Solar Eclipse Run 2024, Meksyk, Wycieczki i zwiedzanie Meksyku z polskim archeologiem, Tequila, Jalisco, Guachimontones, Teuchitlan, archeowyprawy
Tequila – cel pielgrzymek
Tequila… Wszystkim kojarzy się z Meksykiem i w sumie słusznie. Uchodzący za dystyngowany sposób jej spożywania – ten z solą i limonką, który urósł do rangi rytuału w Europie nieświadomej, iż w rzeczywistości wymyślono go po to zabić podły smak trunku, zawsze będzie wzbudzał we mnie dyskretny uśmiech. Agnieszka lubi tequilę. Upiera się, że musi przywieźć do Polski kilka butelek pochodzących właśnie z tego miejsca. Zakładam, że będzie to taka sama tequila jak wszędzie, ewentualnie trochę droższa, ale symbol to symbol. Taki kamyczek z Częstochowy…
Z ruin w Ixtlan del Rio możemy jechać do Tequili 70 minut płatną autostradą 15D albo 90 minut drogą federalną 15. Oczywiście, wybieram bezpłatną, a przy tym znacznie bardziej malowniczą drogę. Jest tu sporo serpentyn, na których z pewnością stracę więcej paliwa, ale robię to z przyjemnością dla wspaniałych widoków. Agnieszka śpi podobnie jak wczoraj. Dwa tygodnie w drodze musiały zrobić swoje. A może to już syndrom drogi powrotnej, jazdy w kierunku lotniska?
Odkąd przeżyliśmy zaćmienie, napięcie w niej jakby spadło. U mnie opadło dwa dni później, po tym jak przejechaliśmy cało Durango i Sinaloa, ale ten rodzaj wiedzy staram się zachowywać dla siebie… Męczy mnie za to gorączka, mimo antybiotyku i jakieś bóle w tle. Na podorędziu mam buteleczkę z salsą, która pozwala trzymać zmysły na wodzy. Magiczny alembik – Potion of consiousnes… Albo tak mi się przynajmniej zdaje. Ważne, że spełnia zadanie na zmianę z widokami. Muszę zatankować w Tequila.
W dolinie jest rzeczywiście sporo destylarnii. W więkości są chyba nastawione na obsługę wycieczek autokarowych. Nie wierzę, aby smak wódki stąd różnił się drastycznie od smaku wódki z kaktusów zebranych na półwyspie Jukatan, w Oaxaca, czy gdziekolwiek indziej. Nie jestem koneserem wódki, choć tekla i dziewczyny… tak, to wybuchowa mieszanka, po której czasem pozostają blizny…
Tequila – miś na miarę ciupag na Gubałówce
Tequila w teorii niczym się nie różni od innych małych meksykańskich miasteczek z resztkami kolonialnej zabudowy w centrum. Wąskie, często jednokierunkowe uliczki i zocalo na środku. W praktyce różni się tym, że jest totalnie zakorkowane przez autobusy pełne turystów pielgrzymujących, aby nabyć tu kilka flaszek niepowtarzalnej wody święconej… Stolica komercji i turystycznego kiczu. Nie cierpię takich miejsc i jak mogę, staram się ich unikać planując archeowyprawy, choć przyszłym uczestnikom na ogół nie da się wytłumaczyć, czemu z Calakmul cieszyliby się bardziej, a nawet dziesięć razy bardziej niż z Chichen Itza, nawet z dodatkiem klimatycznego Chichen Viejo…
Włączając się w kondukt zataczamy krąg wokół zocalo, z użyciem siatki jednokierunkowych uliczek. Potem drugi i trzeci, coraz bardziej pokutny… Szukamy sklepów z teklą. Jest ich sporo, podobnie jak nabitych do granic możliwości prywatnych parkingów w bramach. Niestety nikt nie wyjeżdża. Postanawiam zrzucić więc desant w pobliżu któregoś zagęszczenia sklepów i krążyć nadal w poszukiwaniu szczęścia. Obiecuję krążyć i obserwować miejsce zrzutu co kilkanaście minut. Mimo dobrego planowania misja kończy się jednak klęską. Desant wraca z pustymi rękoma. Twierdzi, że tekla jest taka sama jak wszędzie tyle, że kilka razy droższa…
Dobre kilkadziesiąt minut przebijamy się z powrotem do drogi federalnej.„Zapominam” zatankować w Tequila, bo benzyna, podobnie jak tekla, jest taka sama jak gdziekolwiek indziej, a jednak znacznie droższa. Wielka sława to żart… Na szczęście dalsza droga do Guadalajary nie jest już tak pokręcona. W Santa Cruz del Astillero odbijamy do Huaxtla, by stamtąd przebić się do drogi federalnej 70. Z tej zjeżdżamy wkrótce w stronę Etzatlan. Po godzinie od wydostania się z Tequila docieramy do Guachimontones, stanowiska pięknie położonego na szczycie górującym, nad rozległym jeziorem La Vega. Tekla teklą, to mój cel na dzisiejszy dzień.
Guachimontones – zupełnie jak nie w Mezoameryce…
Okrągła piramida schodkowa na terenie stanowiska archeologicznego Guachimontones, Jalisco (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Guachimontones… Aż dwa stanowiska archeologiczne w ciągu jednego dnia?!A niby czemu nie? Przez kilka poprzednich dni zdarzało się przecież bez jednego 😉 A w końcu podróżujemy przez pogranicza stref kulturowych oraz najbardziej zaniedbane archeologicznie tereny Mezoameryki. Teuchitlan vel Guachimontones to poza tym jedno z tych miejsc, o których słyszy się legendy 🙂 Guachimontones to nazwa stanowiska należącego do kultury, którą nazywamy obecnie Teuchitlan.
Wyobrażona scena rozgrywki w pok-ta-pok – inscenizacji mezoamerykańskiego mitu kreacyjnego. Mural na ścianie lokalnego muzeum archeologicznego Guachimontones (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Od większości tych, jakie odwiedzamy na terenie Meksyku różni się tym, że jest prywatne, tzn. pozostaje poza jurysdykcją INAH. Bilety są tu paradoksalnie kilka razy tańsze niż zwykłe ceny INAH, które z koleji są kilka razy tańsze od bandyckich cen biletów narzucanych przez gubernatora stanu Yuacatan, na stanowiskach Chichen Itza, Uxmal, Ek Balam! Razem to już kilkadziesiąt… Do tego darmowy parking – spróbujcie zaparkować za darmo pod ruinami Tulum, Coba, Chacchoben czy wyżej wymienioną trójcą. Na glebę powala mnie potężne, dobrze urządzone muzeum z salami projekcyjnymi i ekspozycjami. 30 pestek za wjazd przy ponad 700 do Chichen po prostu zapiera dech…
Okrągła piramida schodkowa na terenie stanowiska archeologicznego Guachimontones, Jalisco (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Guachimontones to także nazwa specyficznych kopców, czy okrągłych piramid schodkowych. Są wielkie, ustawione na szczycie góry jedna obok drugiej wśród pierścieni mniejszych, prostokątnych już platform wokoło. To właśnie od nich wzięło swą nazwę to stanowisko archeologiczne. Tyle, że patrząc na nie nijak nie czuję się w Mezoameryce… Są… Mój informatyczny, chcący automatycznie klasyfikować wszystko umysł wypycha je za granice poznanego świata, przesuwając gdzieś dalej na północ, w stronę kultur północnoamerykańskich i nie znanej mi przecież bliżej Cahokii. Dla tych okrągłych piramid nie mam żadnych mezoamerykańskich analogii…
Okrągła piramida schodkowa na terenie stanowiska archeologicznego Guachimontones, Jalisco (fot: P.A. Trześniowski 2024)
A jednak mezzo i w dodatku forte!
Zanurzone boisko do pok-ta-pok (peloty) na terenie stanowiska archeologicznego Guachimontones, Jalisco (fot: P.A. Trześniowski 2024)
A z drugiej strony między nimi tkwią dwa gigantyczne boiska do pok-ta-pok. Mezoamerykańskie na wskroś, jak w pysk strzelił! Jedno jest zanurzone, jak w Monte Alban albo Tonina… Drugie po postu wielkie, jak te w tolteckim Tula w stanie Hidalgo czy wielki stadion w Chichen Itza. I pisząc 'gigantyczne’ nie przesadzam – oba są wielkie, ale drugie, to większe, wciśnięte między guachimontony bliżej szczytu góry ma aż 110 m długości! Było jednym z największych stadionów preklasycznej Mezoameryki, porównywalnym z tym w El Tintal…
Boisko do gry w pok-ta-pok wciśnięte między okrągłe piramidy schodkowe na terenie stanowiska archeologicznego Guachimontones, Jalisco (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Czuję się tak spełniony, że w końcu opadam z sił. Siadam na skraju kręgu, gapiąc się na największą z tych okrągłych piramid. Na kopcu nadal rosną drzewa… El Gran Guache… Ciekawe, że nie rozkopali największego z guachimontonów?! Ja bym od niego zaczął… Chociaż szkoda mi drzew… Drzewa zresztą musiały przecież rosnąć tu na wszystkim… Odpływam, ale Agnieszka wkrótce sprowadza mnie z powrotem. Nie qmam co do mnie mówi, ale na pewno zaraz będę musiał wstać, więc najpierw sam próbuję coś powiedzieć, aby przedłużyć tę chwilę. Taka praca…
Największa i nieodkopana okrągła piramida schodkowa na terenie stanowiska archeologicznego Guachimontones, Jalisco (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Guachimontones – wszystkie kolory tęczy…
Wszystkie kolory obsydianu znajdowanego na terenie kultury Teuchitlan. Lokalne muzeum archeologiczne w Guachimontones (fot: P.A. Trześniowski 2024)
W muzeum Guachimontones m.in. 16 kolorów obsydianu! Te dwa, które my archeolodzy-mezoamerykaniści normalnie bierzemy pod uwagę, czyli czarny obsydian wychodni z El Chayal w Gwatemali i zielony z Pachuca w środkowym Meksyku, ten pod kontrolą Teotiihuacan, okazują się poważnym uproszczeniem tematu 😉 No, ale tych pozostałych, jakże barwnych gatunków nie znajdujemy wśród piramid Majów. Uważnie oglądam ceramikę – dawne modele publicznych ceremonii są niesamowitym źródłem wiedzy na temat mało znanej wczesnoklasycznej kultury Teuchitlan. Do Guadalajary mamy stąd już tylko godzinę drogi. A przynajmniej tak mi się wtedy wydaje. Agnieszka mruczy, że może tam będzie tequila…
Ceramiczne modele rytuałów odprawianych przez kulturę Teuchitlan znalezione na terenie stanowiska archeologicznego Guachimontones, Jalisco (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Coba i rezerwat Majów – wycieczka całodniowa z laguną i cenotą 🙂
Meksyk, Jukatan, wycieczka po polsku, wycieczki z polskim przewodnikiem archeologiem majanistą, Coba, przyroda Jukatanu, Rezerwat Majów, Laguna, cenoty
Ceremonia suszenia skrzydeł: koox pool ch’omób – sępnik czarny (Coragyps atratus), jeden z kondorowatych Jukatanu, okolice Coba (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Chcielibyście zobaczyć na żywo taki widok jak na zdjęciu? Jeśli wstaniecie odpowiednio wcześnie, możemy to załatwić, ale na miejscu, w okolicach Coba musimy być o wschodzie Słońca. Penetrując selwę w poszukiwaniu zaginionych pozostałości cywilizacji Majów często znajduję miejsca bardzo bogate przyrodniczo, a to jest jedno z nich. Na wysokich konarach kilku suchych drzew sępy suszą swoje skrzydła z nocnej rosy o świcie.
Ceremonia suszenia skrzydeł: chak pool ch’om – sępnik różowogłowy (Cathartes aura), jeden z kondorowatych Jukatanu, okolice Coba (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Wokoło są laguny, bo Coba (w maaya t’aan: podzielona woda) leży między pięcioma większymi lagunami. Tam gdzie jest woda, tam nietrudno o ptaki. Wodne, jak wężówki i czaple, będę polować na ryby. Drapieżniki, jak jastrzębie na… inną zdobycz. Do tego poruszać się będziemy po zapomnianej drodze Majów sprzed 1,5 tys. Lat. Jeżeli zdecydujecie się na wycieczkę, tego dnia zobaczymy co najmniej dwa takie mateczniki przyrody.
Ceremonia suszenia skrzydeł: koox pool ch’omób – sępnik czarny (Coragyps atratus), jeden z kondorowatych Jukatanu, okolice Coba (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Drugim tematem dnia będą oczywiście piramidy i stele Majów. Nohoch Mul w Coba jest najwyższą piramidą na północnym Jukatanie. Nie jest, jak chcą przewodnicy, ani najwyższą na Jukatanie, ani tym bardziej w Meksyku. Jednak to dowód potęgi – Coba, chociaż do dziś nieprzebadane gruntownie stanowisko archeologiczne, było stolicą jednej z kilku najpotężniejszych państwowości. Rozchodziła się stąd pajęczyna dróg, łączących metropolię ze stanowiskami satelitarnymi. W tym jedna aż stukilometrowej długości, kończąca się w Yaxuna (20 km na południe od Chichen Itza).
Koox pool ch’omób – sępniki czarne nad dawną drogą Majów w okolicach Coba (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Ta musiała służyć cesarzowej do przerzucania wojsk, jak miało to miejsce w znacznie starszej epoce w sieci miast tworzących wielki organizm państwowy w Niecce Mirador-Calakmul – Pierwsze Imperium Majów (i ostatnie zarazem). Kobiety na tronach Majów to rzadkość, jednak w Coba panowały aż dwie cesarzowe, a znalezione na terenie miasta inksrypcje świadczą o ich związkach z potężną Dynastią Węża (Kaanul)…
Zbieramy się zatem skoro świt (im dalej na północ wzdłuż wybrzeża tym wcześniej) i wyruszamy w rejon Coba. Na uroczysku żyje stado ponad dwudziestu sępników należących do dwóch spośród czterech żyjących na Jukatanie gatunków. I tak – sępniki czarne i różowogłowe tworzą wspólne stada.
Ceremonia suszenia skrzydeł: koox pool ch’om – sępnik czarny (Coragyps atratus), jeden z kondorowatych Jukatanu, okolice Coba (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Suszenie skrzydeł po nocnej rosie jest im niezbędne, by latać, a w inny sposób niż szybowanie godzinami w przestworzach, nie znajdą pożywienia. Skrzydła nad ranem suszą również inne, nadwodne ptaki. Intensywność zjawiska zależy oczywiście od zachmurzenia, jednak promienie UV przebijają się przez chmury, więc takie zachowania obserwujemy również w pochmurny dzień.
Bekaśnica w trakcie śniadania w Lagunie Coba (fot: P.A. Trześniowski 2025)
Nad lagunami zdarza się również masa innych ptaków, jak ślimakojady, kleszczojady czy tutejsze dzięcioły: zarówno większe, jak jasnodziobe i krasnoczube (kaloomte’), jak i małe dzięciury (ch’ujum). Starożytna droga, po której będziemy chodzić służyła natomiast do łączenia Coba z odległym o dwadzieścia kilometrów stanowiskiem Kukikan – do dziś nieprzebadanym, a wszystkie znaki wskazują, że były to koszary, służące władcom Coba do grupowania wojsk przed wysłaniem ich dalej, wspomnianym systemem dróg…
Empandas – ser i warzywa zawijane w pierożki z tortilli, czarna fasola i sałata (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Po ceremonii suszenia skrzydeł jedziemy do wioski Coba na śniadanie. Zjemy w jednej z lokalnych restauracji, położonych przy promenadzie nad jeziorem. Tu również zdarzają się ciekawe ptaki, jak polujące na ślimaki bekaśnice, które obrabiają czasami muszle na talerzach z liści lilli wodnych (maaya t’aan: nikte ha’). Stosy wynicowanych muszli możecie czasem znaleźć, spacerując wzdłuż wybrzeża Laguny Coba. To właśnie dzieło bekaśnic. Lokalna gastroniomia w wiosce Coba oferuje meksykańską kuchnię chillango z dodatkami tradycyjnych majańskich potraw. Dostaniecie tu np. napój z chaya – bardzo bogatej w proteiny majańskiej rośliny, która jest trująca na surowo.
Coba
Jedno z boisk w Coba – uosabia pękniętą skorupę żółwia, symbolizującą z kolei powierzchnię Ziemi. Z tej szczeliny wyskoczył niegdyś powracający na świat Odrodzony Bóg Kukurydzy. Boiska są zatem sceneriami inscenizacji mitu kreacyjnego Majów. Wstęp do długiej historii… (fot: P.A. Trześniowski 2020)
Pora na ruiny Majów. Już przy śniadaniu, nad szczytami drzew, widzieć będziemy szczyt jednej z wielkich tutejszych piramid. To La Iglesia (hiszp: kościół), nazwana tak od obrzędów jakie u jej podnóża jeszcze w XX w. odprawiali na zmianę lokalny h’men (u Majów to coś na podobieństwo szamana) z chrześcijańskim księdzem. Według relacji archeologów, którzy mieszkali, a niektórzy nawet mieli szczęście wychowywać się w wiosce Coba, obu kapłanom chodziło o… deszcz.
La Iglesia – jedna z piramid Coba leżąca nieopodal Laguny Coba, U podnóża piramidy pogruchotana stela wspominana w tekście (fot: P.A. Trześniowski 2020)
Na zgruchotanej steli, która stoi u podnóża piramidy La Iglesia, myśliwi Majów widzieli zarys żeńskiej postaci, którą nazywali panią Colebi. To właśnie od tej budowli rozpoczniemy wielki spacer po Coba.
Dolna część steli 11 odkryta w trakcie wykopalisk na początku XXI w. (kopia in situ) wraz z ofiarą zakładzinową. Fragment przedstawia nogi władcy i jeńca. Inskrypcje pozwoliły zidentyfikować władcę (fot: P.A Trześniowski 2020)
Wykopaliska archeologiczne, które odnalazły drugi fragment steli, pozwoliły jednak określić, że to górna połowa męskiej części ciała… Tak to, niestety, jest z ciągłością przekazu historycznego, który po prostu urwał się u Majów wraz upadkiem ich cywilizacji pod koniec okresu klasycznego (umownie zamykamy go datą 909 n.e., co będzie wyjaśnione w terenie. W okresie postklasycznym, aż do przybycia Hiszpanów, na szczytach popadających coraz bardziej w ruinę piramid składano wprawdzie ofiary zapomnianym przodkom, ale była to całkiem inna kultura, a nawet inna religia…
Kutz’ – indyk pawi na ruinach boiska, jednego z boisk w Coba (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Przejdziemy się śródleśnymi ścieżkami, które często przeplatają się z dawnym systemem dróg. W lesie, jak to w lesie, są szanse na przyrodę, szczególnie jeśli na stanowisko wejdziemy jako jedni z pierwszych, rano. Na drzewach będą termitiery, po dróżkach mogą przemykać kutz’ – barwne indyki pawie o groteskowych łebkach. Zdarzają się jaszczurki, a czasami węże… W Coba historia miesza się z dziką przyrodą, której najbardziej niesamowitymi pomnikami są tutejsze matapalo…
Matapalo w rzadziej odwiedzanej przez turystów części Coba – pasożytnicza forma figowca, który, dzięki słodkim owocom, uwielbianym przez małpy i ptaki, wysiewa się wysoko w gałęziach drzew, by mieć lepszy dostęp do światła, a po dekadach dławi żywiciela, zrastając się w samodzielną istotę. Paradoksalnie nazywane drzewkami miłości… (fot. P.A. Trześniowski 2021)
Jedną z najbardziej zagadkowych tajemnic Coba są tutejsze stele. Jedna z cesarzowych występuje na nich w towarzystwie w sumie aż kilkunastu jeńców – musiała należeć do najbardziej wojowniczych wśród władców Majów. Najbardziej zdumiewające są jednak daty widniejące na jej stelach. Porozmawiamy o kalendarzach Majów – z pozoru mocno skomplikowanych, jednak niezwykle skutecznych w tym czego nie udało się chyba żadnej innej cywilizacji – próbie zbudowania dobrego kalendarza łaczącego zarówno cykle Słońca jak i Księżyca.
Resztki klasycznego okrąłego ołtarza, a na platformie stela I przedstawiająca drugą cesarzową, jej syna, jeńców i między innymi datę uruchomienia obecnej wersji wszechświata 13 VIII 3114 p.n.e. zapisaną w Wielkiej Długiej Rachubie – na dwudziestu pozycjach (fot: P.A. Trześniowski 2020)
Majowie znaleźli własną drogę, nie bawiąc się w interkalacje, tyllko podając dokładną liczbę dni od… początku świata. Ta część daty zapisywana była na pięciu pozycjach, nadając się idealnie do prezentowania liczny dni od 13 VIII 3114 r. p.n.e. Na stelach drugiej cesarzowej Coba w trzech przypadkach ta część zapisu kalendarycznego zapisana jest jednak aż na dwudziestu czterech pozycjach! Wyzerowanie takiej daty cofa nas o eony przed Wielki Wybuch i początek naszego Wszechświata według obliczeń astrofizyków…
Jeden z tuneli w Coba ze sklepieniem kroksztynowym, zwanym łukiem pozornym Majów (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Pójdziemy pooglądać te stele, podziwiając też groteskowe pomniki przyrody rosnące na dawnej drodze Majów. Wiele tajemnic Coba nadal czeka na swoich odkrywców. Niepotwierdzone interpretacje inskrypcji odkopanych w 2005 r. na jednym z tutejszych boisk, sugerują pochodzenie tutejszej dynastii od Yax Yopaata, władcy dynastii Węża (Kaanul) z odległego Dzibanche. Na koniec podejdziemy do podnóża wielkiej piramidy Nohoch Mul. Ma 42 m, a na jej szczycie po upadku miasta i tutejszej dynastii zbudowano znacznie późniejszą świątynię w Stylu Wschodniego Wybrzeża, znanym Xel Ha czy Tulum.
Nohoch Mul w Coba – najwyższa piramida na północy półwyspu Jukatan, konsekrowana dnia 9.6.15.6.9 13 Muluk 12 Sip (11 V 569 n.e. zgodnie z korelacją 584285) piramida nazywała się prawdopodobnie Keh Witz Nal – Górą Jelenia (fot: P.A. Trześniowski 2020)
Rezerwat i wioska Majów
Po ruinach Coba pora wreszcie na relaks. Pojedziemy na śródleśną laguną znajdującą się w sercu rezerwatu Majów. Ci, którzy wolą spędzać czas aktywnie, mogą popływać po niej kajakiem, lub przelecieć się nad nią na linie (tyrolka). Pozostali mogą poleżeć na pomoście i pomoczyć się trochę w wodzie. Woda jest słodka i przyjemnie ciepła… Najpierw jednak czeka nas obrzęd oczyszczenia z h’menem – kapłanem z tutejszej wioski Majów.
Majański ołtarz w rezerwacie Majów w trakcie obrzędu z h’menem (fot: P.A. Trześniowski 2022)Pom – copal – majańskie kadzidło w trakcie obrzędu rezerwacie Majów (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Cenota – portal w zaświaty Majów
Gdy będziecie gotowi na spacer, wyruszymy poszukać małp. W rezerwacie żyją obydwa ich gatunki, tak czepiaki jak wyjce. Na terenie rezerwatu znajduje się też cenota skrywająca, jak wiele z nich, mroczną tajemnicę. W latach 1990. eksploratorzy jaskiniowi odkryli tu 120 szkieletów – jedno z największych i najlepiej zachowanych cmentarzysk Majów. Podwodne badania archeologiczne nie pozwoliły jednoznacznie tego potwierdzić, ale mamy tu raczej do czynienia z kontekstem ofiarnym… Jeśli będziecie chcieli pokażę Wam film z tego stanowiska, zdarzyło mi się bowiem nurkować tu jako jaskiniowy archeolog podwodny.
Zejście przez portal do majańskich zaświatów – jedno z największych znanych cmenatrzysk Majów, odkryte na dnie cenoty (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Jeżeli starczy Wam odwagi możecie opuścić się w uprzęży na linie i obejrzeć cenotę od środka, a następnie wyjść na powierzchnię po drabinie sznurowej. Ponieważ w niej nurkowałem, zdecydowanie nie polecam kąpieli w wodzie, która nie ma przepływu (cenota jest odciętą od systemu fojbą). Kąpiel w lagunie jest znacznie bardziej przyjemna i nie limitujemy czasu – w rezerwacie możemy zostać aż do zamknięcia.
Zachód Słońca nad laguną w śródleśnym rezerwacie Majów (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Jeśli jednak zależy Wam, by wykąpać się w cenocie, raz jeszcze zmienimy miejsce i pojedziemy do innej z tych podziemnych, a jednak ze sztucznym oświetleniem i stałym przepływem. Tam również znajdują się szkielety i tam również nurkowałem jako archeolog…
Lustro wody było dla Majów granicą między różnymi planami egzystencji – mroczne zaświaty Majów były zalane wodą (fot P.A. Trześniowski 2021)
Kolację możemy zjeść przy zachodzie Słońca nad Laguną Coba. Tam, lub mniej więcej tam, gdzie spożywaliśmy śniadanie…
Zachód Słońca w trakcie kolacji nad Laguną Coba (fot: P.A. Trześniowskki 2022)
Dlaczego ARCHEOWYPRAWY?
Co wyróżnia nasze wycieczki do Coba?
Śródleśna laguna w rezerwacie Majów (fot: P.A. Trześniowski 2021)
Po pierwsze komfort – robimy wycieczki w małych, nie więcej niż 6-osobowych grupach, dla par, a nawet dla pojedynczych osób.
Dajemy sobie czas – poznanie Coba zajmuje minimum 3 godziny. Dlatego nie ugniatamy w ciągu jednego dnia Coba z innymi rozległymi stanowiskami archeologicznymi, jak Chichen Itza, Ek Balam czy Tulum. Nie ograniczamy również czasu spędzanego w rezerwacie czy cenocie.
Do programów podchodzimy elastycznie, zgodnie z preferencjami uczestników. W kameralnych grupach łatwiej jest to uzgodnić 😉
Nasze wycieczki prowadzi polski archeolog – specjalista od archeologii Majów
Jaskinia z cenotą na dnie w rezerwacie Majów (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Wycieczka do Coba wymaga wcześniejszej rezerwacji. Najbliższe dostępne terminy: 17 i 27 lutego oraz przedział 5 kwietnia – 11 maja 2026. Cena – 180 EUR od osoby (w grupach VIP: 4-6 osobowych) obejmuje transfery, bilety wstępu, polskiego przewodnika – archeologa oraz owoce i wodę. Wycieczki w wersjach super VIP: 1 osoba 300 EUR, 2 osoby po 250 EUR/osoby.
Tajemnice Peten: El Mirador i Tikal (10 albo 16 dni z karaibskim chilloutem w Belize) 21-30 III lub 21 III – 04 IV 2026
Trekkking, El Mirador, Tikal, Nakbe, El Tintal, Wakna, La Florida, Peten, Gwatemala, Belize, Cayos, Ambergris, Caulker, wyprawa z polskim archeologiem-majanistą, chillout, Karaiby
Szczyt piramidy La Danta w El Mirador oglądana ze szczytu piramidy triadycznej 1 w Nakbe przez teleobiektyw (fot: P.A. Trześniowski 2022)
El Mirador i Tikal w trakcie jednej wyprawy?! Najwyższa piramida Majów okresu preklasycznego – z czasów świtu cywilizacji, a przy okazji największa kiedykolwiek pod względem objętości – La Danta (72 m / 2,6 mln m3) i Templo IV – najwyższa piramida okresu klasycznego, złotego wieku cywilizacji Majów (72 m). Dwie piramidy z dwóch różnych epok historycznych, dwa szczyty możliwości architektonicznych dwóch tak naprawdę różnych cywilizacji… W latach 1930. La Danta i sąsiednia piramida El Tigre były uważane za wygasłe wulkany…
Ikoniczna piramida Templo I w Tikal, grobowiec Jasaw Chan K’awiila I. W tle Północny Akropol – nekropolia władców Yax Mutul (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Właściwie czemu nie?! Wejdziemy na je obie i z obu będziemy witać wschody Słońca nad oceanem zieleni deszczowych lasów Peten. Wejdziemy na wiele innych preklasycznych piramid z okresu świtu ich cywilizacji w Niecce Mirador-Calakmul. Na piramidy triadyczne w Nakbe i El Tintal, na piramidę El Tigre, Los Monos i La Pava w El Mirador, na Wielką Piramidę w Tikal. Na szczytach piramid będziemy obserwować zarówno wschody jak i zachody Słońca. I niebo po zachodzie, bo dzięki bezkresnemu oceanowi zieleni, bez jednego świattła ani śladu ludzi, nigdy nigdzie nie widziałem na raz tyle gwiazd…
Zachód Słońca nad Peten ze szczytu jednej z piramid triadycznych na stanowisku archeologicznym El Tintal (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Spędzimy sześć dni na trekkingu przez zieloną dżunglę Peten, obozując w lesie i poruszając się niesamowitymi starożytnymi drogami Majów sprzed ponad dwóch tysięcy lat. Zajrzymy do grobowców władców Majów w El Güiro (Wakna) i La Muerta. Następnie odpoczniemy w luksusowym ośrodku z basenem w Tikal, spacerując z rozpędu po najwspanialszych odrestaurowanych ruinach złotego wieku Majów, przy tym nadal słuchając niesamowitych odgłosów przyrody.
Penelopa w Tikal, Peten, Gwatemala (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Ostatni wieczór spędzimy na wyspie Flores. Tam gdzie mieściło się postklasyczne Noj Peten – ostatnie miasto Majów, które padło pod hiszpańskim butem dopiero w 1697 r. – w 178 lat po rozpoczęciu konkwisty ziem Majów. Popłyniemy na ostatni zachód Słońca na półwysep Tayasal, gdzie również mieści się mało znane stanowisko archeologiczne (jako pretekst do podziwiana fenomenu zachodu nad wodą).
Jezioro chilloutu – Lago de Peten Itza, Peten, Gwatemala (fot: P.A. Trześniowski 2017)
Nazajutrz część z nas może wrócić do Polski, pozostali pojadą do Belize na dobrze zasłużony chillout na Karaibach – na jednej z koralowych wysp Mezoamerykańskiej Rafy Barierowej. Decyzję czy będzie to Ambergris Caye czy Caulker Caye, czy obie te piękne wyspy pozostawiamy uczestnikom. Ambergris to La Isla Bonita z koweru w wykonaniu Madonny, Caulker ma bardziej backpakkerski klimat.
Stara architektura drewniana na La Isla Bonita – San Pedro na Ambergris Caye (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Na belizeńskich Cayos, oprócz smażenia się na plaży, można nurkować, snorklować, łowić ryby, ścigać się golfcartami przez lasy namorzynowe, czy przelecieć awionetką nad słynnym karaibskim Blue Holem, odkrytym przez legendarnego kapitana Jacquesa Yvesa Cousteau. Ilość miejsc na wyprawie jest jak zwykle mocno ograniczona – przede wszystkim dla klimatu, ale również ze wzgłędów logistycznych, a rezerwacje noclegów w Parku Narodowym Tikal wymagają odpowiedniego wyprzedzenia.
Krwawe zorze wieczorne nad piramidami Majów w Tikal (fot: P.A. Trześniowski 2015)
Wyprawa do El Mirador
Eskpedycja w selwie na terenie Niecki Mirador-Calakmul (fot: P.A. Trześniowski 2017)
Trekking do El Mirador trwa niecałe 6 dni, co oznacza 5 nocy w selwie – środkowoamerykańskiej wersji dżungli. Noce spędzamy w stałych obozowiskach z własnymi kuchniami i toaletami na najbardziej podstawowym poziomie. Przydadzą się mokre chusteczki. W większości obozowisk znajdują się proste prysznice (wyjątek to samo El Mirador, gdzie prysznice są w gestii straży parku i korzystanie z nich jest płatne drogą nieoficjalną). Śpimy wygodnie na materacach w jedno- dwusosobowych namiotach, które rozbijane są pod stałym zadaszeniem.
Obozowa kuchnia w Nakbe, Niecka Mirador-Calakmul (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Do przejścia mamy:
Carmelita > El Tintal: 18 km (~5,5 h)
El Tintal > El Mirador: 24 km (~7,5 h)
El Mirador > Nakbe: 14 km (~3,5 h)
Nakbe > La Florida: 34 km (~8 h)
La Florida > Carmelita: 11 km (~3,5 h)
Zachód Słońca nad Peten ze szczytu preklasycznej piramidy triadycznej 1 w Nakbe. W tle piramida triadyczna La Danta w El Mirador (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Jedzenie i picie w Niecce Mirador-Calakmul
Tortille z mąki kukurydzianej dopiekane na kamieniu w lesie w trakcie archeowyprawy w Peten (fot: P.A. Trześniowski 2017)
W trakcie trekkingu do El Mirador nikt nie chodzi głodny. W naszych karawanach podróżują osoby zajmujące się wyłącznie przyrządzaniem posiłków, więc tak w obozowiskach jak również w trakcie przystanków na trasie jest co wrzucić na ruszt. Podczas marszu zabieramy z sobą małe butelki na wodę, która na postojach możemy uzupełniać oraz drobne energetyczne przekąski. W trakcie dłuższych przystanków jest pora na lunch.
Logistyka trekkingu do El Mirador
Karawana mułów w obozowisku La Florida, Niecka Mirador, Peten, Gwatemala (fot: P.A. Trześniowski 2022)
W selwie nie będziemy potrzebować zbyt wielu ubrań i rzeczy. Wszystko co zbędne możemy zostawić w Carmelita – ostatniej wiosce na trasie, do której prowadzi przejezdna dla aut terenowych i ciężarówek droga. Cała reszta naszych rzeczy jest natomiast transportowana w bagażach przytroczonych na mułach. W trakcie trekkingu nie ma dostępu do sieci ani do elektryczności. Pamiętajcie o odpowiedniej liczbie zapasowych baterii i powerbankach.
Ostronos (coati) nieopodal basenu na terenie naszego hotelu w Tikal, Peten, Gwatemala (fot: P.A. Trześniowski 2023)
W Tikal mamy do dyspozycji basen, prysznice, prąd kilka godzin dziennie (generator) – pełną cywilizację ;). Ośrodek jest jednak położony w samym sercu dżungli, gdzie wszędzie dookoła chodzą dzikie zwierzęta. Z perspektywy gastronomicznej do wyboru będzie tania lokalna jadłodajnia lub wykwintna hotelowa restauracja. Na wyspie Flores będzie już prawie wszystko czego dusza zapragnie 😉
Isla de Flores, jezioro Peten Itza, Gwatemala (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Flores to pora na chillout – jakże zasłużony po tak zacnej wyprawie!! Na wyspie można wypożyczyć kajaki i zamiast nóg zmęczyć wreszcie ręce 🙂 Można wykąpać się w jeziorze, bez większych obaw, że staniemy się punktem zainteresowania krokodyli (są, ale w pobliże miasta podpływają za dnia raczej rzadko). Chętni na większy chillout, będą go mogli pogłębić na belizeńskich cayos, pozostali mogą wracać stąd awionetką do Ciudad de Guatemala, a stamtąd już z powrotem do Europy.
Koszty wyprawy do El Mirador i Tikal
Para tukanów tęczodziobych w koronach drzew w trakcie zachodu Słońca obserwowanego ze szczytu Wielkiej Piramidy w Tikal (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Koszt dołączenia do wyprawy do El Mirador i Tikal to 1750 EUR + przeloty + ewentualny chillout na Karaibach. Cena obejmuje pełne wyżywienie w trakcie trekkingu do El Mirador, wszystkie noclegi, transfery na terenie Gwatemali i bilety wstępu oraz opiekę przewodnika. Cena nie obejmuje wyżywienia poza trekkinigiem do El Mirador, kosztów transferów i pobytu na terenie Belize, czy ewentualnej dopłaty za kuszetkę w trakcie transferu z miasta Gwatemala do Peten.
Krokodyl w jednej z leśnych lagun na terenie Parku Narodowego Tikal (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Proponowane loty do Gwatemali
Kacyk Montezumy w trakcie trelu na centralnym placu Tikal (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Zakładamy dwie opcje: 1) przylot i wylot z Ciudad de Guatemala, z dolotem z lotniska we Flores w wersji krótszej; lub 2) przylot do Ciudad de Guatemala i powrót z Belize City w wersji dłuższej z chilloutem na Karaibach.
KLM [WAW > GUA | BZE > WAW]
wylot z Warszawy 21 marca 6:05 przez Amsterdam i Panamę [lądowanie 19:52]
powrót z Belize City 4 kwietnia 12:17 przez Minneapolis i Amsterdam
realne, a przy tym krótkie czasy na przesiadki
cena: 5381 w wersji light (bez bagażu rejestrowanego, z bagażem +543 PLN)
KLM [WAW > GUA | FRS > WAW]
wylot z Warszawy 21 marca 6:05 przez Amsterdam i Panamę [lądowanie 19:52]
powrót z Flores 13:40 i Ciudad de Guatemala 16:23 30 marca przez Panamę i Paryż
realne, a przy tym krótkie czasy na przesiadki, brak przesiadek w USA
cena: 4866,46 + 210 w wersji light (bez bagażu rejestrowanego, z bagażem +543 PLN)
Wieczorne zorze nad centralnym placem i klasycznymi piramidami Tikal (fot: P.A. Trześniowski 2015)
Transfer Guatemala >> Flores
Z Ciudad de Guatemala musimy dostać się do Peten nocnym autobusem. Potem jedziemy do Carmelita, jemy śniadanie i wyruszamy w drogę. Podróż trwa w przybliżeniu osiem godzin. Ja zwykle daję radę zasnąć w fotelu, ale w tych autobusach jest również kilka kuszetek, więc jeśli ktoś potrzebuje większej wygody, to z odpowiednim wyprzedzeniem można zarezerwowac taką wersję.
godziny: 22:30 – 6:30 (to ostatni autobus i musimy na niego zdążyć)
koszt: 262,5 QTZ miejsce siedzące, 315 QTZ kuszetka
Opcjonalne zwiedzanie Antigua Guatemala
Barokowa elewacja jednej z kolonialnych świątyń zrujnowanych w trakcie trzęsienia ziemi, które zmusiło Gwatemalę do przeniesienia stolicy. Kolumny na gónym piętrze to już Churrigueresque – hiszpański ultrabarok (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Część grupy przylatuje do Gwatemali w piątek 20 marca rano. Z lotniska Aurora jedziemy prosto do Antigua Guatemala, gdzie spędzimy popołudnie, noc i większą część kolejnego dnia, zwiedzając przede wszystkim ruiny wspaniałych ultrabarokowych kościołów, zrujnowanych w trakcie trzesięnia ziemi. Będzie to również czas na spotkanie z żywą kulturą Wyżyn Majów oraz ulicznym jedzeniem.
Zachód Słońca nad Peten w El Mirador ze szczytu preklasycznej piramidy triadycznej El Tigre (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Był 1962 r. kiedy sir Ian Graham, ostatni z wielkich polowych archeologów i najbardziej prawdopodobny pierwowzór filmowego Indiany Jonesa (zachował się film z sir Grahamem posługującym się pejczem), wracał samolotem z okolic Rio Azul, stanowiska leżącego na pograniczu dzisiejszego Peten w Gwatemali i Rezerwatu Biosfery Calakmul w meksykańskim stanie Campeche. Czekał go krótki lot do miasta Gwatemala nad bezkresnym zielonym oceanem tropikalnych lasów Peten – rozliczenia, sprawozdania, raporty… Szczęśliwy los sprawił, że przypadło mu miejsce po prawej stronie awionetki…
Wygasłe wulkany?
Szczyt preklasycznej piramidy triadycznej w Nakbe przez teleobiektyw ze szczytu piramidy triadycznej Mano de Leon w El Tintal (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Gdy dostrzegł dwa porośnięte drzewami stożki, przebijające linię horyzontu, postanowił sprawdzić, czy nie zarejestrowano w tym miejscu jakiegoś stanowiska archeologicznego. W latach 30. XX stulecia nad Peten odbył się zwiad lotniczy, który miał pomóc znaleźć nieznane jeszcze stanowiska. Oba te stożki zaklasyfikowano wtedy …jako wygasłe wulkany. Peten to południowa część olbrzymiej wapiennej płyty półwyspu Jukatan, tam nie ma miejsca na wulkany. Sir Ian wkrótce znów znalazł się w drodze…
Szczyt preklasycznejj piramidy triadycznej El Tigre w El Mirador ze szczytu piramidy La Danta przez teleobiektyw (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Nie było lekko, sir Ian Graham najpierw trafił do Naachtun (byłem tam w 2016, więc wiem, że przestrzelił aż o dwa dni drogi na północny-zachód), gdzie nie znalazł jednak aż tak wielkich piramid. Dopiero po powrocie mógł zorientować się, że to miasto, do którego w latach 20. dotarł z Calakmul Morley, Sylvanus Morley – słynny archeolog-szpieg. Graham wyruszył jeszcze raz i tym razem point blanc! El Mirador, z hiszp. Punkt Widokowy, wzięło swoją nazwę od pobliskiego obozowiska chicleros.
Największe i najstarsze piramidy Majów…
Tajemnice El Mirador odkopane przez archeologó – słynny preklasyczny relief z centralnego akropolu ze sceną z mitu kreacyjnego Majów (fot: P.A. Trześniowski 2017)
Na miejscu zdumiały Grahama dwie rzeczy: 1) nigdy do tej pory nie widział tak potężnych piramid, 2) nigdy dotąd nie widział tak starych… wszystko tak szczelnie przykrywała dżungla, że nigdzie nie zachowała się wolnostojąca architektura. Wniosek: sir Graham znalazł preklasyczne miasto z piramidami wyższymi od jakichkolwiek klasycznych nie był łatwym kąskiem do przetrawienia dla ówczesnego świata nauki. Pierwsze badania archeologiczne w El Mirador zaczęło się dopiero na początku lat 80. ubiegłego stulecia, potwierdzając tezę odkrywcy.
El Mirador i Tikal – teatry tysiącletniej wojny…
Luke Skywalker Nizin Majów – Jasaw Chan K’awiil I w wersji namacalnej (piramida grobowa) i eterycznej (jadeitowe klejnoty, które znaleziono wewnątrz) – władca Tikal, który po raz ostatni zakręcił wielkim kołem fortuny na Nizinach Majów, pokonując w bitwie władcę Węża, Yuknoom Yichaak K’ahk’a z Calakmul (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Sir Graham znalazł w tej części Peten jeszcze kilka miast: El Tintal, Nakbe, El Güiro… Wszystkie były tak stare i wszystkie połączone drogami, potężnymi sacbe ciągnącymi się na dziesiątki kilometrów, widocznymi z satelit (z kilkoma wyjątkami, jak Uxmal–Kabah, czy pajęczyna wokół Coba, dróg międzymiastowych również nie budowano już w klasyku). Znalazł najstarszy organizm państwowy na Nizinach Majów – Pierwsze Królestwo Węża, bo tam odkryto najstarsze wystąpienie glifu KAN – głowy węża oraz jego „pełnosylwetkowe”, preklasyczne wersje – glif herbowy panoszącej się po Nizinach w klasyku, groźnej dynastii Kaanul.
Wczesnoklasyczny glif herbowy dynastii Węża (Kaanul) w El Mirador – najstarsze znane wystąpienie na Nizinach Majów (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Kaanul – Dynastia Węża to jedna z dwóch potęg, które rządziły później światem Majów przez prawie cały złoty wiek. Druga, miała siedzibę w Tikal. To właśnie szlakiem sir Iana Grahama wyruszymy na wyprawę przez Pierwsze Królestwo Węża, a później Tikal – stolicę Nowego Porządku, która rzuciła stary świat Węży na kolana… Na jakiś czas, bo fortuna kołem się toczy i nigdzie nie widać tego tak wyraźnie jak tam 😉
Archeoprzewodnik
Mój przyjaciel, wytrawny nurek jaskiniowy Grzesiek Krzątała we wnętrzu obrabowanego grobowca na terenie stanowiska archeologicznego El Guiro / Wakna, Niecka Mirador, Peten, Gwatemala (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Wyprawę do El Mirador i Tikal prowadzę osobiście! Jako ekspert od Kaanul i ich wielowiekowej wojny z Nowym Porządkiem nigdzie nie czuję się tak na miejscu… może jeszcze w Rio Bec 😉 Przygotujcie się na wykłady na postojach (po selwie poruszamy się cicho, aby dać sobie szansę na najbardziej niesamowite spotkania z przyrodą Ameryki Środkowej). Wędrować będziemy przez przestrzeń, ale i przez epoki. Na trasie mamy bowiem preklasyk, klasyk i postklasyk – trzy różne i odrębne cywilizacje, które łączą geny. W ciągu 10 dni usłyszycie więc kwintesencję tego, czego można się dowiedzieć o Majach. Następnie eskortuję ekipę na wybrzeże Morza Karaibskiego i wracam do Peten na wykopaliska 🙂
Przemek Trześniowski na szczycie największej preklasycznej piramidy triadycznej La Danta w El Mirador, Peten, Gwatemala (fot: Grzesiek Krzątała)
Chichen Itza – wycieczka całodniowa z Chichen Viejo albo ruinami Yaxuna i Cenote Ik-Kil lub inną 😉
Meksyk, Jukatan, wycieczka po polsku, wycieczki z polskim przewodnikiem archeologiem majanistą, Chichen Itza, Chichen Viejo, cenoty
Piramida Wielkiego Kapłana, Ossario w Chichen Itza, Jukatan, Meksyk. Styl architektoniczny Maya Toltec (fot: P.A. Trześniowski 2015)
Zapraszamy na wycieczki do Chichen Itza z polskim archeologiem-majanistą. Zapewniamy rzetelne informacje, zgodne z najnowszymi wynikami badań, a równocześnie uwypuklenie białych plam i nadal nierozwiązanych kwestii, bez wplatania wśród nie czystych fantazji i mitów…
Piramida Kukulkana to piramida radialna, zbudowana ok. 980 r. n.e. w stylu Maya Toltec jest zorientowana archeoastronomicznie, ale nie bynajmniej na równonoc wiosenną 😉 W dolnej części zdjęcia widoczna krawędź starszej wersji głównej platformy miasta, odsłonięta w trakcie niedawnych wykopalisk (fot. P.A. Trześniowski 2024)
Chichen Itza
Chichen Itza to najbardziej popularne i najchętniej odwiedzane stanowisko archeologiczne na terenie Meksyku. Najsłynniejsze ruiny Majów rokrocznie przyciągają KILKA MILIONÓW TURYSTÓW. Nic dziwnego, że wśród najbardziej znanych i podziwianych ikon starożytnych cywilizacji, jak nabatejska Petra w Jordanii czy też inkaskie Machu Picchu w Peru, Chichen Itza wybrane zostało jednym z Siedmiu Nowych Cudów Świata. Choć jest de facto jednym z najmłodszych miast Majów i ostatnim o tak monumentalnej architekturze, Chichen jest z pewnością miejscem, które warto zobaczyć i obok Machu czy Petry umieścić na swej życiowej liście miejsc niezbędnych do odwiedzenia.
Świątynia Wojowników w Chichen Itza to zbudowana w stylu architektonicznym Maya Toltec blliźniaczka jednej ze świątyń w tolteckiej stolicy w odległej od Jukatanu Tuli (fot: P.A. Trześniowski 2016)
Wycieczka do Chichen Itza – opowieści o czasach bohaterów
Piramida Kukulkana w czasach wielkich odkryć archeologicznych (ryc. Frederick Catherwood 1844)
Zwiedzanie Chichen Itza wymaga spędzenia na spacerze w raźnym tempie w ruinach co najmniej czterech godzin. Jeśli ktoś proponuje krócej, oznacza to, że nie zobaczycie wszystkiego. Czas ten pozwoli również na zapoznanie się z historią odkrywania tajemnic tego miejsca i problemami archeologów z interpretacją zagmatwanej historii Chichen Itza, które nie są znane zwykłym przewodnikom. Porozmawiamy o podróżach pierwszych wielkich eksploratorów półwyspu Jukatan i Mezoameryki, jak John Lloyd Stephens oraz Frederick Catherwood, którzy przywrócili ruiny Majów Majom w czasach, gdy wszyscy szukali w Mezoameryce śladów dawnych cywilizacji Egiptu, doliny Indusu, a nawet Atlantydy.
Święta Cenota w Chichen Itza pokonała wielu poszukiwaczy skarbów. Pod kilkunastoma metrami gęstej i ciemnej wody kryje się kilkanaście metrów mułu, w którym nadal zalegają tysiące artefaktów archeologicznych oraz szczątki zrzucanych do cenoty ofiar (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Opowiemy o losach nieszczęsnego Edwarda H. Thompsona, który jako jedyny wrócił z tarczą ze spotkania ze słynną Cenote Sagrado – Świętą Cenotą Chichen Itza, jak również o tych, którzy przegrali zmagania z tym najsłynniejszym celem pielgrzymek dawnej Mezoameryki.
Zoomorficzny poral w stylu Chenes na przybudówce do kompleksu Las Monas (ryc. Frederick Catherwood 1844)
Poznamy trzy spośród wyszukanych stylów architektonicznych Majów: Puuc, Chenes i Maya Toltec. Omówimy wiele elementów symboliki zakodowanych w ich ikonografii. Poznamy zagadki dotyczące relacji między późną, postklasyczną cywilizacją Majów, a ich środkowomeksykańskimi sąsiadami, zwanymi do dziś na roboczo Toltekami (nie było tak naprawdę, żadnych Tolteków, a raczej toltecy 😉 ). Pomimo iż ślady archeologiczne nie potwierdzają hipotezy o tolteckiej inwazji na Chichen Itza, nawet dziecko zauważy architektoniczne podobieństwo najpóźniejszych tutejszych budowli do tych z odległej Tuli w stanie Hidalgo.
Chichen Viejo – nowe możliwości zwiedzania Chichen Itza
Świątynia Serii Początkowej w Chichen Itza skrywa najstarsze ze znalezionych do tej pory murów na terenie miasta. Była jedną z najwazniejszych na terenie Chichen Viejo – zamkniętego kompleksu rezydencyjnego znajdującego się obecnie w odizolowanej tropikalnym lasem części stanowiska archeologicznego (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Wycieczka do Chichen Itza to nie tylko selfie pointy w najsłynniejszych ruinach. Jeśli na dzień wyprawy wybierzemy sobotę lub piątek, da nam to szansę na odwiedzenie Chichen Viejo – niedawno dopuszczonej do zwiedzania części stanowiska, o limitowanym dostępie do 50 osób dziennie. Zamknięta część Chichen Itza położona jest zdala od zgiełku, pośród gęstych drzew jukatańskiej selwy.
Ołtarz radialny w Chichen Viejo (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Odwiedzenie tego miejsca wymaga jednak wcześniejszej rejestracji i uzyskania pozwolenia INAH. Dlatego nie jest to temat na ostatnią chwilę. W pozostałe dni tygodnia proponujemy niemniej ciekawe i zupełnie nieznane stanowisko archeologiczne Yaxuna z piramidami, na które można wchodzić. Yaxuna to również stacja końcowa najdłuższej znanej drogi Majów, która przez setkę kilometrów ciągnie się aż do Coba i ruinami budynków, które poprzedzają Chichen Itza o dobre tysiąc lat.
Ruiny świątyni na końcu stukilometrowej sacbe – drogi Majów, łączącej niegdyś Coba z Yaxuna (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Orzeźwiająca woda cenoty
Po ruinach Majów zapraszamy na ochłodę w wodach cenoty. Jeśli nie boicie się zgiełku, lubicie skoki z wysokości i macie parcie na zaliczanie słynnych miejsc, może to być pobliska Cenote Ik Kil. Odbywały się w niej kiedyś słynne zawody w skokach Red Bulla. Jeśli wolicie bardziej dzikie scenerie, po drodze na Riviera Maya znamy dobrze kilka takich, które bardziej Was oczarują, a których nazw z oczywistych względów tu nie wymienimy. I nie ma na tej liście tak przereklamowanych miejsc jak kolejny selfie point w słynnej cenote Suytun, ale jeżeli ktoś się uprze, może być oczywiście i tam 😉
Jedna z cenot jakie mamy do dyspozycji mniej więcej po drodze z Cancun (fot: P.A. Trześniowski 2025)
Wycieczka do Chichen Itza – logistyka
Magiczny wieczór ze współczesnymi Majami na zocalo w kolonialnym Valladolid (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Położone w centrum północnej części półwyspu Jukatan, Chichen Itza nie znajduje się jednak na wyciągniecie ręki z obleganych kurortów turystycznych na Riviera Maya, jak Tulum czy Playa del Carmen, a już szczególnie najbardziej oblegane Cancun. Aby stanąć u wrót antycznego miasta na otwarcie bram zanim palące Słońce znajdzie się wysoko, a tabuny turystów zaleją drogi i place, trzeba wyjechać odpowiednio wcześnie. Około 5:45 z Tulum, 5:25 z Akumal, 4:40 z Playa del Carmen i 4:30 z Cancun.
Restaruracja w atrium najstarszego z hoteli w Valladolid (fot: P.A. Trześniowski 2020)
Po drodze możemy stanąć na szybkie śniadanie w kolonialnym miasteczku Valladolid, które najbardziej klimatycznie wygląda właśnie o poranku. Przystanek jednak trzeba również uzwględnić w czasie trwania dojazdu. W kolonialnym Valladolid możemy zatrzymać się również na kolację.
Crema de Chaya w jednej z klimatycznych restauracji w Valladolid – jedno z najbardziej charakterystycznych dań kuchni jukateckiej, dostępnej w najstarszych restauracjach Merida, Campeche i Valladolid (fot: P.A. Trześniowski 2021)
Ołtarz w kształcie skorupy żółwia w Chichen Viejo – otoczonej selwą części stanowiska niedostępnej bez uprzedniej rejestracji (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Po pierwsze komfort – robimy wycieczki w małych, maksymalnie 6-osobowych grupach, dla par, a nawet dla pojedynczych osób.
Dajemy sobie czas – poznanie Chichen Itza zajmuje minimum 4 godziny, spacer po Chichen Viejo czy Yaxuna kolejną, piątą godzinę. Dlatego nie ugniatamy w ciągu jednego dnia Chichen Itza z innymi rozległymi stanowiskami archeologicznymi, jak Coba, Ek Balam czy Tulum. Nie ograniczamy również czasu spędzanego w cenocie.
Do pełnego turystów stanowiska archeologicznego dodajemy niedawno udostępnione do zwiedzania ruiny Chichen Viejo, z limitowaną liczbą odwiedzających, otoczone przyrodą, lub ruiny Yaxuna.
Do programów podchodzimy elastycznie, zgodnie z preferencjami uczestników. W kameralnych grupach łatwiej to uzgodnić 😉
Nasze wycieczki prowadzi polski archeolog – specjalista od archeologii Majów
Świeże warzywa i owoce na mercado – targowisku Majów w Valladolid (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Cena – 180 EUR od osoby (grupach VIP: 4-6 osób) obejmuje transfery, bilety wstępu, polskiego przewodnika – archeologa oraz owoce i wodę. Wycieczki w wersjach super VIP: 1 osoba 300 EUR, 2 osoby po 250 EUR/osoby.
Wycieczka do Chichen Itza wymaga wcześniejszej rezerwacji, szczególnie w wersji z Chichen Viejo. Najbliższe dostępne terminy to: 17 i 18 lutego (np. z Yaxuna, ale bez Chichen Viejo), 27 lutego (z Chichen Viejo), następnie dopiero przedział 5-18 kwietnia 2026.
Brama Chichen Viejo w Chichen Itza (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Solar Eclipse Run 2024, Meksyk, Wycieczki i zwiedzanie Meksyku z polskim archeologiem, Los Toriles, Ixtlán del Río, Tequila, archeowyprawy
Pora na Los Toriles. Przebudzenie w Ixtlán del Río należało do tych wspanialszych. Nie to, że nie czuję w kościach wczorajszych ośmiu godzin jazdy. W drodze nadeszło przesilenie. Czuję, że antybiotyk wygrał i wracam właśnie do formy. Nie przeszkadza mi nawet wielka kałuża wody rozlanej na podłodze z zepsutego najwyraźniej klimatyzatora, który, trawiony resztkami gorączki, ośmiłem się nieopatrznie uruchomić. Agnieszka zdążyła zrobić już burritos, z tego co jeszcze mieliśmy w zapasach i pieczywa, które przezornie zakupiłem wczoraj. W salonie pachnie kawą. Szybki prysznic, pakowanie, zapowiada się kolejny piękny dzień w Meksyku.
Stanowisko archeologiczne Los Toriles w Ixtlan del Rio (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Na koniec wysyłam właścicielowi domu zdjęcia, komunikując, że drzwi ładnie zamknięte, a my już się odmeldowujemy. Klucz zostawiamy w skrzynce zabezpieczonej szyfrem. Wymieniamy uprzejmości przez Sieć i ruszamy w drogę. Na stanowisko archeologiczne Los Toriles nie jest na szczęście daleko.
Strefa archeo Los Torilles
Zarys dawnych pałaców. Stanowisko archeologiczne Los Toriles w Ixtlan del Rio (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Po wejściu na teren strefy Los Toriles czuję lekkie rozczarowanie. Podobnie jak w La Ferreria, Tuli, El Cerrito, La Quemada, Tancama, wszystko jest tutaj… mocno zrekonstruowane. Rekonstrukcja oznacza interpretację, a interpetacją nie zawsze jest zgodna z historią. Ja wolę się domyślać… Poza tym zrujnowane budowle wyglądaję lepiej niż posklejane cementem z użyciem uzupełnień w postaci współczesnych materiałów. Los Toriles to jednak przy tym wszystkim grupa jednej budowli 😉
Wpływy tolteckie – platforma radialna na stanowisku archeologicznym Los Toriles w Ixtlan del Rio (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Na stanowisku Los Torilles zrekonstruowano ich kilka. Standardowo do pasa lub poziomu kolan, dając wyobraźnię jak miałyby wyglądać zarysy brył dawnych budynków ceremonialnych i administracyjnych. Jeśli widzieliście już kilka, kilkanaście stanowisk, pewnie nie wniosą wiele do Waszej wiedzy o Mezoameryce. Jest tu jednak jedna wyjątkowa, choć niewielka budowla, dla której na pewno warto się wybrać do Ixtlán del Río 😉
Okrągła platforma z interesującymi otworami w kształcie krzyży przypisywana jest kultowi Pierzastego Węża. Stanowisko archeologiczne Los Toriles w Ixtlan del Rio (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Zagadkowy Lud Muszli w Nayarit — jedni z pierwszych kolonizatorów Ameryk
Tereny te nie są dobrze przebadane, ani też dobrze opisane w literaturze. A podobno pochodzą stąd ślady jednych z najstarszych kolonizatorów kontynentów Ameryk — Los Concheros, kultury, która pojawiła się tu, w Nayarit, na wybrzeżu Pacyfiku około 2000 p.n.e. i znana jest z używania morskich muszli. Pozostały po nich też petroglify na stanowiskach: Santiago Ixcuintla, Las Parejas, Emérita, Yago, El Caballo i Acatán de las Piñas.
Wpływy tolteckie – platforma radialna na stanowisku archeologicznym Los Toriles w Ixtlan del Rio (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Nahuatl — druga fala kolonizatorów z pólnocy w Los Toriles
Około 850 p.n.e. przybyli na te tereny Chimalhuacanowie, lud z grupy językowej Nahuatl. To właśnie tamtych czasów sięgają korzenie stanowiska Los Toriles.
Stanowisko archeologiczne Los Toriles w Ixtlan del Rio (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Zagadkowe groby szybowe w Los Toriles
Około 500 p.n.e. pojawiły się tutaj groby szybowe… Tradycja, która utrzymała się mniej więcej przez jakieś tysiąclecie od Colimy przez Sierra Madre w Jalisco aż po stan Nayarit. Przedstawiano nam je na studiach, jako przykład inkogruencji terenów zachodniej Mezoameryki, za to z analogiami w Ameryce Południowej… Łuk Grobów Szybowych ciągnie się rzeczywiście od pacyficznych ujść czterech dużych rzek poprzez tworzony przez ich koryta półksiężyc. W Los Toriles korzystanie z groby szybowe datowane są na lata 300 p.n.e. – 300 n.e.
Stanowisko archeologiczne Los Toriles w Ixtlan del Rio (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Aztatlán w Los Toriles — Mezoameryka Zachodnia
Stanowisko archeologiczne Los Toriles znajduje się między dwiema z nich: Rio Grande de Santiago, biorącą swój początek z Laguna de Chapala i Rio Ameca. Leży nad jednym z dopływów Rio Ameca. Obie spływają oczywiście do Oceanu Spokojnego. Praktycznie wszystkie znane artefakty Kultury Gróbów Szybowych pochodzą jednak z rabunku. Pozbawionych kontekstu nie da się datować, bądź jest to bardzo utrudnione. W El Openo, w stanie Michoacan znaleziono np. grób szybowy datowany aż na 1500 p.n.e. Tysiąc lat więcej niż datuje się tę kulturę… Tutejsze ludy, a konkretnie Aztatlán nabyli też umiejętność wykonywania niektórych narzędzi… z metalu.
Stanowisko archeologiczne Los Toriles w Ixtlan del Rio (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Kultura Aztatlán w Los Toriles, datowana jest na lata 300 p.n.e. – 1100 n.e. Miała ona bliskie kontakty z Toltekami i Altiplano — terenami środkowego Meksyku. Wraz z wymianą idei pojawiła się tu mezoamerykańska architketura: boiska do pok-ta-pok, platformy piramidalne, pochówki w dużych ceramicznych naczyniach. Los Toriles dominawało na mniejszymi okolicznymi ośrodkami, jak: Cacalután, Tepuzhuacán, Mexpan, Zoatlán, Xala, Jomulco, Tequepexpan, Camotlán, Tetitlán, Acuitapilco, Zapotán.
Świątynia Pierzastego Węża
Stanowisko archeologiczne Los Toriles w Ixtlan del Rio (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Obecne Los Toriles to zrekonstruowana architektura postklasyczna. Znajdziemy tutaj niskie platformy radialne — wyraźne dowody konaktów z Toltekami, bądź wręcz tolteckich wpływów. Najciekawszą z budowli jest okrągła platforma z pięcioma promieniście rozłozonymi wejściami. Niecodzienna symetria rozgwiazdy… Pamiętacie zapewne, jak rzadko występują okrągłe struktury w architekturze Mezoameryki? Otwory ścienne w kształcie krzyży nadają jej dodatkowo anachronicznego wyglądu.
Stanowisko archeologiczne Los Toriles w Ixtlan del Rio (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Na południe
Po zwiedzeniu Los Toriles czas znowu ruszać w dalszą drogę. Do stolicy stanu Jalisco — Guadalajary mamy stąd tylko 150 km. Niby niecałe trzy godziny, lecz po drodze jest miasteczko o urokliwie brzmiącej nazwie Tequila, które Agnieszka zapragnęła odwiedzić. Jako oddana amatorka tego właśnie trunku zaplanowała w Tequili zakupy dla siebie, rodziny i przyjaciół w Polsce. Ja natomiast w programie mam jeszcz jedno ważne stanowisko archeologiczne. Teuchitlan, zwane też Guachimontones. Naważniejsze w Jalisco 🙂
Stanowisko archeologiczne Los Toriles w Ixtlan del Rio (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Solar Eclipse Run 2024, Meksyk, Wycieczki i zwiedzanie Meksyku z polskim archeologiem, Zacatecas, ruiny, muzeum, barok, Rafael Coronel, archeowyprawy
Barokowe impresje – wnętrza byłego klasztoru San Francisco w Zacatecas przejęte przez Museo Rafael Coronel (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Kolejny raz jedziemy tym samym łukiem po koronie kotliny, spoglądając w dół na Zacatecas. Agnieszka ma chyba dosyć przygód, ale ja, mając pewność, że potrafię wspiąć się chińskim wózkiem pod górę, decuduję się na ponowny zjazd na dół. Zostały przecież muzea!! Ostrzyliśmy sobie zęby na trzy: Pedro Coronela, Museo Zacatecano i Rafaela Coronela, ale czasu prawdopodobnie starczy nam tylko na jedno.
Ex Convento San Francisco de Almoloyan y de Asís w Zacatecas. Piękny przykład stylu Churrigueresque (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Mam ochotę na Museo Zacatecano, licząc na jakąś drobną kolekcję artefaktów archeologicznych z regionu. Ostanie kilka dni było głównie przygodą z kolonialną architekturą ze wskazaniem na Churrigueresque, więc chyba brakuję mi prekolumbijskiej archeologii, a dzisiejsza wizyta w ruinach La Quemada tylko rozpaliła apetyt. W końcu jednak wybieramy Museo Rafaela Coronela, które jest najbliżej.
Barokowe impresje – wnętrza byłego klasztoru San Francisco w Zacatecas przejęte przez Museo Rafael Coronel (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Muzeum mieści się w zrujnowanych pomieszczeniach klasztornych dawnego kowentu San Francisco de Almoloyan y de Asís, gdzie zaledwie dzień wcześniej zaczęliśmy zwiedzanie Zacatecas. To tylko jedna doba, a tyle się w międzyczasie wydarzyło…
Barokowe impresje – wnętrza byłego klasztoru San Francisco w Zacatecas przejęte przez Museo Rafael Coronel (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Wnętrze kompleksu klasztornego pachnie trochę królewskim zamkiem Amber, a trochę kaprysami malarskimi barokowych mistrzów. Łuki wspierały niegdyś dachy, po których nie został ślad. Krzyżują się dziś pod dziwnymi kątami, podpierając niebo.
Barokowe impresje – wnętrza byłego klasztoru San Francisco w Zacatecas przejęte przez Museo Rafael Coronel (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Resztkom konstrukcji dodaje smaku roslinność, a gdzieniegdzie drobne współczesne wtrenty. Jak na capriccio – fantastycznych obrazach ruin, gdzie na gruzach tysiąc lat później nadal toczy się życie. Słońce wlewa się do środka niepowstrzymywane, tworząc ostre kontrasty światła i cieni. Chiaroscuro… Jakbyśmy nagle sami znaleźli się na płótnie Bellottiego, czy Gian Paolo Paniniego…
Barokowe impresje – wnętrza byłego klasztoru San Francisco w Zacatecas przejęte przez Museo Rafael Coronel (fot: P.A. Trześniowski 2024)
W ciemnych, odrestaurowanych w ubiegłym stuleciu pomieszczeniach dawnego kownentu kolekcja mrocznych obrazów. Niezły kontrast do rozpalonego słońcem dnia…
Rafael Coronel: El Bebe. Ekspozycja Museo de Rafael Coronel w Zacatecas (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Rafael Coronel Arroyo (1931–2019) to jeden z bardziej charakterystycznych artystów współczesnego Meksyku. Malarzem i rzeźbiarzem był również jego starszy brat – Pedro Coronel Arroyo (1922-1985). Obaj Coronelowie urodzili się w stanie Zacatecas i obydwaj mają tu dzisiaj swoje muzea. Mam przeczucie, że wybraliśmy jednak ciekawsze…
Rafael Coronel: El Rehilete. Ekspozycja Museo de Rafael Coronel w Zacatecas (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Nie jestem krytykiem sztuki :/ Malarstwo Coronela przemówiło do mnie poprzez ciemne tonacje. Mrok związany z refleksjami nad upływem czasu – przedstawianymi w iście mezoamerykański sposób, gdzie kukurydza jest równocześnie dojrzałym strąkiem, młodym kwiatem i wrzucanym w dziurkę w ziemi nasionkiem, które któregoś dnia da początek nowemu życiu. Wizje zdarzeń ze światów godnych prozy Rogera Zelaznego. El tastoán y la niña de Jerez to impreza, która mogłaby rozgrywać się w Dworcach…
Rafael Coronel: El tastoán y la niña de Jerez. Ekspozycja Museo de Rafael Coronel w Zacatecas (fot: P.A. Trześniowski 2024)
W kolejnych salach za to niesamowita niespodzianka… Muzeum szczyci się kolekcją masek i innych rzeźb Rafaela Coronela. Agnieszka idzie je oglądać – są wyeksponowane na piętrze. Ja wpadam w dziurę czasu, gdy widzę setki, nie setki – tysiące prekolumbijskich artefaktów zgromadzonych wśród murów na parterze.
Barokowe impresje – wnętrza byłego klasztoru San Francisco w Zacatecas przejęte przez Museo Rafael Coronel (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Różne kultury środkowego i północnego Meksyku, w większości skąpo opisane – jak to zwykle bywa w muzeach. Jednak kolekcja tak ogromna i tak różnorodna, że na jakiś czas zapominam nawet o zbliżającym się zaćmieniu Słońca. Zdjęciami artefaktów nie będę Was chwilowo zamęczał – to raczej temat na grubą książkę archeo. Wróćmy do miejsca, które wydaje się wyrwane z czasu i przestrzeni.
Barokowe impresje – wnętrza byłego klasztoru San Francisco w Zacatecas przejęte przez Museo Rafael Coronel (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Z żalem opuszczamy muzeum. Nasz chiński rydwan po raz ostatni zdobywa slalomem stromy stok kotliny. Ruszamy w drogę do El Torreon. Ponad czterysta kilometrów, dwie granice stanów, doliny między między wschodnim i zachodnim łańcuchem Sierra Madre, ale nie wyjdzie bez tankowania po drodze. Na górze miałem już na tę okoliczność upatrzoną stację. Po drodze do La Quemada była magna po 23,19 pestek za litr. Chyba najtaniej w okolicy…
Barokowe impresje – wnętrza byłego klasztoru San Francisco w Zacatecas przejęte przez Museo Rafael Coronel (fot: P.A. Trześniowski 2024)
San Luis Potosi, Solar Eclipse Run 2024, Meksyk, Wycieczki z archeologiem po Meksyku, archeowyprawy, Architektura Kolonialna, Barok, Ultrabarok, Churrigueresque, klasycyzm
Współczesna sztuka San Luis Potosi (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Wychodzimy na wieczorny spacer po San Luis Potosi. Z hotelu Insurgentes mamy tylko pięć minut na Plaza del Carmen, przy którym mieści się El Templo de Nuestra Señora del Carmen. Pokryte suto zdobieniami pilastry i kolumny, gęsto upakowane na ultrabarokowej fasadzie świątyni z daleka przyciągają nasz wzrok. Kościół, niestety jest zamknięty, ale w ultrabaroku najbardziej cenię sobie przednie fasady i wieże, a to akurat mamy pięknie wyeksponowane. Churrigueresque…
Ultrabarok El Templo de Nuestra Señora del Carmen
Ultrabarokowa fasada El Templo de Nuestra Señora del Carmen w San Luis Potosi (fot: P.A. Trześniowski 2024)
El Templo de Nuestra Señora del Carmen narodziła się w 1765 r., gdy Joaquin de la Concepción rozpoczął budowę barokowej wieży. Kolejni przeorowie dokładali obrazy i ołtarze. Podupadający kościół odrestaurowano w 1898 r. Odnowiono ściany i sklepienia w stylu bizantyjskim, na pendytywach dodano medaliony czczonych przez karmelitów świętych. W niespokojnych latach 1824-1825, gdy powstawało państwo Meksyk, zniszczono barokowy ołtarz. Został on później zastąpiony mocno rozbudowaną klasycystyczną wersją, z podobiznami siedmiu archaniołów: Michała, Rafała, Gabriela, Uriela, Sealtiela, Barachiela i Jegudiela, która również uległa zniszczeniu w 1959 r. Nie wejdziemy jednak do środka tym razem…
Ultrabarokowy portal El Templo de Nuestra Señora del Carmen w San Luis Potosi (fot: P.A. Trześniowski 2024)
W dolnej części fasady piętrzą się cztery ażurowe kolumny Salomona – specyficzny wynalazek ultrabaroku, albo, jak kto woli – Churrigueresque. Prócz wpływów mauretańskich w formie motywów roślinnych, w dolnej części kolumn widzę jakby odciśnięte trzcinowe maty… Interesujące, czy karmelici w XVIII stuleciu zdawali sobie sprawę co w prekolumbijskiej Mezoameryce oznaczał motyw HAL – plecionej maty..? Franciszkanie w Jalpan de Serra, skąd właśnie przyjechaliśmy, umieszczali z premedytacją prekolumbijskie motywy w programie ikonograficznym swej bogatej fasady. Trudno zliczyć pilastry w górnej części świątyni…
Ultrabarokowa wieża Catedral Metropolitana de San Luis Potosí – Catedral de Nuestra Señora de la Expectación w San Luis Potosi (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Kontynuujemy spacer, bo pora już coś przekąsić. Dwa bloki dalej jest tutejsze zócalo, które nosi jeszcze historyczną nazwę Plaza de Armas. Tak przecież nazywały się kiedyś wszystkie główne place kolonialnych miast na podbitych przez Hiszpanów kontynentach obu pechowych Ameryk. Z oddali widać kolejne ultrabarokowe wieże. Po drodze na zócalo nabywamy po garnuszku esquite. Suto zalewam swój salsą i wpycham ile wlezie długich smukłych papryczek chili. Po nagłych zwrotach akcji na trasie z Jalpan de Serra, zgubieniu i znalezieniu kamery kosztem kilku dodatkowych godzin za kółkiem w Sierra Madre Oriental, mam ochotę na ostro. W sumie zawsze mam ochotę na ostro…
Ultrabarok Catedral Metropolitana de San Luis Potosí – Catedral de Nuestra Señora de la Expectación
Ultrabarokowy portal Catedral Metropolitana de San Luis Potosí – Catedral de Nuestra Señora de la Expectación w San Luis Potosi (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Gdy tylko wychodzimy zza rogu zatrzymuje nas w miejscu widok wspaniałego portalu, wystającego z fasady Catedral Metropolitana de San Luis Potosí. Spiralnie poskręcane kolumny Salomona, gęsto ozdobione motywami roślinnymi, karbowane pilastry, a między nimi w niszach marmurowe figury świętych. Połykam szybko swoją kukurydzę i zabieram się do robienia zdjęć.
Ultrabarokowa fasada Catedral Metropolitana de San Luis Potosí – Catedral de Nuestra Señora de la Expectación w San Luis Potosi (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Ultrabarokowy portal Catedral Metropolitana de San Luis Potosí – Catedral de Nuestra Señora de la Expectación w San Luis Potosi (fot: P.A. Trześniowski 2024)
W niszach figury dwunastu apostołów, wyrzeźbione z marmuru z Carrara przez braci Biaggi. To repliki rzeźb apostołów z archikaterdy de San Juan de Letrán w Rzymie. Zastąpiły wcześniejsze rzeźby dwunastu apostołów wykonane z lokalnego kamienia. Teraz zdobią krawędzie dachu. Podobno Catedral Metropolitana de San Luis Potosí de Nuestra Señora de la Expectación to jedyna świątynia, którą zdobią rzeźby aż 24 apostołów…
Ultrabarokowa wieża z karylionem i zegar nad portalem Catedral Metropolitana de San Luis Potosí – Catedral de Nuestra Señora de la Expectación w San Luis Potosi (fot: P.A. Trześniowski 2024)
W medalionie nad wejściem widniał niegdyś herb – toponim, jak powiedzieliby epigraficy… Powyżej medalionu zegar, a nad zegarem, pośród kolumn barokowej kapliczki jaśnieje rzeźba Matki Boskiej. Wieże nie pochodzą z tego samego czasu, ale jedna jest wierną kopią drugiej. W północnej, na dwusetną rocznicę niepodległości Meksyku zainstalowano karylion, ponoć jedyny taki w całym Meksyku…
Plaza de Armas w San Luis Potosi
Gazebo na Plaza de Armas w San Luis Potosi (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Za plecami, w centrum Plaza de Armas mamy piękne gazebo. Jak przystało na porządne zócalo… 😉 Tam gdzie nie ma gazebo, na zócalo może być fontanna, jak w Valladolid na półwyspie Jukatan. W San Lusi Potosi nie musimy się zastanawiać co lepsze, znajdziemy tutaj obe te rozwiązania.
Fontanna na zócalo w San Lusi Potosi (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Raz jeszcze odwracamy się do katedry. Dach wieńczy ośmiokątna kopuła. Mocno rozbudowaną, trzynawową bryłę przecinają aż dwa transepty. Pora przejść się po tutejszych uliczkach…
Ultrabarokowe wieże Catedral Metropolitana de San Luis Potosí – Catedral de Nuestra Señora de la Expectación w San Luis Potosi (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Człowiek z La Manchy w San Luis Potosi…
Don Kichot kojarzy mi się na szczęście bardziej z piękną Sophią Loren niż z nieprawnym romantykiem, któremu dziwnie współczuję. Mile wspominam oglądaną niedawno adaptację Człowiek z La Manchy w Teatrze Dramatycznym. Spotkałem kiedyś kobietę, która twierdziła, że mnie również książki zepsuły i pognały w świat… Nie wiem czy czytała El ingenioso hidalgo don Quijote de la Mancha, z zasady raczej nie czytała wiele, ale coś w tym jest. Czy skończę jak Don Kichot? Chyba raczej jak Maler. Teoberto Maler…
Don Kichote i Sancho Pansa – bohaterowie z kart Cervantesa w Centro Historico w San Lusi Potosi (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Zapraszamy na pulque…
Mam ochotę na pulque. Mijajamy grupę policjantów zapatrzonych w swoje smartfony. Zaglądam im dyskretnie przez ramię i widzę, że zapamiętale grają w gry, więc aż mi głupio ich odrywać, ale proszę o polecenie porządnej pulqueríi z klimatem. Szukamy przybytku kilka przecznic dalej. W pulque nie chodzi o sam smak, liczy się również klimat…
Kolonialna architektura uliczek w Centro Historico San Luis Potosi (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Zimny napój zaprawiony sokiem pieści powłóczyście język i podniebienie. Przywołuje wspomnienie tekstu o majańskich trunkach, i… przerażających sposobach aplikacji trunków przez Majów, który popełniłem kiedyś na studiach. Krew, wymioty i wino… Nie czytajcie tego przy jedzeniu czasami :/
Klasycystyczne elementy na bocznej elewacji Catedral Metropolitana de San Luis Potosí – Catedral de Nuestra Señora de la Expectación w San Luis Potosi (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Pora wracać powoli, bo jutro kolejny długi dzień drogi… Musimy dostać się do Zacatecas. Kolejny stan Meksyku i kolejne wyzwania. Rozległe Centro HistoricoSan Luis Potosi sprawia, że nie musimy się spieszyć, podziwiając po drodze architekturę z różnych epok Meksyku. By zobaczyć więcej, wybieramy, jak zwykle dłuższą drogę.
Kolonialna architektura uliczek w Centro Historico San Luis Potosi (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Natykamy się na skrzyżowanie ze skwerem, na którym stoi pomnik. Przystępu do pomnika bronią jednak psy. Bezpańskie psy różnych ras i rozmiarów. Ktokolwiek stoi na pomniku, musiał być wielkim przyjacielem psów, skoro schodzą się tu co noc wszystkie szczekusie z miasta.
Kolonialna architektura uliczek w Centro Historico San Luis Potosi (fot: P.A. Trześniowski 2024)Ktokolwiek stoi na pomniku, musiał być wielkim przyjacielem psów, skoro schodzą się tu co noc wszystkie psy z miasta San Luis Potosi (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Mam świadomość, że nie wyczerpaliśmy San Luis Potosi, skupiając się na elewacjach ledwie dwóch spośród wielu budowli. Mamy jednakże tylko trzy tygodnie na ten rajd po Meksyku, a za cztery dni nasze wymarzone całkowite zaćmienie Słońca. Wieleset kilometrów i kilka stanów dalej. Kolejne całkowite dopiero w 2026 roku w Hiszpanii. Tam też znajdzie się pewnie porządny ultrabarok… 🖖🤠
Współczesna sztuka San Luis Potosi (fot: P.A. Trześniowski 2024)
SIerra Madre, Solar Eclipse Run 2024, Meksyk, Wycieczki z archeologiem po Meksyku, archeowyprawy, Queretaro, San Luis Potosi
Meksyk, Sierra Madre Oriental (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Pora na Sierra Madre… Minęło już południe, więc po wspaniałym poranku na dobrej kawie w Jalpan de Sierra i jeszcze lepszym przedpołudniu na zagadkowym stanowisku archeologicznym Tancama, należącym do kultury Huasteków, czas ruszać w dalszą drogę, ku zaćmieniu Słońca.
Środki komunikacji międzymiastowej z dala od rezolucji i regulacji (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Zawijamy zatem na północny-zachód, do Jalpan, z którego przyjechaliśmy, by przebić się dalej przez Sierra Gorda drogą federalną 69 aż do Rio Verde. Tam mamy skręcić bardziej ku zachodowi, drogą federalną 70, przez górskie serpentyny w okolicach Mojarras de Arriba, przełęcz San Antonio i kolejne pasmo wściekłych serpentyn Sierra de Alvarez. Jakieś 250 km, cztery i pół godziny… W teorii.
Maczetero w Jalpan de Serra (fot: P.A Trześniowski 2024)
Po 13-tej przejeżdżamy przez Jalpan de Sierra, dobrze nam już znane. Droga biegnąca wąwozem między zabudowaniami, pełna wąskich kładek dla pieszych, łączących obie wypiętrzone strony. Na skrzyżowaniu „maczetero prestidigidatoro”. Prawdziwy talent, bo sprawnie machać i żonglować kapeluszem na nodze i trzema maczetami w rękach to jedno. Drugie, gdy robi się to stojąc na monocyklu. Przebijamy się przez Jalpan de Serra, niestety, nie po raz ostatni. Ale nie uprzedzajmy faktów.
Średnia wysokość Sierra Madre Oriental to 2400-2700 m n.p.m (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Dalsza droga przez Sierra Gorda jest nie mniej malownicza o tej porze dnia, co wczoraj, w złotej godzinie przyjemnie zachodzącego Słońca. Obsypane zielenią konary drzew tworzą nad nią pergole. Czasem z poboczy i pastwisk podnosi się jednak kurz…
Droga przez wyżyny Sierra Madre Oriental (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Agnieszka wykłada mi wizję świata opartą na religii. Nie mam nic przeciw wizjom, ale grzecznie wyciągam kilka bazowych niespójności – tak dla gimnastyki umysłu i podtrzymania rozmowy, nie w nadziei, że mi coś wyjaśni. Słyszę jednak, że mówi to samo co poprzednim razem, więc bez odrywania myśli od zawiłych zwrotów w archeologii Kaanul, wyciągam z zakamarków RAM-u jakieś kontrargumenty, te same co ostatnio. Agnieszka rzuca się na nie z zapałem i tak czas upływa nam na obyczajnej konwersacji.
Sierra Madre Oriental zbudowane są głównie z łupków i wapieni (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Pasmo Sierra Madre Oriental stanowi wschodnią rubież rozległej Altiplano – Wyżyny Meksykańskiej, gdzie mieściło się tyle ważnych ognisk prekolumbijskich cywilizacji, jak tajemnicze Teotihuacan czy tolteckie Tula i El Cerrito. To przedłużenie Gór Skalistych ciągnących się przez dzisiejsze USA, przeciętych przez graniczną Rio Grande. Dalej pasmo to biegnie przez dzisiejsze meksykańskie stany Coahuila, San Luis Potosi, Queretaro, Hidalgo i Tlaxcala, gdzie łączy się z rozciągającym się w poprzek dzisiejszego Meksyku pasmem Kordyliery Wulkanicznej.
Kaktusy na zakręcie gdzieś w Sierra Madre Oriental (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Mijamy interesujące ruiny z czasów kolonialnych, stajemy zatem, by zrobić kilka zdjęć. Jest gorąco, jak to zwykle w Meksyku. A gdy przychodzi mi do głowy, że warto byłoby zarejestrować je również kamerą, uświadamiam sobie, że… nie mam nigdzie kamery. W myślach przewijam zatem cały dzisiejszy dzień. Ten rachunek sumienia pozwala szybko wyłowić ze wspomnień głuchy dźwięk, gdy ściągałem aparat z szafki. Coś upadło…
Przydrożne ruiny na trasie w Sierra Madre Orriental (fot: P.A. Trześniowski 2024)
To coś może jeszcze tam leży, lecz jest już po 15-tej… Szybko obliczam szanse, zawracam auto i pruję tak jak się da do Jalpan. Po drodze piszę wiadomości do właścicielki domu, a nawet próbuję dzwonić, jednak nikt nie odbiera. Ani nie odpisuje. Cóż… Bez względu na rezultat, w San Lusi Potosi będziemy dobrze po zachodzie Słońca. Kamera leży tam gdzie sobie spadła – odrobina szczęścia w nieszczęściu. Dziękuję uprzejmej Meksykance, która z dzieckiem na ręku otworzyła nam drzwi i nie chciała nawet wchodzić z nami na górę.
Długa droga przez Sierra Madre Oriental (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Ruszamy po raz czwarty drogą 69. W Rio Verde skręcam, by znaleźć stację benzynową. Jakąś tańszą o parę pesos, nie jak przy głównej trasie. Trafiamy na Zocalo kolonialnego miasta, zbudowanego wkrótce po konkwiście, w 1552 r. Niedaleko stąd leży laguna La Media Luna z archeologicznymi pozostałościami po mało znanej kulturze Rio Verde – ludziach, którzy żyli tutaj w okresie klasycznym, ale dzisiaj nie mamy na nią czasu. Ani sprzętu do nurkowania, jeśli już o to chodzi. Długo kręcimy wąskimi jednokierunkowymi uliczkami, zanim ruszymy w dalszą drogę. To jest połowa drogi.
Rioverde w stanie San Luis Potosi (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Najwyższy szczyt Sierra Madre Oriental – Cerro El Potosí mierzy 3720 m n.p.m. – nie jak podaje to polska wikipedia 😉 Kolejne na podium to Cerro San Rafael (3715 m n.p.m.), Sierra de la Marta (3710 m n.p.m.) Cerro El Morro (3700 m n.p.m.) i Picacho San Onofre (3563 m n.p.m.). Na te góry, na szczęście nie musimy wspinać się dzisiaj, ani nawet jutro.
Zachodzące Słońce nad Sierra Madre Oriental (fot: P.A. Trześniowski 2024)
W złotym świetle zachodzącego Słońca wspinamy się na serpentyny Sierra de Alvarez, kolejnego pasma Sierra Madre Oriental, nie stając już nigdzie dla widoków. A te są całkiem znośne w tym gęstym złotym świetle…
Zachód Słońca nad San Luis Potosi (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Czy to był dobry dzień? Od opuszczenia Ognistego Wzgórza – Tancama w sumie najnudniejszy na trasie całej archeowyprawy, ale tak. Słońce zachodzi pięknie i długo jedziemy sobie w to zachodzące Słońce. Ze względu na autobus, który przez pół godziny starał się zmieścić w niewysokim tunelu, w hotelu Insurgentes w historycznym centrum San Luis Potosi meldujemy się już dobrze po zmroku. Pora może na jakiś wieczorny spacer i przysmaki kuchni chilango w oprawie kolonialnej architektury? Przed nami ultrabarok San Luis Potosi
Zachód Słońca nad San Luis Potosi (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Meksyk, Chiapas, Palenque, Plan de Ayutla, Jukatan, Becan, Dzibanche, Ichkabal, KINICHNA, Xpuhil, MORAL REFORMA, Bacalar, wycieczka z polskim przewodnikiem, zwiedzanie Meksyku z polskim archeologiem
Świątynia Inskrypcji – piramida z grobowcem Pakala Wielkiego (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Paleque to jedno z najwspanialszych spośród dostępnych i chętnie odwiedzanych przez turystów stanowisk archeologicznych na terenie Meksyku. W kulturze masowej Palenque zagościło na dobre, kiedy Alberto Rhuz Luhillier odkrył w 1952 r., po trzech latach przekopywania się przez zasypaną przez Majów klatkę schodową wewnątrz piramidy, grobowiec Pakala Wielkiego. Był to pierwszy pochówek majańskiego władcy odkryty wewnątrz piramidy.
Pakal Wielki w Narodowym Muzeum Antropologii (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Wyobraźnię łowców sensacji rozpalił mocno sarkofag Pakala, który słynny poszukiwacz pozaziemskich wpływów – Erich von Däniken przewrócił na bok, by zobaczyć na nim Pakala kierującego kosmicznym pojazdem. Było to jeszcze przed odczytaniem pisma Majów, ale już wtedy ikonografia sarkofagu kłóciła się z wywracaniem na bok umieszczonych na płycie przedstawień – Däniken mocno naciągnął rzeczywistość do swych tez, ale mleko się, niestety, rozlało. Do dziś jakiekolwiek wzmianki o paleoastronautach kojarzą się z postacią króla Pakala i piramidami Majów.
Z wizytą u Pakala Wielkiego w Muzeum Archeologicznym w Palenque (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Wycieczka do Palenque z polskim archeologiem przez wczesnoklasyczne Królestwo Węża i region Rio Bec
Turyści przybywający do Meksyku popełniają często błąd patrząc na mapę Meksyku, jak na mapę Polski. Meksyk to wielkie państwo, rozmiarów mniej więcej Europy Zachodniej. Do Palenque z Riviera Maya jest spory kawał drogi. Jeśli więc lądujecie w Cancun, a na liście waszych miejsc do odhaczenia znajduje się Palenque i wizyta u Pakala Wielkiego, warto zaplanować wyprawę tak, by maksymalnie wykorzystać ten czas i zobaczyć wszystko to, co powinno się zobaczyć na trasie.
Gdzie dobrze zjeść i co kupić… Jeden z majańskich dyskontów spożywczych -kopalnia taniego i zdrowego jedzenia na trasie naszej archeowyprawy (fot: P.A. Trześniowski 2019)
Piramida Kormoranów w Dzibanche skrywa grobowce wężowładców z dynastii Kaanul (fot: P.A. Trześniowski 2020)
Wyruszamy z Tulum jeszcze przed świtem tak, by zjeść lokalne śniadanie w Felipe Carillo Puerto, a u bram pierwszego archeologicznego stanowiska na trasie stawić się wraz z ich otwarciem. Ichkabal zostało otwarte dla turystyki na początku 2025 r. Odkryte dopiero w latach 1990. udostępnione zbyt wcześnie zdaniem archeologów – nie zostało bowiem porządnie przebadane, a mogą kryć się tutaj tajemnice korzenii Kaanul – najbardziej agresywnej dynastii na Nizinach Majów, która w okresie klasycznym – złotym wieku Majów, miała kolejne stolice w Dzibanche, z którego rozpoczęła podbój i Calakmul, z którego zarządzała najpotężniejszą hegemoiną świata Majów i ówczesnej Mezoameryki.
Piramida Kormoranów w Dzibanche z elementami środkowomeksykańskiegostylu architektonicznego talud-tablero, świadczy o zaskakujących konszachtach władców Węża z Teotihuacan (fot: P.A. Trześniowski 2020)
Zwiedzimy kolejne stanowiska Węży: Dzibanche z piramidami o unikalnym dialekcie architektonicznym, mieszającym styl talud-tablero odległego Teotihuacan z klasycznym stylem Peten; oraz Kinichna z ogromną piramidą triadyczną – reminiscencją poprzedniej epoki, w której wielkie preklasyczne imperium Majów ze stolicą w El Mirador pieczętowało granice swoich wpływów właśnie piramidami triadycznymi. W przeciwieństwie do Chichen Itza czy Coba na piramidy w Dzibanche można wchodzić, o ile nie są na nich prowadzone akurat badania archeologiczne.
Klimatyczne zaułki Dzibanche – wczesnoklasycznej stolicy dynastii Węża – Kaanul (fot: P.A. Trześniowski 2020)
Zwiedzanie ruin Majów to również okazja do bliskich spotkań z przyrodą Ameryki Środkowej. Ruiny Ichkabal, Dzibanche i Kinichna znajdują się w selwie – tak nazywamy dżunglę Mezoameryki. Spotykamy tu często czepiaki i wyjce – oba gatunki żyjących nadal na Jukatanie małp. W spokojniejsze dni zdarzają się szare lisy, tukany, trogony i indyki pawie. Na noc dojeżdżamy Xpujil – miejsca, które stanie się naszą bazą wypadową na kilka kolejnych dni. Kolacja w niesamowicie klimatyczej lokalnej jadłodajni z najlepszą quesadilla na półwyspie Jukatan.
Najlepsza quesadilla w rozmiarze XXL na półwyspie Jukatan w jednym z naszych ulubionych lokali w Xpujil (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Dzień II – centrum regionu Rio Bec
Jajecznica w stylu motulenos z przepyszną salsą w jednym z naszych ulubionych lokali w Xpujil (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Dzień drugi rozpoczniemy śniadaniem w kolejnym sprawdzonym lokalu, gdzie mamy szansę na najlepszą tutejszą wersję jajecznicy w stylu rancheros albo motulenos. Napój z bananów, albo innych owoców, kawa… i wyruszamy w drogę. Becan to nadal tajemnicze miasto. Oprócz najwyższych piramid w okolicy może poszczycić się fortyfikacjami widocznymi do dzisiaj. Umocnienia te pozwalały miastu opierać się przed wpływem potężnego imperium ze stolicą w El Mirador – mimo preklasycznych korzeni nigdy nie było tutaj triadycznej architektury.
Ogromna piramida IX w Becan. Tak, można na nią wchodzić 😉 (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Wyraźne wpływy Teotihuacan – przeciwnego stronnictwa w tutejszej architekturze zostały jednak starannie zniszczone w połowie V stulecia, gdy Becan padło ofiarą inwazji Węży z Dzibanche. Od tego czasu Becan stało się lokalnym puntkem projekcji siły dynastii Węża – Kaanul.
Wczesnoklasyczna maska boga lub władcy na elewacji piramidy IX w Becan (fot: P.A. Trześniowski 2019)
Archeolog pokaże kilka ukrytych przejść w ruinach Becan oraz schowanych komnat. Pokaże jak rozróżniać charakterystyczne wyróżniki stylu architektonicznego Rio Bec. Opowie o zawiłej historii regionu przed, w trakcie i po upadku dynastii Kaanul.
Słynny Cache 69-2, ofiara zakładzinowa ze struktury XIV w Becan: terakotowy pojemnik o antropomorficznym kształcie umieszczony w trójnożnej wazie w stylu plano relief carved brown glossware pochodzącym z południowych Nizin Majów, z figurkami w stylu Teotihuacan. Obecnie eksponowane w Museo Arqueológico de Campeche, Fuerte de San Miguel (fot: P.A. Trześniowski 2021)
Świeżo nabyte umiejętności będziemy rozwijać na dwóch lub trzech satelitarnych stanowiskach Becan, gdzie oprócz Rio Bec, zobaczymy też najpiękniejsze przykłady stylu architektonicznego Chenes w sercu regionu Rio Bec i z dala od regionu Chenes. W przeciwieństwie do Tulum czy Chichen Itza, piramidy Majów w Campeche są naprawdę głęboko zanurzone w selwie. Na wszystkich trzech albo czterech proponowanych tego dnia stanowiskach polują sokoły białogardłe. Widujemy tu często tukany, trogony oraz szare lisy. Na noc wracamy do Xpujil.
Piramida IV w Becan – rezydencje w stylu architektonicznym Rio Bec na szczycie piramidy w stylu Peten (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Dzień III – rajd do Palenque
Świątynia Hrabiego de Waldeck w Palenque, jednej z najbarwniejszych postaci w historii archeologicznych eksploracji Mezoameryki – przykład stylu architektonicznego Usumacinta (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Dzisiaj do przejechania mamy najdłuższy pojedynczy odcinek drogi. Jeżeli na śniadanie zatrzymamy się dopiero gdzieś na trasie, w ruinach Palenque będziemy wczesnym popołudniem. Aby uniknąć największego skwaru, zaczniemy jednak od lokalnego muzeum archeologicznego, gdzie usłyszymy o tajemnicach klejnotów i parafrenalii Czerwonej Królowej – małżonki Pakala Wielkiego. Istnieją przypuszczenia, że po totalnej destrukcji miasta przez armię Węży i egzekucji lokalnej dynastii Palenque na przełomie VI i VII stulecia n.e. to pani Ix Tz’akb’u Ajaw wniosła swemu mężowi w wianie krew dawnej dynastii, zachowaną w zupełnie innym mieście.
Wielki akropol i królewski pałac z wieżą Palenque (fot: P.A. Trześniowski 2022)
W muzeum jest również sala, w której w skali 1:1 odzworowano wspaniały grobowiec z sarkofagiem Pakala. Tutaj na własne oczy będziemy mogli ujrzeć jak bardzo błądzą apologeci Ericha von Dänikena. Archeolodzy odczytali pismo, symbole znają od dawna wszystkie historyczne postaci umieszczone na sarkofagu. W muzeum jest też wiele wspaniałych przykładów płaskorzeźb wykonanych w unikalnym stylu Palenque.
Świątynia XII w Palenque (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Palenque, jakie dane nam dziś ogladać, to miasto w całości zbudowane przez Pakala oraz jego synów. Węże zrównali poprzednią stolicę z ziemią, lecz archeolog wskaże dowód wcześniejszego związku tutejszej wczesnoklasycznej dynastii z odległym hegemonem w Teotihuacan. Obejdziemy dookoła królewski pałac, znajdujący się na wielkim akropolu wraz z jedną z najbardziej unikalnych struktur architektonicznych Majów – kilkupiętrową wieżą. Staniemy na placu Grupy Krzyża i wejdziemy na najwyższą z tutejszych świątyń, gdzie posłuchamy o zaklętej w kamieniu historii królewskiej dynastii Palenque oraz boskiej triady opiekującej się miastem.
Jedna z nielicznych wielopiętrowych budowli Majów (fot: P.A. Trześniowski 2022)
To epopeja, której najstarsze wydarzenia miały miejsce jeszcze przed stworzeniem obecnej wersji uniwersum. Posłuchamy o kołach czasu – kalendarzach Majów, których tryby kręcą się w nieskończoność, zapowiadając powrót władców tak, jak powraca Słońce i kukurydza… Staniemy u podnóża piramid skrywających grobowce Pakala i Czerwonej Królowej (do korytarza prowadzącego do jej grobowej komnaty można wchodzić). Wieczór możemy spędzić w mieście, uzupełniając zapasy, ale na nocleg staniemy w pobliżu ruin, by również w nocy cieszyć się otaczającą nas przyrodą regionu Usumacinta w Chiapas.
Model grobowca Czerwonej Królowej w Muzeum Archeologicznym w Palenque (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Dzień IV – Zaginiona stolica państwa Białego Psa i korona przechodnia Ak’e
Karambola, jeden ze skarbów Selwy Lakandonów nad rzeką Lacanja w Chiapas (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Dzisiaj zanurzymy się w Chiapas tak bardzo jak to tylko możliwe… Tego dnia postaramy się o zaszczyt odwiedzenia stanowisk, do których nie docierają zwykli turyści. O Plan de Ayutla i Lacanja Tzeltal – domniemanych stolicach zaginionego królestwa Sak Tz’i’ przeczytajcie tutaj: Sak Tz’i’ I: Zapomiane miasto Majów – Plan de Ayutla i tutaj: Sak Tz’i’ II: Odnalezione królestwo. Dziś czeka nas Przygoda przez duże P. Jeżeli starczy czasu możemy znów zaliczyć jakiś lolalny wodospad i nie ma nic do dodania 😉 Nocujemy gdzieś w Chiapas…
Dzień V – Pogranicza B’aakal i Królestwa Węża
Nowy dzień wstaje nad lasem mglistym w Chiapas (fot: P.A. Trześniowski 2017)
Mamy jakąś godzinę drogi przez górskie serpentyny i dżunglę do Pomona. Nie jest to duże stanowisko, jednak odgrywało dość istotną rolę na politycznej szachownicy świata Majów w czasach złotego wieku – okresie klasycznym. Prawdopodobnie to Pakabul (Pomona) wyprowadziło niszczący atak na Piedras Negras – ośrodek, który po zmianie dynastii w Teotihuacan stał się lokalnym punktem projekcji siły środkowomeksykańskiego hegemona na Usumacintę.
Majańskie targowisko gdzieś w Sierra Madre de Chiapas (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Wielkie i strome piramidy Moral Reforma w Tabasco robią nadal wrażenie na wszystkich (to nie Coba czy Chichen Itza, więc jeszcze można wchodzić). O wadze miejsca i jego pechowym położeniu niech świadczy iż ten sam władca miasta przyjmował koronę z rąk władcy Palenque i z rąk… Yuknooma II Wielkiego z odległego Calakmul. Trzecie ze stanowisk: El Tigre słynie z wielkich piramid. Jakiś czas było utożsamiane z legendarnym Itzamkanac – kolebką narodu Itzów, jednak badania epigraficzne nakazały wykluczyć tę ewentualność. Noclegu poszukamy nad rzeką Candelaria w miasteczku o tej samej nazwie.
Dziewczynka Lakandonów w selwie w Chiapas (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Dzień VI – Długa droga na wschód…
Wspaniały przykład matapalo – pasożytniczej formy figowca duszącego w Dzibanche (fot: P.A. Trześniowski 2021)
Dziś czeka nas ponad sześć godzin jazdy. Śniadanie możemy zjeść w Candelaria albo dopiero w Escarcega. Przejeżdżamy w drodze powrotnej prawie cały półwysep Jukatan w poprzek. Po drodze zatrzymamy się jednak w okolicach Xpujil, aby zobaczyć jeszcze któreś z tutejszych stanowisk archeologicznych i rozprostować mięśnie. Zmierzamy na nocleg nad laguną Bacalar. Pora na chillout po pełnej wrażeń wyprawie.
Pałac Trzech Wież, jedna z najsłynniejszych budowli w stylu architektonicznym Rio Bec (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Dzień VII – Laguna Bacalar i powrót na Riviera Maya
Wschód Słońca nad laguną Bacalar. Prywatny pomost w jednym z zaprzyjaźnionych resortów (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Nad laguną Bacalar możemy zostać do południa, korzystając z pomostów i kajaków. Mamy jakąś godzinę drogi na stanowisko Chaachcoben, które znajduje się w tzw. Korytarzu Peten. To anomalia architektoniczna – pas we wschodniej części półwyspu Jukatan, gdzie spotykamy piramidy w stylu Peten. W Chaacchoben mamy również przykłady najdalej wysuniętych na północ elementów stylu architektonicznego Rio Bec. Piramidę w stylu Peten zobaczymy też w drodze na północ w Limones.
Ruiny Majów w Chaacchoben w korytarzu Peten z najdalej na północ wysuniętymi elementami stylu architektonicznego Rio Bec (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Zatrzymamy się znów w Felipe Carillo Puerto, gdzie zobaczymy kościół zbudowany przez zbuntowanych Majów siłami meksykańskich jeńców – Jukateków. Usłyszymy opowieść o wielkiej insurekcji Majów – największym i jedynym udanym powstaniu przeciw kolonizatorom na kontynentach Ameryk. Powstania, które sprawiło, że na ponad 50 lat wschodnia część Jukatanu wróciła pod wyłącznie panowanie Majów.
Trogon w Chaacchoben w korytarzu Peten z najdalej na północ wysuniętymi elementami stylu architektonicznego Rio Bec (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Na noc, w zależności od potrzeb dojeżdżamy do Tulum, Playa del Carmen lub Cancun 🤠👌
Wycieczka do Palenque z polskim archeologiem przez Królestwo Węża i region Rio Bec
Wyprawy z Riviera Maya do Palenque z polskim archeologiem przez Królestwo Węża i region Rio Bec organizujemy już od dwóch osób, jednak, ze wzgledu na logistykę trzeba odpowiednio wcześnie uzgadniać terminy wyjazdów. Harmonogram i plan wyprawy dostosowujemy do indywidualnych potrzeb, odpowiednio przedłużając wycieczkę w razie zapotrzebowania np. o położone głębiej w selwie stanowiska Rio Bec, do których można dotrzeć tylko quadem albo autem 4×4 (tylko w porze suchej), o Calakmul, Bonampak czy Lacanja Chansayab w Selwie Lakandonów.
Koszt wyprawy do Palenque z polskim archeologiem przez Królestwo Węża i region Rio Bec: 1990 EUR / os. dla 2 osób, 1750 EUR / os. przy 3-4 osobach, 1650 EUR przy 5-8 osobach. Najbliższe wolne terminy dostępne od 5 kwietnia 2026! 🤠👌
Meksyk, Chiapas, Palenque, Bonampak, Selva Lacandona, Lacanja, Plan de Ayutla, TABASCO, Moral Reforma, Jukatan, Becan, Calakmul, Dzibanche, Ichkabal, Xpuhil, Bacalar, wycieczka z polskim przewodnikiem, zwiedzanie Meksyku z polskim archeologiem
Świątynia Inskrypcji – piramida z grobowcem Pakala Wielkiego (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Paleque to jedno z najwspanialszych spośród dostępnych i chętnie odwiedzanych przez turystów stanowisk archeologicznych na terenie Meksyku. W kulturze masowej Palenque zagościło na dobre, kiedy Alberto Rhuz Luhillier odkrył w 1952 r., po trzech latach przekopywania się przez zasypaną przez Majów klatkę schodową wewnątrz piramidy, grobowiec Pakala Wielkiego. Był to pierwszy pochówek majańskiego władcy odkryty wewnątrz piramidy.
Pakal Wielki w Narodowym Muzeum Antropologii (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Wyobraźnię łowców sensacji rozpalił mocno sarkofag Pakala, który słynny poszukiwacz pozaziemskich wpływów – Erich von Däniken przewrócił na bok, by zobaczyć na nim Pakala kierującego kosmicznym pojazdem. Było to jeszcze przed odczytaniem pisma Majów, ale już wtedy ikonografia sarkofagu kłóciła się z wywracaniem na bok umieszczonych na płycie przedstawień – Däniken mocno naciągnął rzeczywistość do swych tez, ale mleko się, niestety, rozlało. Do dziś jakiekolwiek wzmianki o paleoastronautach kojarzą się z postacią króla Pakala i piramidami Majów.
Model grobowca Pakala Wielkiego w Muzeum Archeologicznym w Palenque (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Wycieczka do Palenque z polskim archeologiem przez Królestwo Węża i region Rio Bec
Turyści przybywający do Meksyku popełniają często błąd patrząc na mapę Meksyku, jak na mapę Polski. Meksyk to wielkie państwo, rozmiarów mniej więcej Europy Zachodniej. Do Palenque z Riviera Maya jest spory kawał drogi. Jeśli więc lądujecie w Cancun, a na liście waszych miejsc do odhaczenia znajduje się Palenque i wizyta u Pakala Wielkiego, warto zaplanować wyprawę tak, by maksymalnie wykorzystać ten czas i zobaczyć wszystko to, co powinno się zobaczyć na trasie.
Gdzie dobrze zjeść i co kupić… Jeden z majańskich dyskontów spożywczych -kopalnia taniego i zdrowego jedzenia na trasie naszej archeowyprawy (fot: P.A. Trześniowski 2019)
Polecamy trasę na południe Quintana Roo, a następnie przez południe stanu Campeche, przez dawne terytoria potężnej dynastii Węża – Kaanul tak, by wsród innych miast i piramid Majów, zwiedzić dawne stolice i ośrodki Węży: Ichkabal, Dzibanche, Calakmul i Becan. Trasa w towarzystwie archeologa-majanisty pozwoli również zapoznać się z najbardziej wyszukaną architekturą Majów znaną z niewielkich dworów i pałaców w stylu architektonicznym Rio Bec. Zakosztujemy też najprawdziwszej meksykańskiej kuchni w stylu chilango, stołując się w lokalach faworyzowanych przez mieszkańców Jukatanu i Chiapas.
Dzień I – Tropem dynastii Węża I
Piramida Kormoranów w Dzibanche skrywa grobowce wężowładców z dynastii Kaanul (fot: P.A. Trześniowski 2020)
Wyruszamy z Tulum jeszcze przed świtem tak, by zjeść lokalne śniadanie w Felipe Carillo Puerto, a u bram pierwszego archeologicznego stanowiska na trasie stawić się wraz z ich otwarciem. Ichkabal zostało otwarte dla turystyki na początku 2025 r. Odkryte dopiero w latach 1990. udostępnione zbyt wcześnie zdaniem archeologów – nie zostało bowiem porządnie przebadane, a mogą kryć się tutaj tajemnice korzenii Kaanul – najbardziej agresywnej dynastii na Nizinach Majów, która w okresie klasycznym – złotym wieku Majów, miała kolejne stolice w Dzibanche, z którego rozpoczęła podbój i Calakmul, z którego zarządzała najpotężniejszą hegemoiną świata Majów i ówczesnej Mezoameryki.
Piramida Kormoranów w Dzibanche z elementami środkowomeksykańskiegostylu architektonicznego talud-tablero, świadczy o zaskakujących konszachtach władców Węża z Teotihuacan (fot: P.A. Trześniowski 2020)
Zwiedzimy kolejne stanowiska Węży: Dzibanche z piramidami o unikalnym dialekcie architektonicznym, mieszającym styl talud-tablero odległego Teotihuacan z klasycznym stylem Peten; oraz Kinichna z ogromną piramidą triadyczną – reminiscencją poprzedniej epoki, w której wielkie preklasyczne imperium Majów ze stolicą w El Mirador pieczętowało granice swoich wpływów właśnie piramidami triadycznymi. W przeciwieństwie do Chichen Itza czy Coba na piramidy w Dzibanche można wchodzić, o ile nie są na nich prowadzone akurat badania archeologiczne.
Klimatyczne zaułki Dzibanche – wczesnoklasycznej stolicy dynastii Węża – Kaanul (fot: P.A. Trześniowski 2020)
Zwiedzanie ruin Majów to również okazja do bliskich spotkań z przyrodą Ameryki Środkowej. Ruiny Ichkabal, Dzibanche i Kinichna znajdują się w selwie – tak nazywamy dżunglę Mezoameryki. Spotykamy tu często czepiaki i wyjce – oba gatunki żyjących nadal na Jukatanie małp. W spokojniejsze dni zdarzają się szare lisy, tukany, trogony i indyki pawie. Na noc dojeżdżamy Xpujil – miejsca, które stanie się naszą bazą wypadową na kilka kolejnych dni. Kolacja w niesamowicie klimatyczej lokalnej jadłodajni z najlepszą quesadilla na półwyspie Jukatan.
Najlepsza quesadilla w rozmiarze XXL na półwyspie Jukatan w jednym z naszych ulubionych lokali w Xpujil (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Dzień II – centrum regionu Rio Bec
Jajecznica w stylu motulenos z przepyszną salsą w jednym z naszych ulubionych lokali w Xpujil (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Dzień drugi rozpoczniemy śniadaniem w kolejnym sprawdzonym lokalu, gdzie mamy szansę na najlepszą tutejszą wersję jajecznicy w stylu rancheros albo motulenos. Napój z bananów, albo innych owoców, kawa… i wyruszamy w drogę. Becan to nadal tajemnicze miasto. Oprócz najwyższych piramid w okolicy może poszczycić się fortyfikacjami widocznymi do dzisiaj. Umocnienia te pozwalały miastu opierać się przed wpływem potężnego imperium ze stolicą w El Mirador – mimo preklasycznych korzeni nigdy nie było tutaj triadycznej architektury.
Ogromna piramida IX w Becan. Tak, można na nią wchodzić 😉 (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Wyraźne wpływy Teotihuacan – przeciwnego stronnictwa w tutejszej architekturze zostały jednak starannie zniszczone w połowie V stulecia, gdy Becan padło ofiarą inwazji Węży z Dzibanche. Od tego czasu Becan stało się lokalnym puntkem projekcji siły dynastii Węża – Kaanul.
Wczesnoklasyczna maska boga lub władcy na elewacji piramidy IX w Becan (fot: P.A. Trześniowski 2019)
Archeolog pokaże kilka ukrytych przejść w ruinach Becan oraz schowanych komnat. Pokaże jak rozróżniać charakterystyczne wyróżniki stylu architektonicznego Rio Bec. Opowie o zawiłej historii regionu przed, w trakcie i po upadku dynastii Kaanul.
Słynny Cache 69-2, ofiara zakładzinowa ze struktury XIV w Becan: terakotowy pojemnik o antropomorficznym kształcie umieszczony w trójnożnej wazie w stylu plano relief carved brown glossware pochodzącym z południowych Nizin Majów, z figurkami w stylu Teotihuacan. Obecnie eksponowane w Museo Arqueológico de Campeche, Fuerte de San Miguel (fot: P.A. Trześniowski 2021)
Świeżo nabyte umiejętności będziemy rozwijać na dwóch lub trzech satelitarnych stanowiskach Becan, gdzie oprócz Rio Bec, zobaczymy też najpiękniejsze przykłady stylu architektonicznego Chenes w sercu regionu Rio Bec i z dala od regionu Chenes. W przeciwieństwie do Tulum czy Chichen Itza, piramidy Majów w Campeche są naprawdę głęboko zanurzone w selwie. Na wszystkich trzech albo czterech proponowanych tego dnia stanowiskach polują sokoły białogardłe. Widujemy tu często tukany, trogony oraz szare lisy. Na noc wracamy do Xpujil.
Piramida IV w Becan – rezydencje w stylu architektonicznym Rio Bec na szczycie piramidy w stylu Peten (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Dzień III – Tropem dynastii Węża II
Panorama ze szczytu wielkiej piramidy w Calakmul (fot: P.A. Trześniowski 2023)
W samym Xpujil znajdzuje się około 30 stanowisk archeologicznych mało znanych szerszej publiczności, jak Xpuhil Kitam. Dziś jednak uderzymy do najważniejszego z miast w północnej części południowych Nizin Majów – Calakmul, do którego na początku VII stulecia n.e. przeniesiona została święta jaskinia dynastii Węża – Kaanul. W Calakmul posłuchamy o preklasycznych korzeniach miasta, bazując na przykładzie wspaniałego reliefu, którego oryginał jedynie archeologom dane było oglądać w czeluściach wielkiej piramidy – Majowie budowali jedne piramidy na drugich, więc ich najstarsza historia zwykle znajduje się pod tonami kamieni z późniejszych epok.
U podnóża wielkiej piramidy w Calakmul (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Na piramidy Calakmul również można wchodzić. Aż dwie z nich są wyższe od mającej 42 m wielkiej piramidy Nohoch Mul w Coba (to ta, co do której często wprowdzają w błąd przewodnicy, twierdząc, że jest najwyższa na całym Jukatanie – zarówno w Calakmul jak w preklasycznym Ichkabal znajdą się wyższe piramidy).
Starcie przeszłości zaklętej w kamieniu z przyrodą w Calakmul (fot: P.A. Trześniowski 2021)
Przy bardzo czystym powietrzu z Calakmul można dostrzec szczyt potężnej, odległej o 40 km triadycznej piramidy La Danta w El Mirador. W Calakmul posłuchamy o czasach hegemonii dynastii Kaanul nad Nizinami Majów. Przejdziemy się po ruinach pałacu najpotężniejszego z władców w klasycznej historii Majów – Yuknooma II Wielkiego. Posłuchamy też o zaskakującym upadku wielkiej dynastii Kaanul wraz z powrotem na scenę Tikal – centrum kojarzonego wcześniej z Teotihuacan stronnictwa zwanego Nowym Porządkiem.
Czepiak trójbarwny w Calakmul (fot: P.A. Trześniowski 2020)
Calakmul leży bardzo głęboko w selwie. W sercu największego rezerwatu biosfery w Meksyku i największego obszaru pierwotnego lasu. Na drodze do Calakmul często widujemy jelenie, drapieżne ptaki, jak hakodzioby i jastrzębie przydrożne, dzikie pekari, indyki pawie czy jaguarundi – jeden z pięciu gatunków dzikich kotów, jakie żyją w selwie. W ruinach często spotykamy czepiaki i wyjce. Przewodnik podprowadzi pod kolibry zlatujące się do specyficznych gatunków drzew. W spokojniejsze dni zdarzają się lisy szare i wiele gatunków dzikich ptaków.
Pisklęta kondorów w ukrytej komnacie jednej z piramid w Calakmul (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Ze względu na budowę kontrowersyjnego pociągu stanowisko jest teraz otwierane przed świtem, zamykane tuż po południu. Tę niewątpliwą niewygodę zniwelujemy, oglądając w drodze powrotnej wspaniałe wczesnoklasyczne reliefy na jednym z pobliskich stanowisk. Przed zachodem Słońca udamy się natomiast wziąć udział w niesamowitym fenomenie przyrodniczym. Ujrzymy jak z otchłani wielkiego leja krasowego wylatują miliony nietoperzy na spotkanie nocy. Po nietoperzach warto się wykąpać. Na nocleg ponownie pojedziemy do Xpujil.
Indyk pawi w Calakmul (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Indyk pawi w Calakmul (fot: P.A. Trześniowski 2020)
Czepiak trójbarwny w Calakmul (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Czepiaki trójbarwne w Calakmul (fot: P.A. Trześniowski 2020)
Jeden z kilku gatunków kolibrów w Calakmul (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Penelopa w Calakmul (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Czepiak trójbarwny w Calakmul (fot: P.A. Trześniowski 2020)
Jeden z przykładów matapalo w Calakmul (fot: P.A. Trześniowski 2020)
Wyjce jukatańskie w Calakmul (fot: P.A. Trześniowski 2020)
Dzień IV – rajd do Palenque
Świątynia Hrabiego de Waldeck w Palenque, jednej z najbarwniejszych postaci w historii archeologicznych eksploracji Mezoameryki – przykład stylu architektonicznego Usumacinta (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Dzisiaj do przejechania mamy najdłuższy pojedynczy odcinek drogi. Jeżeli na śniadanie zatrzymamy się dopiero gdzieś na trasie, w ruinach Palenque będziemy wczesnym popołudniem. Aby uniknąć największego skwaru, zaczniemy jednak od lokalnego muzeum archeologicznego, gdzie usłyszymy o tajemnicach klejnotów i parafrenalii Czerwonej Królowej – małżonki Pakala Wielkiego. Istnieją przypuszczenia, że po totalnej destrukcji miasta przez armię Węży i egzekucji lokalnej dynastii Palenque na przełomie VI i VII stulecia n.e. to pani Ix Tz’akb’u Ajaw wniosła swemu mężowi w wianie krew dawnej dynastii, zachowaną w zupełnie innym mieście.
Wielki akropol i królewski pałac z wieżą Palenque (fot: P.A. Trześniowski 2022)
W muzeum jest również sala, w której w skali 1:1 odzworowano wspaniały grobowiec z sarkofagiem Pakala. Tutaj na własne oczy będziemy mogli ujrzeć jak bardzo błądzą apologeci Ericha von Dänikena. Archeolodzy odczytali pismo, symbole znają od dawna wszystkie historyczne postaci umieszczone na sarkofagu. W muzeum jest też wiele wspaniałych przykładów płaskorzeźb wykonanych w unikalnym stylu Palenque.
Świątynia XII w Palenque (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Palenque, jakie dane nam dziś ogladać, to miasto w całości zbudowane przez Pakala oraz jego synów. Węże zrównali poprzednią stolicę z ziemią, lecz archeolog wskaże dowód wcześniejszego związku tutejszej wczesnoklasycznej dynastii z odległym hegemonem w Teotihuacan. Obejdziemy dookoła królewski pałac, znajdujący się na wielkim akropolu wraz z jedną z najbardziej unikalnych struktur architektonicznych Majów – kilkupiętrową wieżą. Staniemy na placu Grupy Krzyża i wejdziemy na najwyższą z tutejszych świątyń, gdzie posłuchamy o zaklętej w kamieniu historii królewskiej dynastii Palenque oraz boskiej triady opiekującej się miastem.
Jedna z nielicznych wielopiętrowych budowli Majów (fot: P.A. Trześniowski 2022)
To epopeja, której najstarsze wydarzenia miały miejsce jeszcze przed stworzeniem obecnej wersji uniwersum. Posłuchamy o kołach czasu – kalendarzach Majów, których tryby kręcą się w nieskończoność, zapowiadając powrót władców tak, jak powraca Słońce i kukurydza… Staniemy u podnóża piramid skrywających grobowce Pakala i Czerwonej Królowej (do korytarza prowadzącego do jej grobowej komnaty można wchodzić). Wieczór możemy spędzić w mieście, uzupełniając zapasy, ale na nocleg staniemy w pobliżu ruin, by również w nocy cieszyć się otaczającą nas przyrodą regionu Usumacinta w Chiapas.
Model grobowca Czerwonej Królowej w Muzeum Archeologicznym w Palenque (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Dzień V – Wzgórze Sępów: malowidła z Bonampak
Słynne malowidła z Bonampak – najpiękniejsze przykłady zachowanej sztuki malarskiej Majów (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Bonampak – Wzgórze Sępów nie należy do potężnych stanowisk, a jednak zaliczane jest w poczet najsłynniejszych. Malowidła z Bonampak to najwspanialsze dzieła sztuki malarskiej Majów i Mezoameryki. Jedne z niewielu zachowanych, gdyż nietrudno jest wyobrazić sobie, większość majańskich dworów, świątyń czy też nawet targowisk, jak widzieliśmy w Calakmul, przystrajanych w ten sposób barwną polochromią.
Słynne malowidła z Bonampak – najpiękniejsze przykłady zachowanej sztuki malarskiej Majów (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Na malowidłach i relliefach w trzech świątynnych komatach opowiedziana jest historia uniezależnienia się władców królestwa Ak’e, kojarzonego znacznie wcześniej z Bonampak od władców Białego Psa – Sak Tz’i’. W politycznej wolcie brali udział władcy ośrodka Yaxchilan nad rzeką Usumacinta, bezpośrednio zainteresowani rezultatem zmagań.
Droga z Palenque do Bonampak zajmie nam trzy i pół godziny. To teren, nad którym władze federalne utrzymują kontrolę w dość umowny sposób – trzeba wiedzieć jak można bezpiecznie poruszać się po Chiapas. Tu wszędzie dookoła jest przyroda oraz Lakandoni – naród Majów, który oparł się chrystianizacji.
Styl architektoniczny Usumacinta na stanowisku archeologicznym Lacanja w Selwie Lakandonów w Chiapas (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Po zwiedzeniu Bonampak, wybierzemy się na spacer po lesie. Na leśnych ścieżkach, wzdłuż strumieni zobaczymy wiele potężnych drzew. Odpoczniemy przy wielkim wodospadzie. Wreszcie przespacerujemy się do ruin Lacanja Chansayab, gdzie powtórzymy typowe wyróżniki stylu architektonicznego Usumacinta. Nocujemy u Majów z narodu Lakandon w pobliskiej miejscowości Chansayab. Przyroda będzie cały czas dookoła…
Wodospad Sak Nok, jeden ze skarbów Selwy Lakandonów na rzece Lacanja w Chiapas (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Dzień VI – Zaginiona stolica państwa Białego Psa i korona przechodnia Ak’e
Karambola, jeden ze skarbów Selwy Lakandonów nad rzeką Lacanja w Chiapas (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Dzisiaj zanurzymy się w Chiapas tak bardzo jak to tylko możliwe… Tego dnia postaramy się o zaszczyt odwiedzenia stanowisk, do których nie docierają zwykli turyści. O Plan de Ayutla i Lacanja Tzeltal – domniemanych stolicach zaginionego królestwa Sak Tz’i’ przeczytajcie tutaj: Sak Tz’i’ I: Zapomiane miasto Majów – Plan de Ayutla i tutaj: Sak Tz’i’ II: Odnalezione królestwo. Dziś czeka nas Przygoda przez duże P. Jeżeli starczy czasu możemy znów zaliczyć jakiś lolalny wodospad i nie ma nic do dodania 😉 Nocujemy gdzieś w Chiapas…
Dzień VII – Pogranicza B’aakal i Królestwa Węża
Nowy dzień wstaje nad lasem mglistym w Chiapas (fot: P.A. Trześniowski 2017)
Mamy jakąś godzinę drogi przez górskie serpentyny i dżunglę do Pomona. Nie jest to duże stanowisko, jednak odgrywało dość istotną rolę na politycznej szachownicy świata Majów w czasach złotego wieku – okresie klasycznym. Prawdopodobnie to Pakabul (Pomona) wyprowadziło niszczący atak na Piedras Negras – ośrodek, który po zmianie dynastii w Teotihuacan stał się lokalnym punktem projekcji siły środkowomeksykańskiego hegemona na Usumacintę.
Majańskie targowisko gdzieś w Sierra Madre de Chiapas (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Wielkie i strome piramidy Moral Reforma w Tabasco robią nadal wrażenie na wszystkich (to nie Coba czy Chichen Itza, więc jeszcze można wchodzić). O wadze miejsca i jego pechowym położeniu niech świadczy iż ten sam władca miasta przyjmował koronę z rąk władcy Palenque i z rąk… Yuknooma II Wielkiego z odległego Calakmul. Trzecie ze stanowisk: El Tigre słynie z wielkich piramid. Jakiś czas było utożsamiane z legendarnym Itzamkanac – kolebką narodu Itzów, jednak badania epigraficzne nakazały wykluczyć tę ewentualność. Noclegu poszukamy nad rzeką Candelaria w miasteczku o tej samej nazwie.
Dziewczynka Lakandonów w selwie w Chiapas (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Dzień VIII – Długa droga na wschód…
Wspaniały przykład matapalo – pasożytniczej formy figowca duszącego w Dzibanche (fot: P.A. Trześniowski 2021)
Dziś czeka nas ponad sześć godzin jazdy. Śniadanie możemy zjeść w Candelaria albo dopiero w Escarcega. Przejeżdżamy w drodze powrotnej prawie cały półwysep Jukatan w poprzek. Po drodze zatrzymamy się jednak w okolicach Xpujil, aby zobaczyć jeszcze któreś z tutejszych stanowisk archeologicznych i rozprostować mięśnie. Zmierzamy na nocleg nad laguną Bacalar. Pora na chillout po pełnej wrażeń wyprawie.
Pałac Trzech Wież, jedna z najsłynniejszych budowli w stylu architektonicznym Rio Bec (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Dzień IX – Laguna Bacalar i powrót na Riviera Maya
Wschód Słońca nad laguną Bacalar. Prywatny pomost w jednym z zaprzyjaźnionych resortów (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Nad laguną Bacalar możemy zostać do południa, korzystając z pomostów i kajaków. Mamy jakąś godzinę drogi na stanowisko Chaachcoben, które znajduje się w tzw. Korytarzu Peten. To anomalia architektoniczna – pas we wschodniej części półwyspu Jukatan, gdzie spotykamy piramidy w stylu Peten. W Chaacchoben mamy również przykłady najdalej wysuniętych na północ elementów stylu architektonicznego Rio Bec. Piramidę w stylu Peten zobaczymy też w drodze na północ w Limones.
Ruiny Majów w Chaacchoben w korytarzu Peten z najdalej na północ wysuniętymi elementami stylu architektonicznego Rio Bec (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Zatrzymamy się znów w Felipe Carillo Puerto, gdzie zobaczymy kościół zbudowany przez zbuntowanych Majów siłami meksykańskich jeńców – Jukateków. Usłyszymy opowieść o wielkiej insurekcji Majów – największym i jedynym udanym powstaniu przeciw kolonizatorom na kontynentach Ameryk. Powstania, które sprawiło, że na ponad 50 lat wschodnia część Jukatanu wróciła pod wyłącznie panowanie Majów.
Trogon w Chaacchoben w korytarzu Peten z najdalej na północ wysuniętymi elementami stylu architektonicznego Rio Bec (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Na noc, w zależności od potrzeb dojeżdżamy do Tulum, Playa del Carmen lub Cancun 🤠👌
Wycieczka do Palenque z polskim archeologiem przez Królestwo Węża i region Rio Bec
Wyprawy z Riviera Maya do Palenque z polskim archeologiem przez Królestwo Węża i region Rio Bec organizujemy już od dwóch osób, jednak, ze wzgledu na logistykę trzeba odpowiednio wcześnie uzgadniać terminy wyjazdów. Harmonogram i plan wyprawy dostosowujemy do indywidualnych potrzeb, odpowiednio przedłużając wycieczkę w razie zapotrzebowania np. o położone głębiej w selwie stanowiska Rio Bec, do których można dotrzeć tylko quadem albo autem 4×4 (tylko w porze suchej).
Koszt wyprawy do Palenque z polskim archeologiem przez Królestwo Węża i region Rio Bec: 2090 EUR / os. dla 2 osób, 1790 USD / os. przy 3-4 osobach, 1690 EUR przy 5-8 osobach. Najbliższe wolne terminy dostępne od 5 kwietnia 2026! 🤠👌