskach, których zresztą od pewnego czasu już tak nie nazywamy. Nic, co słyszałem, nie przygotowało mnie jednak na takie stanowisko jak zakatecka La Quemada. Wysoki mur kamiennego fortu, którego prędzej spodziewałbym się w Peru, albo na Bliskim Wschodzie. To zdecydowanie nie była już moja Mezoameryka.
Stanowisko archeologiczne La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Zwracamy uwagę na kaktusy kwitnące szpalerami wzdłuż od dawna już nie używanej drogi. Rachityczne drzewka mają problem, by zdecydować czy żyją. W dole w dali skrzą się wody jeziora. A w środku zaskoczenie! Zanurzony plac, schody prowadzące na zarośnięty wielkimi kolumnami dziedziniec. Twierdza Tolteków?! Takie miejsce mogłoby się znajdować przecież równie dobrze gdzieś w Tula, w stanie Hidalgo, albo w odległym Chichen Itza na półwyspie Jukatan, gdzie tolteckie wpływy w architekturze są od ponad stulecia problemem dla archeologów. Ogromny zanurzony plac i ogromne kolumny… Odnajduję odpływy w ścianie, więc czasami jednak tu pada. W złotym świetle pustynnego słońca aż ciężko w to uwierzyć.
Stanowisko archeologiczne La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Wspinamy się nieco dalej, a tam kolejny strzał znikąd – boisko do pitz?! W górze, na skalnym klifie piętrzą się strome ściany górskiej twierdzy. Strome schody nie zapraszają na górę. To w końcu Peru czy Mezoameryka. Zza suchych drzew wyłania się stroma piramida. Po raz trzeci opada mi szczęka. Za nią głęboka dolina, w dole wody jeziora, a w górze skały, mury i wiatr. Sucha roślinność i pył wdzierający się do gardła, wciskany tam przez natrętny wiatr. Wchodzimy na górę. Myślimy, że na chwilę, jednak ogrom tego co odsłania nam się na szczycie szybko pozbawia nas złudzeń. Mnie pozbawia też kapelusza. Raz, drugi i trzeci… W końcu znajduję kawałek osłony od wiatru pod bardzo wysokim murem. Kładę go tam i przyciskam kamieniami do ziemi. „Przecież zaraz tu wrócę” – myślę, nie zdając sobie sprawy, że zaraz to tylko taka duża bakteria…
Piramida na stanowisku archeologicznym La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Kilka przestronnych pomieszczeń. Chciałoby się powiedzieć: placów, ale wszystkie są otoczone wysokimi ścianami. Jakim cudem mury trzymają się na tym wietrze?! Wpatruję się w kamienie, w szczególności na narożnikach, starając się im wydrzeć ich konstrukcyjne tajemnice. Otwarcia w murze prowadzą na tarasy, które wyglądają niczym średniowieczne balkony arystokratów, z niesamowitym pejzażem w dół. Ależ miejsce! Zaglądamy do komnat. Przyglądamy się ołtarzom, gdzie w przeszłości były składane ofiary. Twierdza ciągnie się wyżej. Jeszcze dalej i wyżej. W końcu znajdujemy ścieżkę prowadzącą jakby na szczyt sąsiedniej góry. Tam widać ślady konstrukcji. Świątynia czy wartownia? Miejsce kultu czy posterunek? Postanawiamy sprawdzić. To przecież tylko jedna dość nieodległa góra…
Piramida i jezioro w tle widziane ze schodów górskiej twierdzy. Stanowisko archeologiczne La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Po drodze ślady konstrukcji, których nie było wcześniej widać. W dole pasą się konie. Widać ślady dawnej uprawy tarasowej, ślady dróg prowadzących w przeszłość i w dal. Na szczycie znacznie więcej niż tylko piramida. Na pewno miejsce kultu, ale chyba nie tylko. Trochę budynków, które mogły być rezydencjami dla co najmniej kapłanów. Może to odrębne górskie osiedle. Ścieżka wiedzie nas jednak dalej, okazuje się, że to wcale nie jest koniec stanowiska. Schodzimy po drugiej stronie na gigantyczny plac otoczony murem. Na dole kilka świątyń z murami w stanie bliskim do kota Schrödingera. Wchodzę jednak do środka, by przyjrzeć się z bliska konstrukcjom. A ścieka znów wiedzie w dal. To miejsce było naprawdę gigantyczne.
Resztki okrągłego ołtarza. Stanowisko archeologiczne La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Postanawiamy zobaczyć wszystko, skoro już tu jesteśmy. Ruszamy zatem nieznanym szlakiem, wypatrując śladów archeologii i przypatrując się chciwie przyrodzie. Tu czuję się naprawdę jak w Andach i ze zdziwieniem opowiadam o tym. Po kolejnej godzinie docieramy do podnóża twierdzy, na poziom piramidy i boiska do pitz. I znów jesteśmy w Mezoameryce. Niestety, mnie czeka jeszcze ponowna wspinaczka na schody i dalej w poszukiwaniu kapelusza. Gdy wracam, schodzimy w dół, starając się zrobić to nieco inną ścieżką niż wchodziliśmy w górę. Pracownik INAH z uśmiechem zaprasza nas do muzeum. Z przyjemnością. I tak przecież planowaliśmy skorzystać. Lecz najpierw toalety.
Resztki okrągłego ołtarza. Stanowisko archeologiczne La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Stanowisko archeologiczne La Quemada to ruiny potężnego ośrodka, zbudowanego na szczycie góry położonej w samym środku doliny Malpaso. W dole nadal znajduje się jezioro, którego żyzne przybrzeżne gleby zapewniały utrzymanie większej społeczności. Twierdza z łatwością mogła kontrolować otaczający teren jak i całą dolinę. Świetnie widać to na makietach. La Quemada zostało zasiedlone około 350-400 n.e. Odpowiednik wczesnego klasyku w Mezoameryce. Szczyt potęgi ośrodka przypadł jednak na lata 600-850 n.e., gdy górska twierdza stała się hegemonem dla obszaru, na którym znajdowało się jakieś 220 osad o różnych funkcjach i rozmiarach, połączonych z centrum drogami. Mezoamerykański późny klasyk… Architektura zdradza, że w tym okresie szczególnie musieli mieć żywe kontakty. Co najmniej z Toltekami.
Piramida na stanowisku archeologicznym La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Jeśli szukacie wrażeń dookoła miasta Meksyk, zdecydowanie warto poważyć się na rajd na północ, do stanu Zacatecas. W stolicy spędzić co najmniej ze dwie noce. Nacieszyć się atmosferą, architekturą i kuchnią. I obowiązkowo rajd do La Quemada. Najlepiej na cały dzień, by dać sobie czas na nieco dłuższy spacer. La Quemada ma najbardziej imponującą i zapadającą mocno w pamięć architekturę spośród wszystkich stanowisk archeologicznych północnego Meksyku. Niesamowite miejsce, które raz sprawiało, że czułem się jak w dobrze mi znanej Mezoameryce, a raz jak pośród inkaskich świątyń w wysokich Andach w Peru…
Stanowisko archeologiczne La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Solar Eclipse Run 2024, Meksyk, Wycieczki i zwiedzanie Meksyku z polskim archeologiem, Zacatecas, Durango, Coahuila, Sierra Madre, El Torreon, Gomez Palacio, Los Angeles, turystyka zaćmieniowa, archeowyprawy
Po wyjściu z muzeum i wydostaniu się z Zacatecas, co zajęło nam dobrą chwilę i wymagało raz jeszcze ostrego slalomu autem stromymi i bardzo wąskimi uliczkami wśród kolorowych domów, przyszła pora na rajd przez trzy stany w stronę El Torreon.
Rajd przez Sierra Madre w stanie Zacatecas, Meksyk do El Torreon (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Do przejechania mieliśmy ponad czterysta kilometrów, lekko ponad pięć godzin drogi. Trasa była dość prosta, zaś teren wydawał się równinny. Z odległymi pasmami gór na wszystkich horyzontach, zdawało się, że jedziemy dnem jakiejś wielkiej pradoliny. W istocie to centralna wyżyna położona pomiędzy łańcuchami Sierra Madre wschodnich i zachodnich.
Rajd przez Sierra Madre w stanie Zacatecas, Meksyk do El Torreon (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Zagadka Gomez Palacio…
El Torreon, choć leży na dalekich kresach stanu Coahuilla de Zaragoza, oddalony o 250 kilometrów od jego stolicy – Saltillo, jest zarazem największą aglomeracją w stanie i jedną z większych metropolii Meksyku. Mieszka w nim prawie półtora miliona ludzi.
Rajd przez Sierra Madre w stanie Zacatecas, Meksyk do El Torreon (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Większość drogowskazów, którymi kierowaliśmy się w drodze na północ prowadziła jednak do jakiegoś Gomez Palacio, które musiało mieć najwyraźniej związek z El Torreon, jednak nie było go widać na żadnej z naszych map…
Rajd drogą federalną 49 z Zacatecas do El Torreon (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Nim dotarliśmy do Gomez Palacio, złapał nas zachód Słońca. Nie znając warunków wjazdu do El Torreon, postanowiłem zatankować. Zatrzymałem samochód na stacji w Los Angeles. Cena magny po 21,99 pestek za litr ucieszyła kieszeń. Po tankowaniu zrobiłem krótki spacer, by przyjrzeć się zorzom. Kończył nam się prowiant, trzeba było pomyśleć o jakichś zakupach na przedmieściach, zanim wjedziemy do centrum…
Rajd drogą federalną 49 z Zacatecas do El Torreon (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Gomez Palacio okazało się ostatnim miastem w Durango, tuż na granicy z Coahuila. Po drugiej stronie wysychającej rzeki Rio Nazas leżało El Torreon. Przedzielone tylko korytem… Stąd Gomez Palacio nie El Torreon figurowało jako główny węzeł komunikacyjny na drogowskazach w stanie Durango, a nawet w Zacatecas. Ot cała zagadka…
Zachód Słońca nad Los Angeles, Durango, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Tylko cztery minuty…
Wkrótce po przejechaniu przez Rio Nazas ujrzeliśmy małą Wieżę Eiffle’a, świecącą w nocy na niebiesko. Stała akurat na parkingu wielkopowierzchniowego sklepu sieci Soriana, więc zakręciłem i zatrzymałem się znowu, na szybkie uzupełnienie zapasów. Oczywiście w sklepach wielkopowierzchniowych niczego nie daje się załatwić na szybko…
Wieża Eiffle’a w El Torreon, Coahuila, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Szybko znaleźliśmy wodę i owoce: banany, awokado i pomidory – wielokrotnie tańsze i smaczniejsze niż w Polsce, a nawet świeże tortille w dwóch różnych kolorach i smakach. Długo jednak stałem przy regale z salsami, usiłując w szerokim wachlarzu możliwości dostrzec najbardziej smakowite piórka. Wtedy podeszła do nas menadżerka, pytając skąd jesteśmy i CZY NAPRAWDĘ PRZYJECHALIŚMY DO TORREON TYLKO NA CZTERY MINUTY???! Zrozumiałem, że wszyscy obcy w mieście to turystyka zaćmieniowa i tak normalnie tego jednego z kilkunastu największych miast rozległego Meksyku nikt nie odwiedza. Potem „A ty gdzie mieszkasz, bo widać, że w Meksyku?” i pomogła mi wybrać coś najbliższego między chile chipotle a salsa macha…
Sos chile chipotle robi się z wędzonych papryczek chile jalapeno. Nie jest ognisty, jak salsa macha przygotowywana z chile de arbol, ale niesie smak dymu obozowych ognisk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
El Torreon
El Torreon to dawna hiszpańska osada z XVI wieku. Swą nazwę wzięło od wielkiej wieży, która służyła do monitorowania poziomu wody w, często straszącej wtedy powodziami, a dziś już prawie suchej Rio Nazas. Później miasto zaczęło kwitnąć dzięki sławetnej linii kolejowej, biegnącej z miasta Meksyk przez Zacatecas aż do El Paso w USA przez pustynię Chihuahua. Sławnej z westernów… Przejeżdżając przez most na rzece dostałem po oczach fleszem, a potem jeszcze raz, jadąc naprawdę powoli… Do hotelu wciąż jeszcze był spory kawał drogi…
Most przez Rio Nazas w El Torreon, Coahuila, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Turystyka zaćmieniowa
Na rozległym parkingu przed hotelem prawie nie było już wolnego miejsca. Zatrzymałem samochód przy drodze nieopodal wejścia, mając nadzieję na złudny czynnik odstraszania złodziei przez hotelowe kamery. W recepcji upewniłem się, że mogę zignorować żółte krawężniki – tak droga jak i parking należały bowiem do hotelu (na Riviera Maya już raz w tym roku musiałem płacić policji okup mimo takiego założenia 😉 ). Zanim jednak wkroczyliśmy do recepcji, zatrzymaliśmy się na jeden dość podniosły moment przed wejściem.
Powitanie turystów zaćmieniowych w hotelu La Mision w El Torreon, Coahuila, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Tacos naszej własnej roboty, El Torreon, Coahuila, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Hotel Mision Torreon, mimo zawrotnych cen, wyniesionych ponad pułap przyzwoitości z okazji zaćmienia Słońca, oferował zaledwie jedno marne gniazdko do ładowania sprzętu, a i to dzięki odłączeniu telewizora, którego na szczęście żadne z nas nie miało zamiaru używać. Drugie znaleźliśmy w łazience, na wszystkie aparaty, kamerę i telefony było to jakby mało… Do późna zrzucałem zdjęcia z kart, przygotowując miejsce pod kolejne, próbowałem podczyścić matrycę, polerowałem obiektywy. Na kolację zjedliśmy nasze własne tacos, testując nowe salsy. Pani ze sklepu miała rację – trafiła w moje gusta…
Wjazd do El Torreon, Coahuila, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)