Tancama, Solar Eclipse Run 2024, Meksyk, Wycieczki z archeologiem po Meksyku, archeowyprawy, Queretaro, Sierra Gorda
Ferrokaktus na terenie stanowiska archeologicznego Tancama (fot: P.A Trześniowski 2024)
Do dziś w Meksyku żyje już jedynie około 66 tys. Huasteków. Większość z nich mieszka na terenie stanu San Luis Potosi. Jedynie trzecia część na terenie stanu Vera Cruz, gdzie naprawdę warto zobaczyć najwspanialszy z założonych przez nich ośrodków – El Tajin. W Sierra Gorda, na północy meksykańskiego stanu Queretaro pozostało po nich stanowisko archeologiczne Tancama.
Stanowisko archeologiczne Tancama (fot: P.A Trześniowski 2024)
Tancama było najważniejszym powodem, dla którego zaplanowaliśmy pętlę, nadkładając drogi na wschód i rezygnując z krótszej trasy z El Cerrito w stanie Queretaro wprost na północny-zachód. Huastekowie – jeden z trzydziestu istniejących dzisiaj narodów Majów, jako pierwsi wybrali swoją własną drogę. Przed tysiącami lat opuścili ziemie przodków, daleko na południu na Wyżynach Majów i udali się na odległe dla nich wybrzeże Zatoki Meksykańskiej.
Aloes na terenie stanowiska archeologicznego Tancama (fot: P.A Trześniowski 2024)
Wyruszamy zatem na południowy-wschód, tropić kamienne ślady Huasteków wśród Sierra Gorda. To tylko kilkanaście kilometrów z Jalpan de Serra, nie okazuje się jednak całkiem proste, bo do Tancama nie ma nadal normalnej drogi dojazdowej. Brakuje również dobrych oznaczeń. Ale używając końca języka za przewodnika przedzieramy się między ranczami za La Ceiba i sprawnie docieramy na miejsce.
Stanowisko archeologiczne Tancama (fot: P.A Trześniowski 2024)
Jak pamiętacie z Jalpan de Serra, kiedy Hiszpanie podbijali tereny Serra Gorda, na miejscu zastali chichimecką ludność z narodu Pame. Huastekowie byli tu jednak wcześniej. Znacznie wcześniej… Tancama założyli w epoce późnopreklasycznej, około 200 p.n.e. Piramidy i platformy, pośród których możemy spacerować teraz pochodzą jednak dopiero z epoki późnoklasycznej, z lat 500-900 n.e. Później Huastekowie zostali wyparci przez ludność Chichimeków.
Tilandsja i orchidea na terenie stanowiska archeologicznego Tancama (fot: P.A Trześniowski 2024)
Tancama zaskakuje mnie okrągłymi strukturami, które są tu dość liczne. Nie jest to standardowe rozwiązanie w architekturze żadnej z cywilizacji Mezoameryki. Jest też oczywiście kilka zwykłych piramid i boisko do pitz. Do pok-ta-pok, poprawiam się w myślach, ponieważ nie wiem jak w języku huasteckim nazywało się ten ważny fragment mezoamerykańskiej kultury. Zastanawiam się, czy Huastecy przynieśli tu rozgrywki ze sobą, czy też ten mit kreacyjny dogonił ich później…
Stanowisko archeologiczne Tancama (fot: P.A Trześniowski 2024)
Tancama udostępniono do zwiedzania 13 lat temu, nadal jednak niewielu tutaj turystów. Być może to dzięki drodze… Na pewno dzięki temu znacznie przyjemniej spaceruje nam się pośród piramid, platform i drzew, na których rośnie trochę epifitów. Miejsce jest zresztą ogólnie zadbane pod kątem przyrodniczym. Wśród drzew znajdzie się nawet ceiba. Za serce złapał mnie widok pszczół pojonych wodą przez kustosza podczas pory suchej.
Pachypodium na terenie stanowiska archeologicznego Tancama (fot: P.A Trześniowski 2024)
Nazwa Tancama ma oznaczać Ogniste Wzgórze. Nie chodzi jednak o wulkan. Cerro Alto przed zachodem nabiera podobno ognistych barw. Żałuję, że nie możemy tutaj zostać do zachodu Słońca, ale do przejechania mamy jakieś 250 km i wiadomo – przez góry.
Stanowisko archeologiczne Tancama (fot: P.A Trześniowski 2024)
Wracamy w stronę Jalpan de Serra. Przed nami jakieś pięć godzin jazdy przez Sierra Madre Oriental do San Luis Potosi. Wyjdzie więcej, ze względu na kamerę, która spadła mi z szafki w Jalpan, a co zrozumiałem dopiero już dobrze w drodze 😉
Agawa na terenie stanowiska archeologicznego Tancama (fot: P.A Trześniowski 2024)
Jalpan de Serra, Solar Eclipse Run 2024, Meksyk, Wycieczki z archeologiem po Meksyku, archeowyprawy, Queretaro, Sierra Gorda
Elewacja w stylu baroku mestizo franciszkańskiego kościoła w Jalpan de Serra ((fot: P.A Trześniowski 2024)
Słynny kościół w Jalpan de Serra przypisywany jest świętemu Junípero Serra y Ferrer. Ten słynny franciszkanin, znany najbardziej z tego, że założył w Kaliforni, w obecnym USA miasto San Francisco przybył jednak do Sierra Gorda kilka lat po tym, gdy świątynię tę zbudowali Indigenas z ludu Pame w 1750 r. pod kierownictwem innych mnichów.
Dziewczyny z ludu Pame, Jalpan de Serra, Sierra Gorda, Meksyk (fot: P.A Trześniowski 2024)
Nie było tutaj w tym czasie żadnego prekolumbijskiego miasta – Pame to nomadzi z grupy Chichimeków. W ramach chrystianizacji franciszkanie spalili ich wioski, a ludziom kazali osiedlić się wokół pięciu franciszkańskich misji. Podobno niektórzy pozostali w górach, inni woleli się zabić…
Komunikacyjny ciąg między rozdzielonymi drogą segmenatmi Jalpan de Serra (fot: P.A Trześniowski 2024)
Franiszkańska misja w Jalpan de Serra
Elewacja kościoła w Jalpan de Serra przedstawia unikalny styl, zwany barokiem mestizo. Wśród chrześcijańskiej ikonografi pojawiają się w nim animistyczne symbole kojarzone przez franciszkanów z kulturami IndigenasMeksyku, jak, dla przykładu, dwugłowy orzeł… :/
Dawne atrium franciszkańskiej misji Jalpan de Serra (fot: P.A Trześniowski 2024)
Piątka zabytkowych franciszkańskich misji w Sierra Gorda to: Santiago de Jalpan, Nuestra Señora de la Luz de Tancoyol, Santa María del Agua de Landa, San Francisco de Asís del Valle de Tilaco, San Miguel Concá. Przy niektórych zachowały się jeszcze Capilla posa wokół atrium, ale akurat nie w Jalpan de Serra. Wnętrze kościoła jest już neoklasycystyczne.
Wewnątrz franciszkańskiej misji Jalpan de Serra (fot: P.A Trześniowski 2024)
W 1770 r., po zmianie koniunktury wywołanej upadkiem zakonu jezuitów, franciszkanie porzucili misje w Sierra Gorda i przenieśli się do Kaliforni. Kościoły niszczały następnie przez lata, a w trakcie Rewolucji Meksykańskiej zdekapitowano część figur. Jedną z misji odkryli przypadkiem pracownicy INAH, którzy zabłądzili w tej okolicy gdzieś w latach 1980. Wkrótce zaczęła się ich restautacja, a w 2003 r. zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Klasycystyczne wnętrze franciszkańskiej misji Jalpan de Serra (fot: P.A Trześniowski 2024)
W niespodziewanym meksykańskim teatrze…
Meksykański teatr w Jalpan de Serra (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Po wizycie w kościele robimy zakupy na kolejne dni drogi. Verduras, frutas, tortillas. Krótkie banany i mandarynki są bardzo praktyczne w drodze. Poza tym lubię w aucie zapach octanu heptylu. Potem, niespodziewanie zostaliśmy zaproszeni na przedstawienie teatralne. Pełne ekspresjj i opatrzone muzyką. To była świetna kulminacja dnia.
Zaułki Jalpan de Serra (fot: P.A Trześniowski 2024)
Kawa z Queretaro w Jalpan de Serra
Zocalo w Jalpan de Serra, Sierra Gorda, Meksyk (fot: P.A Trześniowski 2024)
Nazajutrz znów idziemy na spacer pod franciszkański kościół. Na zocalo spotykamy reprezentanta cooperativa handlującego kawą z okolicznych fincas. Po wczorajszym śniadnianiu pod El Cerrito do kawy z Queretaro nikt nie musiał mnie przekonywać. Z lubością wypijamy po kubku, a potem nabywamy parę kilo. Jest prawie tak dobra jak nasza archeologiczna kawa z Salwadoru 🙂
Na zdrowie wyciskamy!! Sanepid pozdrawiamy 🙂 (fot: P.A Trześniowski 2024)
Przed odjazdem wbijamy się jeszcze do lokalnego muzeum archeologicznego, które wieczorem poprzedniego dnia było, niestety, zamknięte. Jest tu trochę lityków i trochę ceramiki. Są również szczątki dwóch dziewczynek z z początku holocenu, znalezione w okolicznych jaskiniach. Archeolog czy nie, z eksponowaniem szczątków ludzkich w muzeach zawsze mam pewien problem. Niewiele zmienia, że dziewczynki dostały imiona: Xareni i Micaela.
Na zdrowie wyciskamy!! Sanepid pozdrawiamy 🙂 (fot: P.A Trześniowski 2024)
Na rogatkach Jalpan de Serra robimy jeszcze przystanek na pyszny sok z pomarańcz. Ruszamy w drogę na stanowisko archeologiczne Tancama, odbijając na trochę na południe w stosunku do naszego głównego wektora, prowadzącego z Meksyku na północny-wschód, ku zaćmieniu Słońca.
Lora, jako zwierzątko domowe. Te papugi, potrafią z własnej woli mieszkać w pobliżu siedzib ludzkich w bliskiej relacji z mieszkańcami i nie muszą być trzymane w klatkach (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Sierra Madre Oriental, Sierra Gorda, Solar Eclipse Run 2024, Meksyk, Wycieczki z archeologiem po Meksyku, archeowyprawy, Queretaro, Jalpan de Serra
Uliczny mural w okolicach El Cerrito w Santiago de Queretaro (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Nim ruszymy w drogę do Sierra Gorda czas na lokalne śniadanie. Po zwiedzeniu muzeum archeologicznego u podnóża tolteckiej piramidy El Cerrito, siadamy w przytulnej jadłodajni z klimatem, gdzie warto byłoby wpaść już dla samych sals. Na ścianach muzeum kukurydzy – kolby w kilkunastu kolorach. Jest również przykład przykład huitlacoche – grzyba, jaki porasta kolby kukurydzy. Huitlacoche delektowaliśmy się drugiego dnia wyprawy, w trakcie pierwszego meksykańskiego śniadania.
Zamawiam chille relleno – smakowite papryczki nadziewane serem. Upieczone w panierce i suto doprawione salsą. To jeden z moich najbardziejszych meksykańskich przysmaków. Kawa, serwowana w glinianych dzbankach jest tak dobra, że natychmiast po wypiciu ordynujemy drugą kolejkę. Lokalna kawa z Queretaro, jak słyszę. Przed nami dziś trudna droga, więc piję chętnie, nie tylko dlatego, że lubię dobrą kawę. Mapa mówi o dwustu kilometrach, ale to kręta droga przez góry. Pierwszy odcinek specjalny w Sierra Madre.
Sierra Madre Oriental w drodze do Sierra Gorda (fot: P.A Trześniowski 2024)
Wyjeżdżamy z Queretaro obok pomnika zdrajcy rasy – tą samą trasą, którą tu wjeżdżaliśmy. Znów to wrażenie mijania granic epok: przez historyczną część miasta, meksykańskie przedmieścia do tej bardzo nowoczesnej wersji dzisiejszego Meksyku. Nasza trasa w stronę zaćmienia Słońca w Durango powinna wieść dalej na północny zachód, do San Luis Potosi. Jednak postanawiam odbić nieco w prawo i przejechać przez najciekawszą część stanu Queretaro, przez rezerwat biosfery Sierra Gorda.
Wyżyna Środkowomeksykańska u podnóża Sierra Madre Occidental (fot: P.A Trześniowski 2024)
W tym celu muszę jednak cofnąć się kawałek na południe, w stronę Meksyku i odbić na wschód w drogę federalną 100, która później, w górach wpada do drogi federalnej 120. Po drodze żadnych większych miejscowości, tylko niewielkie osady. O ile po zachodniej stronie gór mamy rozległe rancza, po wschodniej krajobraz się zmienia. 120 to droga prawie non stop wzdłuż przepaści, pełna malowniczych serpentyn. W miasteczku o sugestywnej nazwie La Estacion postanawiam na wszelki wypadek zatankować do pełna.
Sierra Madre Oriental w drodze do Sierra Gorda (fot: P.A Trześniowski 2024)
Altiplano – Wyżyna Środkowomeksykańska rozciąga się między dwoma rozległymi pasmami górskimi Sierra Madre Occidental i Sierra Madre Oriental. Dzisiaj wjeżdżamy w to wschodnie. Obydwa wchodzą w skład Kordylierów – gigantycznego pasma, które ciągnie się poprzez cały kontynent północnoamerykański. Sierra Madre Oriental ma jakieś tysiąc kilometrów. Rodzi się nad Rio Grande, na południu Teksasu. Biegnie przez Coahuila, Nuevo Leon, Tamaulipas, San Luis Potosi, Queretaro i Hidalgo, a kończy w okolicach Puebla. Tam łączy się z Sierra Madre Occidental przez biegnącą wszerz kontynentu poprzeczkę Kordyliery Wulkanicznej.
Sierra Madre Oriental (fot: P.A Trześniowski 2024)
Jazda serpentynami wśród malowniczych krajobrazów Sierra Madre potrafi zmienić się w koszmar, kiedy przez kilkanaście kilometrów trzeba wlec się w ogonie kilkunastu aut za ciężarówką wspinającą się z prędkością kilkunastu kilometrów na godzinę. Wtedy nawet wyprofilowane do znacznie szybszej jazdy nachylenie serpentyn przestaje być zabawne. Do tego stacje w górach to rzadkość, dlatego właśnie wolę mieć pełny bak. Z pozytywów mamy tu za to piękne krajobrazy, więc od czasu do czasu przystajemy na poboczach dla zdjęć. Prócz panoram, możemy z bliska przyjrzeć się kaktusom.
Sierra Gorda de Queretaro
Sierra Madre Oriental w drodze do Sierra Gorda (fot: P.A Trześniowski 2024)
Po dobrych czterech godzinach zjeżdżamy wreszcie w dolinę. Tu znowu zmienia się przyroda. Wracają drzewa na poboczach, zwieszając się konarami ze stromych stoków nad drogą. Reserva de la Biosfera Sierra Gorda. Region ten słynie z kilku malowniczych wodospadów. Docieramy do Jalpan de Serra. Małe, górskie miasteczko z wysoką, wielopętrową architekturą, wygenerowaną przez potrzebę wykorzystania w dolinie każdego dostępnego miejsca. Nad główną krętą drogą co rusz trafiają się przerzucone kładki, ułatwiające komunikację między rozciętymi nią dzielnicami.
Sierra Madre Oriental (fot: P.A Trześniowski 2024)
Teraz wyzwaniem w dotarciu do hotelu staje się znalezienie przejezdnej drogi dojazdowej 😉 Wreszcie udaje się po kilku nieudanych próbach i zawrotkach. W dolinie szumi strumień…
El Cerrito, Solar Eclipse Run 2024, Meksyk, Wycieczki z archeologiem po Meksyku, archeowyprawy, Toltekowie, ruiny Tolteków, Queretaro
Uliczny mural w okolicach El Cerrito w Santiago de Queretaro (fot: P.A. Trześniowski 2024)
El Cerrito… Nad ranem wszyscy się dokądś spieszą, udaje nam się zatem wyjechać sprawnie przez wąskie gardło hotelu. Santiago de Queretaro leży na szlaku z miasta Meksyk na północny-zachód, którym musimy dotrzeć do Durango na zaćmienie Słońca. W przeszłości prekolumbijskiej znajdowało się jednak również na szlaku handlowym prowadzącym na północ z Teotihuacan i Tollan (Tula Grande) poza granice Mezoameryki, aż na dzisiejszy amerykański South-West.
Piramida w El Cerrito i quiote agaw (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Istotnym punktem na tym szlaku musiało być El Cerrito. Niegdyś potężny ośrodek z licznymi satelitami, dziś bezimienne miasto, które nosi znamiona kultury Tolteków. Ogromna piramida, znacznie większa od tych, które zostały po nich w Tula Grande. Poza tym, niestety, gruz… Pozlepiany w kilka niewielkich platform, ale raczej gruz, bo nic więcej nie chcieli pozostawić tutaj, mający się za wyższych kulturowo, europejscy zdobywcy.
Resztki tolteckich platform w El Cerrito, zrekonstruowanych z materiału jaki pozostał (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Hiszpański fort na szczycie…
Rozbieranie prekolumbijskich piramid w celu pozyskania taniego źródła budulca to proceder, który zdarza się dzisiaj nadal na terenie Meksyku czy Belize, a lista przykładów jest długa. Zresztą, czasem wystarczy się rozejrzeć w pobliżu znanych stanowisk archeologicznych. Dobrze, że tu przepuszczono przynajmniej piramidzie El Cerrito. Choć miast mieszczącej się niegdyś na jej szczycie świątyni, mamy hiszpański fort…
Kolonialne ruiny na szczycie piramidy w El Cerrito (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Mierzi mnie ta europejska wzgarda w stosunku do innych kultur. Z bólem oglądam jej ofiary na kontynentach Ameryk, od Peru i dawnego imperium Inków, po północne rubieże Mezoameryki. Nic to, że Europa zaczyna płacić za swój kolonializm. Starej europejskiej architektury też będzie mi żal, a zniknie, jak świątynie i grobowce z Palmiry czy posągi Buddy z Afganistanu, w świecie, który nastaje. Lecz wróćmy do El Cerrito 😉
Przyroda Altiplano
Drzewna forma kaktusa garambullo (Myrtillocactus geometrizans) w El Cerrito (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Półpustynna przyroda Altiplano to świat pełen kaktusów. Zdumiewają nas szczególnie formy drzewne garambullo (Myrtillocactus geometrizans). Rośnie tu również trochę niskich drzew o oleistej korze. To osoczyny – xixiote (Bursera fagaroides) i mesquite (Prosopis laevigata). Niewiarygodne, ale xixiote należą do tego samego rodzaju co majańska chaka (Bursera simaruba), znane nam dobrze drzewo z Jukatanu, o rdzawej korze, w której kryje się remedium na neurotoksyny z niebezpiecznych chechem (Metopium brownei).
Tolteckie ruiny – resztki radialnej platformy w El Cerrito (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Wśród gałęzi tych kserofilnych drzew co rusz przemyka mały czerwony ptak. Są też gołębie i jakieś „wróble”. Są i tyrankowate z szarym czubkiem i żółtym brzuszkiem. Te również dobrze znam z Jukatanu, więc oczywiście poluję na czerwone…
Ogromna piramida El Cerrito
Toltecka piramida w El Cerrito (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Główna piramida – El Cerrito – tutejszy gwóźdź programu jest, niestety, zamknięta. Jej kształt z czterema biegami schodów oraz resztki radialnych platform w okolicy kojarzą się z tym co uznajemy za architekturę Tolteków. Rozglądając się po okolicy poza obszarem stanowiska, nie mam wątpliwości, w których miejscach i na których wzgórzach wokoło stały inne świątynie.
Tajemnice El Cerrito w muzeum
Toltecka maska w Museo de Sitio El Cerrito (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Znacznie ciekawsze od rozebranych i częściowo zrekonstruowanych ruin okazuje się lokalne muzeum. Prócz artefaktów znalezionych tu w trakcie wykopalisk, w muzeum znajdziecie resztki zdobień i rzeźb z piramidy oraz znajdującej się niegdyś na jej szczycie świątyni. Tu również nie ma wątpliwości, że El Cerrito znajdowało się w kręgu kulturowym Tolteków.
Toltecki artefakt z El Cerrito (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Przed Toltekami miejsce to znajdowało się w strefie wpływów Teotihuacan, ale pierwsza i najstarsza była tutaj preklasyczna kultura Chupícuaro. Toltekowie też nie byli na tym miejscu ostatni. Queretaro tuż przed konkwistą było terenem Otomi. Z hiszpańskich raportów wynika, iż jeszcze w połowie XVII stulecia piramida El Cerrito była miejscem kultu dla Purépecha (Tarasków), Chichimeków i Otomi. W muzeum szczególnie zapadają w pamięć naczynia na trzech nogach z jedną nóżką bardziej 😉
Toltecka rzeźba z El Cerrito (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Po wyjściu z muzeum robię zdjęcia kaktusom. Wielkie, niczym kule armatnie, z długimi żółtymi kolcami. To Ferocactus histrix. Są i agawy, choć kolczaste jednak z kaktusami wcale blisko nie spokrewnione. Z podwójnego szpaleru agaw przed wejściem wyrastają kilkumetrowe quiote. I nagle wśród gałęzi znów coś się żarzy czerwienią. Z dala wygląda jak mały kacyk, ale… Szybko zmieniam obiektyw i… mam! To żarek rubinowy (Pyrocephalus rubinus).
Żarek rubinowy (Pyrocephalus rubinus) na gałęzi w El Cerrito (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Dobry początek dnia… Były ruiny z potężną toltecką piramidą El Cerrito, była przyroda Ameryki Środkowej. Teraz pora na solidne meksykańskie śniadanie 😉
Queretaro, Solar Eclipse Run 2024, Meksyk, Wycieczki z archeologiem po Meksyku, archeowyprawy, architektura kolonialna, ultrabarok, churrigueresque, Klasycyzm
Mniej popularne zaułki kolonialnego Centro Historico Santiago de Queretaro (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Wjazd do Santiago de Queretaro przypomina cofanie się w czasie. Stolica stanu Queretaro, jednego z 31 stanów zjednoczonych Meksyku, to ogromne i nowoczesne miasto. Mocny kontrast po piramidach Teotihuacan i Tula Grande. Ponadmilionowa aglomeracja mieści się w żyznej niegdyś dolinie, gdzie przed przybyciem Hiszpanów żyli ludzie Otomi.
Kolonialne Centro Historico Santiago de Queretaro (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Wjeżdżających do Queretaro wita więc Conin, oportunistyczny władca Otomi, który pomógł konkwistadorom zaprowadzić kontrolę nad swym ludem i wsparł najeźdźców przeciw sąsiadom – Mexikom (Aztekom). Przebrandowany na Hernando de Tapia, zyskał dzięki temu pozycję w powstającym Wicekrólestwie Hiszpanii. Mąż stanu…
Uliczni handlarze ze stanu Oaxaca w kolonialnym Centro Historico Santiago de Queretaro (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Po Otomi nie ma dziś w samym Santiago de Queretaro wielu śladów. Na przedmieściach leży niewielkie stanowisko archeologiczne El Cerrito. Resztki potężnego ośrodka żyjących tutaj przed nimi Tolteków. Nawet nazwa miasta pochodzi od Queréndaro, jak w trakcie konkwisty określali je, również wysługujący się wtedy Hiszpanom, Taraskowie (którzy sami siebie nazywali z kolei Purépecha). Do dziś żyje w Meksyku jeszcze około 300 tys. Otomi, jednak bezdomni Indígenas jakich spotkacie w centrum Queretaro to rdzenna ludność z… Oaxaca.
Kolonialne Centro Historico Santiago de Queretaro (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Dobrą chwilę zajmuje nam przebicie się do historycznego centrum – tam gdzie czeka na nas kolonialna architektura. Tu miasto zmienia klimiat: wąskie, jednokierunkowe uliczki… Muszę zawracać na około, bo nie od razu oczywiście trafiam w tę właściwą. W historycznych centrach nawigacja nie zawsze pomaga. Logujemy się na Calle Cuauhtemoc, w hotelito o tej samej nazwie. Cuauhtemoc to imię ostatniego tlatoani – władcy Azteków. Ten nie był tak elastyczny jak Conin.
Centro Historico
Uliczna kuchnia w kolonialnym Centro Historico Santiago de Queretaro (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Bardzo wąska brama w starej zabudowie to ciekawe zwieńczenie naszej drogi z Hidalgo. Porysowane ościeża nie zachęcają, ale nasz chiński samochód daje sobie radę, wślizgując się w tę hiszpańską bramę niczym 'król’ Conin w szeregi hiszpańskich urzędników. Pokój przypomina raczej klasztorną celę, ale to tylko przystanek na noc. Idziemy sycić się klimatem, zjeść coś, kupić kapelusz, wypić czekoladę, a potem znaleźć jakąś pulqueríę.
Ultrabarokowa fasada katedry St. Philip Neri. Kolonialne Centro Historico Santiago de Queretaro (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Historyczna część miasta Santiago de Queretaro jest wpisana na listę dziedzictwa ludzkości UNESCO. To 203 kwartały o powierzchni 4 km2. 1400 budowli i monumentów w stylu hiszpańskiego baroku. Unikalna jest tu nie tylko architektura, ale i układ starej części miasta. Brzmi to obiecująco na wieczorny spacer? 😉
Uliczni handlarze ze stanu Oaxaca w kolonialnym Centro Historico Santiago de Queretaro (fot: P.A. Trześniowski 2024)
W centro historicoIndígenas z Oaxaca próbują zarobić na chleb, sprzedając pamiątki. Mieszkańcom miasta podobno nie są w smak i policja robi co może, aby się ich pozbyć. Drobny uliczny handel jest jednak w Meksyku legalny, a oni wszyscy mają meksykańskie obywatelstwo. Policja konfiskuje więc towar na podstawie przepisów sanitarnych tylko tym, którzy próbują sprzedawać jedzenie.
Casa de la Marquesa, siedziba MSZ w czasach, gdy Santiago de Queretaro było stolicą Meksyku (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Polacy w Queretaro
Kolonialna architektura oczywiście robi wrażenie. W 1847 r. Santiago de Queretaro zostało stolicą Meksyku. W 1867 r. miała tutaj miejsce ostatnia bitwa cesarza Maksymiliana I, którego po zwycięskim oblężeniu rozstrzelano 19 czerwca. W szeregach armii cesarskiej walczyło kilka tysięcy Polaków, którym, po upadku powstania styczniowego dano wybór: więzienie lub dalsza walka, tym razem pod flagą Habsburgów.
Uliczna kuchnia w kolonialnym Centro Historico Santiago de Queretaro (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Z tych czasów pochodzą pierwsze polskie opisy Meksyku, a przy tym tropikalnych owoców takich, jak banan, a także wspomnienia pięknych meksykańskich dziewcząt piórem hrabiego Wodzickiego.1 W szeregach armii cesarskiej walczył również jeden z wielkich późniejszych eksploratorów Mezoameryki – Teoberto Maler, który po przegranej postanowił osiąść na Jukatanie.
Ultrabarok
Katedra St. Philip Neri. Santiago de Queretaro (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Najpiękniejszy ultrabarok trafia nam się na koniec, poza ruchliwym centrum. Katedrę St. Philip Neri wzniesiono w latach 1786-1804, więc tu na przełomie epok baroku i klasycyzmu. W Queretaro to ostatnia świątynia z elementami baroku. Klasycystyczna jest na szczęście od wewnątrz, chociaż, jak się przyjrzeć i na elewacji widać już łamanie stylu. Przed katedrą jest ławka. Siadam i długo patrzę, a na niebie przewijają się chmury. Białe, poskręcane kolumny odcinają się na tle ciemnych ścian z wulkanicznej cegły tezontle. Lubię Churrigueresque, nie tylko Rio Bec, Chenes i Puuc…
Kolonialne Centro Historico Santiago de Queretaro (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Chyba nie jesteśmy zmęczeni, bo do Cuahtemoca wracamy dość okrężną drogą, by zaznać mniej oficjalnego klimatu starej części miasta. Zdajemy sobie sprawę, że jeśli chodzi o Queretaro, jedynie liznęliśmy temat, ale przed nami jeszcze długa droga na północ na zaćmienie Słońca, zaś Queretaro to po prostu jeden z przystanków w drodze. Nasze auto, zaparkowane na wewnętrznym placu hotelu, okazuje się zastawione przez kilkanaście innych samochodów. Ciekawe jak zrobimy to rano…
Meksyk, Belize, Gwatemala, Salwador i Honduras – archeowyprawy po drogach i bezdrożach pięciu krajów Mezoameryki i Ameryki Środkowej w roku 2024 🙂
W pogoni za marzeniami – ARCHEOWYPRAWY 2024: Meksyk, Gwatemala, Belize, Salwador i Honduras
„Nośniki bytu są nietrwałe – żarliwie usiłujcie”
– książę Siddhartha Gautama (Budda).
Wschód Słońca nad Morzem Karaibskim, Ambergris Caye, Belize (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Rok 2024 był dla nas niezwykle intensywny podróżniczo 🙂 Realizowaliśmy archeowyprawy po drogach i bezdrożach wszystkich pięciu obecnych państw Mezoameryki: Meksyku, Gwatemali, Belize, Salwadoru i Hondurasu. Wspinaliśmy się na wulkany w Salwadorze i na południu Gwatemali na Wyżynach Majów. Wyprawialiśmy się również na poszukiwanie północnych granic Mezoameryki, sprawdzając strefy mezoamerykańskich wpływów w meksykańskich stanach Sinaloa, Hidalgo, Zacatecas, Durango, Queretaro, Michoacan, Coahuila, Nayarit, Jalisco i San Luis Potosi
W ramach drugiej już astrofotowyprawy udało nam się przeżyć kolejne zaćmienie Słońca – tym razem całkowite zaćmienie Słońca, a nie obrączkowe. Całym wachlarzem zmysłów byliśmy w stanie doświadczyć jak ogromna jest między nimi różnica. Nasze niebo w roku 2024 wiosną wspaniale rozświetliły zorze, a jesienią przecięła kometa C/2023 A3 Tsuchinshan-ATLAS. Klamka zatem zapadła – będziemy organizowali turystykę zaćmieniową i kolejne astrofotowyprawy. Już teraz możecie pytać o miejsca na listach naszych wypraw na zaćmienie Słońca w latach 2026 (Hiszpania) i 2027 (Egipt).
Zorza polarna (aurora borealis) wywołana koronalnym wyrzutem masy (CME) wycelowanym w stronę Ziemi 10 V 2024, w 32 dni po całkowitym zaćmieniu Słońca (fot: P.A. Trześniowski)
Upływający rok 2024 to terabajty filmów i zdjęć. Ze względu na gęsto wypełniony kalendarz w terenie, niewiele z nich udało się do tej pory opracować i udostępnić w internecie. Podsumowując jednak liczbę odsłon na podstronach poszczególnych etapów archeowypraw oraz reakcji na naszych social media, jak instagram i facebook, możemy śmiało sformułować listę atrakcji, które zmieściły się na podium najciekawszych archeowypraw roku 2024:
I. Całkowite zaćmienie Słońca w Meksyku
Całkowite zaćmienie Słońca w Meksyku 8 IV 2024 w stanie Durango (fot: P.A. Trześniowski)
1. Całkowite zaćmienie Słońca w Meksyku – to była niesamowita wyprawa przez 12 stanów środkowego i północnego Meksyku! Całkowite zaćmienie Słońca w Meksyku było w tym wypadku celem, ale również pretekstem do odwiedzenia dziesiątek interesujących miejsc: stanowisk archeologicznych, rezerwatów przyrody i zabytków kolonialnej architektury Meksyku, przemierzając przez cały czas na trasie przez wspaniałe i jedyne w swoim rodzaju pejzaże gór Sierra Madre i pustyni Chihuahua
Drogi i bezdroża Durango w północnym Meksyku (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Mając porównanie z obserwowanym rok wcześniej zaćmieniem obrączkowym w Becan potwierdziliśmy że, nie da się w żaden sposób jednego z drugim porównać tak, jak nie da się wytłumaczyć tych czterech i pół minuty fazy totality nikomu, kto sam tego nie przeżył!
II. Lot balonem nad Teotihuacan
Lot balonem nad ruinami Teotihuacan o wschodzie Słońca (fot: P.A. Trześniowski 2024)
2. Lot balonem nad piramidami Teotihuacan – to był jeden z etapów wielkeij astrofotowyprawy #SolarEclipseRun2024, ale ruiny Teotihuacan znajdują się bardzo blisko miasta Meksyk, więc aż proszą się o częstsze odwiedzanie w ramach krótszych archeowypraw do centralnej części Meksyku podobnie, jak pobliska toltecka Tula. Ogromne piramidy Teotihuacan potrafią wgniatać w ziemię, kiedy staje się u ich podnóża! Największe miasto prekolumbijskiej Mezoameryki, a zarazem stolica najpotężniejszej hegemonii połowy pierwszego tysiąclecia n.e. dopiero z góry daje jednak pojęcie o swoich rozmiarach. Chociaż raz w życiu warto jest zobaczyć Teotihuacan zarówno na górze jak na dole
Lot balonem nad piramidami Teotihuacan (fot: P.A. Trześniowski 2024)
III. Wielki Blue Hole w Belize
Wielki Blue Hole na atolu Half Moon Caye na Mezoamerykańskiej Rafie Barierowej w Belize (fot: P.A. Trześniowski 2024)
3. Lot nad Wielkim Blue Holem, tym odkrytym przez kapitana Jacquesa Cousteau. Wielki Blue Hole na Karaibach to jedna z najgłębszych studni krasowych Ameryki Środkowej i Mezoameryki. Nurkowaliśmy w niej po wielokroć w ramach wypraw nurkowych CENOTY.PL i ALPHADIVERS, jednak po nurkowaniach w meksykańskich w Cenotach pokryte morskim osadem ściany studni nigdy nie robiły odpowiednio głębokiego wrażenia 😉
Wielki Blue Hole na atolu Half Moon Caye na Mezoamerykańskiej Rafie Barierowej w Belize (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Widok z góry na Wielki Blue Hole, podobnie jak i panorama na otaczającą go koralową rafę Half Moon Caye i Mezoamerykańską Rafę Barierową w Belize to znacznie wyższy poziom wrażeń. Jeśli wybieracie się na nurkowanie w Wielkim Blue Hole pamiętajcie, że warto zobaczyć go również, albo i przede wszystkim z tej strony
Archeowyprawy 2024 to kilkanaście nowych stanowisk archeologicznych na naszej liście
W roku 2024 z prawdziwą przyjemnością odwiedzaliśmy swoje ulubione stanowiska archeologiczne na terenie Meksyku, Gwatemali, Belize, Hondurasu i Salwadoru. Spędziliśmy znów trochę czasu w Tikal, odwiedziliśmy ponownie Copan i Quirigua. Przejechaliśmy z historycznie pierwszą wycieczką przez teren polskich wykopalisk archeologicznych w San Isidro, w departamencie Sonsonate. Przeżywaliśmy niesamowite chwile w trakcie obrzędów Majów K’iche’ w Chichicastenango, gdzie spisano niezwykle ważną księgę Popol Vuh. Przechadzaliśmy po rubieżach Mezoameryki w niesamowitej górskiej twierdzy La Quemada czy między petroglifami Las Labradas na brzegach Pacyfiku
Skalne wybrzeże Oceanu Spokojnego na stanowisku archeologicznym Las Labradas, Sinaloa, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
To oczywiście nie wszystko: Nakum, Tzintuntzan, La Ferreira czy Los Torilles… Relacje z poszczególnych etapów astrofoto- i archeowyprawy #SolarEclipseRun2024 pojawiają się, w miarę obróbki materiałów, na poświęconej jej stronie tytułowej => Solar Eclipse Run 2024 oraz na blogu podróżniczym Agnieszki Staniak: #ZapiskiNiepozorne. Opowieści ilustrujące inne nasze ubiegłoroczne archeowyprawy można przeczytać również tu:
Zapraszamy na kolejne archeowyprawy!! Oby kolejny rok 2025 był dla nas wszystkich jeszcze bogatszy w pozytywne wrażenia i znacznie lepszy niż odchodzący 2024!!
Zachód Słońca nad Oceanem Spokojnym w Meksyku (fot: P.A. Trześniowski 2024)
El Mirador, wycieczka z polskim archeologiem, Gwatemala, Peten, Nakbe, El Tintal, treking, wyprawa, wyprawy, polski przewodnik
Najbliższy trekking do El Mirador: 18 marca – 1 kwietnia 2028 🖖🤠 (zbieramy grupę na lotnisku w Ciudad de Guatemala).
Mapa Niecki Mirador z zaznaczonymi stanowiskami archeologicznymi, znajdującymi się w pobliżu trasy trekingu (jest ich znacznie, znacznie więcej)
Wyprawy do El Mirador zaczynamy zwykle na Flores – wyspie na jeziorze Peten Itza w departamencie Peten w Gwatemali. To historyczne miejsce, gdzie przed trzema stuleciami mieściła się jeszcze Noj Peten – ostatnia twierdza Majów, która padła pod butami Hiszpanów dopiero w 1967 r., formalnie kończąc konkwistę Mezoameryki.
Dziś po Majach zostało tu tylko kilka stel, które można zobaczyć w centrum placu w najwyższym punkcie wyspy i nieco artefaktów w lokalnym muzeum, które znajduje się na jednej z sąsiednich wysepek. Hiszpanie przez kilka dni równali miasto z ziemią, niszcząc dosłownie wszystko. Dziś całą wyspę Flores wypełnia ciasno kolonialna architektura. Pomimo trudnej przeszłości jest to dość miłe i klimatyczne miejsce, w którym warto jest spędzić noc, jeśli nie przed to tuż po wyprawie, popłynąć łódką na półwysep San Miguel do majańskich ruin Tayasal, obejrzeć zachód Słońca nad wodą.
Jezioro Peten Itza, Peten, Gwatemala (fot: P.A. Trześniowski 2017)
Dzień 1 – Flores > Carmelita > El Tintal
W Peten wystarczy jeden deszcz, by dobrze znana ścieżka zanikła w selwie (fot: P.A. Trześniowski 2017)
Pierwszego dnia wyprawy wstajemy bardzo wcześnie rano i przejeżdżamy do ostatniej wioski w selwie do jakiej prowadzi w miarę przejezdna droga (około 3,5h). Tam jemy śniadanie, przepakowujemy plecaki, zostawiając ewentualnie w wiosce to co nie będzie nam potrzebne w lesie i wyruszamy w drogę. Pierwszy etap trekingu to jakieś 18 kilometrów. W ciągu czterech godzin dotrzemy do El Tintal – pierwszego z wielkich preklasycznych ośrodków Majów w Niecce Mirador-Calakmul, jakie odwiedzimy na trasie.
El Tintal
Szczyt piramidy triadycznej Catzin wystający ponad szczyty drzew w selwie, obserwowany ze szczytu triadycznej piramidy Mano de Leon w El Tintal, Gwatemala (fot: P.A. Trześniowski 2022)Szczytowa część jednej z piramid triadycznych na stanowisku archeologicznym El Tintal (fot: P.A. Trześniowski 2022)
El Tintal było otoczone fosą i pozostałości tych umocnień sprzed ponad dwóch tysięcy lat będzie nam dane ujrzeć. Zobaczymy również resztki boiska do pitz (pok-ta-pok) i opowiemy sobie o rozgrywkach, które nie były bynajmniej dla dawnych Majów rozrywką tylko inscenizacją kreacyjnego mitu, a następnie wejdziemy na jedną z triadycznych piramid, by móc podziwiać panoramę bezkresnego oceanu zieleni i nasz pierwszy zachód Słońca nad selwą.
Zachód Słońca nad Peten ze szczytu jednej z piramid triadycznych na stanowisku archeologicznym El Tintal (fot: P.A. Trześniowski 2022)
W El Tintal widać kilka kompleksów tzw. piramid triadycznych – architektury charakterystycznej dla epoki późnego preklasyku i związanej prawdopodobnie wyłącznie z pierwszym (i jedynym) imperium Majów. Ze szczytów piramid w El Tintal sokole oko może wypatrzyć również szczyty piramid w El Mirador i Nakbe… Kolacja przy obozowej kuchni, nocleg w namiotach…
Zachód Słońca nad Peten ze szczytu piramidy triadycznej Mano de Leon, Niecka Mirador (fot: P.A. Trześniowski 2022)Zachód Słońca nad Peten ze szczytu jednej z piramid triadycznych na stanowisku archeologicznym El Tintal (fot: P.A. Trześniowski 2022)Wieczorne zorze nad Peten. Widok ze szczytu jednej z piramid triadycznych na stanowisku archeologicznym El Tintal (fot: P.A. Trześniowski 2022)Zachód Słońca nad Peten ze szczytu jednej z piramid triadycznych na stanowisku archeologicznym El Tintal (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Dzień 2 – El Tintal > El Jabale > La Muerta > El Mirador
Tortille z obozowego ogniska gdzieś w Niecce Mirador w Peten, Gwatemala (fot: P.A. Trześniowski 2017)
Wschody i zachody Słońca nad bezkresnym oceanem selwy Peten nie mają sobie równych… Chętni mogą zatem wspiąć się na pierwszy wschód Słońca na jedną z piramid El Tintal. Wszystkie wschody i zachody Słońca nad Peten to wrażenia limitowane, niestety, czasem podróży, więc nie warto marnować ani jednej okazji. Po porannej toalecie i śniadaniu znów wyruszamy w drogę.
Tego dnia do przejścia mamy nieco większy dystans – 23 km, ale praktycznie całą drogę poruszać się będziemy po majańskiej sacbé – drodze przypominającej dzisiaj pozornie nasze wały przeciwpowodziowe. Przed dwoma tysiącami lat były to jednak monumentalne, ciągnące się dziesiątkami kilometrów konstrukcje z kamienia, wysokie zwykle na kilkanaście metrów, szerokie na około 20 i kryte gładkim stiukiem. Ułatwiały komunikację między ośrodkami położonymi na bagnistym terenie selwy.
Trogon massena po drodze do El Mirador, Peten, Gwatemala (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Co ciekawe, w późniejszych okresach – w epoce złotego wieku, Majowie nie budowali już międzymiastowych dróg (z nielicznymi wyjątkami, jak sacbé pomiędzy Kabah a Uxmal, które były prawdopodobnie równorzędnymi stolicami regionu Puuc, czy stukilometrowa sacbé z Coba do Yaxuna aż pod Chichen Itza, która ani chybi służyła cesarzowej Coba do szybkich przerzutów wojsk na drugą stronę półwyspu).
Drogi w preklasycznym Królestwie Węża również musiały służyć do przerzucania wojsk… Były kręgosłupem imperium, zaś ich sieć łączyła kilkadziesiąt miast rozrzuconych na terenie Niecki Mirador-Calakmul w jeden zwarty organizm. Po drodze mijamy kilka pomniejszych stanowisk archeologicznych jak El Jabale, które były prawdopodobnie posterunkami służącymi do kontroli ruchu na drodze.
Bandycki wkop w boku majańskiej struktury w El Jabale w poszukiwaniu skarbów (fot: P.A. Trześniowski 2022)
La Muerta i najstarszy glif herbowy Węży (Kaanul)
Piramida w La Muerta na przedmieściach El Mirador, Peten, Gwatemala (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Po południu docieramy do nieco większego ośrodka La Muerta. Mamy tu kilka późniejszych piramid w stylu Peten, pochodzących z okresu klasycznego, mamy również niesamowity relief wykuty w macierzystej skale, który przedstawia majańską inskrypcję. Pośród glifów zatartych przez czas i warunki pogodowe wyraźnie przeziera głowa węża – glif herbowy używany w okresie klasycznym przez potężną dynastię Kaanul, która miała swą wczesnoklasyczną stolicę w Dzibanche (Quintana Roo), a późnoklasyczną w Calakmul (Campeche).
Wizja piramidy triadycznej El Tigre w stosunku do centralnego placu i obu głównych akropoli Tikal
Piramida El Tigre
Szczyt piramidy triadycznej El Tigre wystający ponad szczyty drzew w El Mirador, obserwowany ze szczytu triadycznej piramidy La Danta, Peten, Gwatemala (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Już tylko półgodzinny spacer dzieli nas od centralnej części El Mirador. La Muerta to bowiem przedmieścia rozległego ośrodka. Po zrzuceniu plecaków wespniemy się na szczyt wielkiej triadycznej piramidy El Tigre (55 m), by podziwiać zachód Słońca nad selwą. Sama ta piramida byłaby w stanie przykryć centralny plac Tikal włącznie z z jego piramidami oraz centralnym i północnym akropolem. Kolacja z obozowej kuchni i nocleg w namiotach w obozowisku El Mirador.
Zachód Słońca nad El Mirador i Peten obserwowany ze szczytu piramidy triadycznej El Tigre (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Dzień 3 – El Mirador
Piramida La Danta
Potężna piramida triadyczna La Danta widziana ze szczytu najwyższej piramidy w Nakbe (fot: P.A. Trześniowski 2022)
O ile w El Tintal na wschód Słońca ze szczytu piramidy wstajemy opcjonalnie, w El Mirador czynimy to obowiązkowo 😉 Podziwiać go bowiem będziemy ze szczytu najwyższej i największej spośród piramid zbudowanych kiedykolwiek przez Majów. Piramida triadyczna La Danta ma 72 m wysokości, a na potężnej platformie o bokach 200 na 600 m, na której stoi, znajduje się kilka innych kompleksów, jak grupa E (powinna być starsza od samej piramidy La Danta, ponieważ ta przesłoniła wschodni horyzont obserwatorium solarnego, jakim była ta grupa E), czy też piramida triadyczna La Pava.
Ze szczytu piramidy La Danta widać oczywiście gołym okiem szczyty odległej o dwa kilometry piramidy El Tigre, odległego o 20 km El Tintal oraz odległego o 12 km Nakbe, a nawet Naachtun, do którego zdarzało nam się trafiać w ramach trekkingów 9-dniowych (130 km). Oko uzbrojone w szkło może wyszukać jednak również szczyty odległych o 40 km na północ szczytów piramid Calakmul…
Wschód Słońca nad El Mirador obserwowany ze szczytu piramidy La Danta (fot: P.A. Trześniowski 2022)Wyjec w El Mirador (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Ucieczka z zaświatów i inwazja Teotihuacan
Słynny preklasyczny relief z centralnego akropolu El Mirador ze sceną z mitu kreacyjnego Majów (fot: P.A. Trześniowski 2017)
Po zejściu z piramidy zaczynamy zwiedzanie miasta. Na wielkim akropolu El Mirador odsłonięto niesamowity relief, pochodzący sprzed 2200 lat. Przedstawia on scenę z mitu kreacyjnego Majów – ucieczkę Bohaterskich Bliźniaków z zalanych wodą zaświatów (Mitnal/Xibalba) z odciętą głową ojca, który odrodzi się później jako bóg kukurydzy. Zobaczymy też resztki stel sprofanowanych około 300 r. n.e. przez najeźdźców z odległego środkowomeksykańskiego Teotihuacan – hegemona epoki wczesnoklasycznej, który na kilka stuleci położył kres panowaniu Węży (Bitwa na Schodach El Tigre).
Stela 4 z El Mirador sprofanowana przez teotihuakańczyków (fot: P.A. Trześniowski 2022)Matapalo – pasożytnicza forma figowca, El Mirador (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Zwiedzaniu El Mirador poświęcimy większą cześć dnia, oglądając inne grupy piramid, platform i obserwatoriów. Ruiny El Mirador są ukryte w lesie, więc, jak każdego dnia mamy szansę na spotkanie z dziką przyrodą Peten. Do reguły należą małpy (czepiaki i wyjce), zdarzają się też pekari, a łut szczęścia przeciął kiedyś nasze kroki z polującą pumą… Chętni i nienasyceni mogą wieczorem podziwiać zachód Słońca ze szczytu piramidy El Tigre albo El Mono… Kolejny nocleg w obozowisku El Mirador.
Tukan arasari obrożny w obozowisku El Mirador, Peten, Gwatemala (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Dzień 4 – El Mirador > Nakbe
Wschód Słońca nad El Mirador obserwowany ze szczytu piramidy triadycznej El Mono w El Mirador. W tle piramida La Danta (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Chętni mogą po raz ostatni wdrapać się na wschód Słońca na szczyt piramid triadycznych: Los Monos albo El Tigre. Po śniadaniu czeka nas lekki spacer z El Mirador do Nakbe. Dystans do pokonania to niecałe 14 km. Najkrótszy z tych, jakie czekają na nas w trakcie tej wyprawy. Sacbé łącząca dawne stolice Węży wiedzie obok piramidy La Danta. Ma średnio około 30 m szerokości, ale w Nakbe rozszerza się do kilkudziesięciu metrów.
W Nakbe, podobnie jak w El Mirador, obejrzymy resztki preklasycznejarchitektury Majów, a na zachód Słońca wespniemy się na szczyt najwyższej tutejszej piramidy triadycznej – struktury I. Podobnie jak w El Mirador i El Tintal ze szczytu można tutaj wypatrzeć wierzchołki piramid z dwóch wymienionych powyżej miast. Kolacja z obozowej kuchni i nocleg w namiotach obozowiska projektu archeologicznego Nakbe.
Zachód Słońca nad Peten obserwowany ze szczytu piramidy triadycznej w Nakbe (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Piąty dzień to ostatnia szansa na wschód Słońca ze szczytu piramidy w Peten, ale zarazem najdłuższy dystans do pokonania. Ruszamy po śniadaniu, ale tak szybko jak to tylko możliwe, bo przed nami tego dnia do pokonania aż 34 km. Będziemy przechodzić obok stanowiska El Güiro/Wakna, gdzie znajdowała się największa grupa E (obserwatorium solarne) na Nizinach Majów (~200 m długości jej platformy wschodniej).
Zdetronizowało ją dopiero odkrycie w 2017 r. gigantycznej platformy Aguada Fenix (1413 m długości) w Tabasco (Meksyk) z grupą E, której wschodnia platforma miała ponad 400 m długosci. W El Güiro/Wakna wejdziemy do wnętrza obrabowanego grobowca nieznanego majańskiego władcy.
Wnętrze obrabowanego grobowca na terenie stanowiska archeologicznego El Guiro / Wakna, Niecka Mirador, Peten, Gwatemala (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Miejscowi lubią opowiadać legendy o skarbach, jakie zostały tu znalezione. O kilogramach jadeitu, który prekolumbijskim Majom zastępował złoto. Przed wieczorem dotrzemy do La Florida – pomniejszego stanowiska z resztkami klasycznej architektury. Kolacja z obozowej kuchni i ostatni nocleg w namiotach w obozowisku La Florida.
W monte… Niecka Mirador, Peten, Gwatemala (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Dzień 6 – La Florida > Carmelita > Flores
Papuga amazona białoczelna w obozowisku La Florida, Peten, Gwatemala (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Szóstego dnia po śniadaniu wyruszamy w drogę powrotną z La Florida i wychodzimy z selwy. Do Carmelity jest już jedynie 11 km. W wiosce ostatni posiłek i droga powrotna na wyspę Flores. Tak wygląda sześć dni trekkingu.
Karawana mułów w obozowisku La Florida, Niecka Mirador, Peten, Gwatemala (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Po wyprawie do El Mirador i Pierwszego Królestwa Węża warto odpocząć przynajmniej ze dwie noce na wyspie Flores. Skorzystać rano z kajaków, wieczorem popłynąć na zachód Słońca ze stanowiska archeologicznego Tayasal.
Jezioro Peten Itza, Peten, Gwatemala (fot: P.A. Trześniowski 2017)
Co zabrać ze sobą do El Mirador?
W selwie, pomimo pory suchej, spodziewamy się dość wysokiej wilgotności 88-90% oraz temperatury 32C. Przyda się zatem lekka przewiewna odzież z długimi rękawami i nogawkami (koniecznie!), wygodne trekkingowe buty (w marcu mogą być lekkie – selwa powinna być już sucha, od stycznia do marca trzeba uwzględnić błoto), grube skarpety np. z jonami srebra i talk, lżejsze buty lub klapki do poruszania się po obozowisku, coś na głowę od słońca, repelent na owady (DEET na skórę, np. Mugga i permetryna na ubranie), na wieczór jakaś bluza, lekkie nakrycie głowy.
W obozowiskach mamy dostęp do pryszniców z wodą deszczową (w samym El Mirador może być dodatkowo płatna – to zależy od humoru strażników) i do terenowych toalet. Przydadzą się nawilżane husteczki i płyn do dezynfekcji rąk. Na trasie dostajemy wodę do picia i przekąski. W trakcie marszu robimy przystanki na odpoczynnek i poważniejsze jedzenie. Warto zabrać odpowiednią ilość baterii czy akumulatorów do aparatów, powerbanki i ogniwa solarne – po drodze nie ma gdzie ładować urządzeń.
Kwiat Pseudobombax ellipticum w Niecce Mirador, w Peten, Gwatemala (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Jak dotrzeć do Flores i znaleźć się na pokładzie?
Do Flores można dotrzeć samolotem z Ciudad de Guatemala (Gwatemala), Cancun (Meksyk), czy Belmopan (Belize). Z wszystkich tych miejsc, bezpośrednio lub z przesiadkami, można również dotrzeć autobusami. Tym razem zabieram grupę z lotniska w Ciudad de Guatemala, wracając z wykopalisk archeologicznych w Salwadorze .
Piramida La Danta w El Mirador – model cyfrowy
Kiedy?
Najbliższy treking do El Mirador (Gwatemala) 6 dni w selwie planowany jest w dniach 18 marca – 1 kwietnia 2028 r. Z chętnymi spotykam się w stolicy, lub kilka dni później na wyspie Flores. Po skończonej wyprawie planujemy chillout nad jeziorem Peten Itza, ale jeżeli będą chętni możemy go również przedłużyć o cayos na wybrzeży Morza Karaibskiego w Belize. Informacje i rezerwacje (WhatsApp) +52 984 876 1504 lub email: archeoprzewodnik@gmail.com
Piramida La Danta w El Mirador – model cyfrowy
Coś więcej…
Piramidy Majów w Tikal, Peten, Gwatemala (fot: P.A. Trześniowski 2022)
W drugiej połowie marca 2028 po trekkingu do El Mirador planujemy kontynuowanie wyprawy przez dwie noce w Tikal – najwspanialszym częściowo odrestaurowanym stanowisku archeologicznym cywilizacji Majów, a następnie odwożę grupę na granicę z Belize i eskortuję aż do portu w Belize City (planowany chillout na karaibskich wysepkach Mezoamerykańskiej Rafy Barierowej – Ambergris Caye lub Caulker Caye).
Wschód Słońca nad Morzem Karaibskim, Ambergris Caye, Belize (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Solar Eclipse Run 2024, Meksyk, Ciudad de Mexico, CDMX, archeowyprawy, Wycieczki i zwiedzanie Meksyku z polskim archeologiem
Noc przy zocalo, centralnym placu Ciudad de Mexico (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Meksyk –nie wszystkie opowieści należy zaczynać od początku… Tę relację rozpoczęliśmy od opisu całkowitego zaćmienia Słońca – jej najważniejszej części. Jedynego w swoim rodzaju i niepowtarzalnego fenomenu, bo każde takie wydarzenie jest inne, a przy tym zdarzają się przecież bardzo rzadko. Ameryka Środkowa miała w ostatnich latach szczęście do dwóch nadchodzących tuż po sobie zaćmień. Pierwszym było zaćmienie obrączkowe, jakie w dniu 14 X 2023 mieliśmy szczęście obserwować w ruinach Majów w Becan – niesamowitym miejscu, związanym mocno z najciekawszymi tajemnicami w przeszłości Mezoameryki.
Plaza de la Independencia – El Zocalo w Ciudad de Mexico (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Drugim, całkowite zaćmienie Słońca, do którego doszło w pół roku później – 8 IV 2024. Tym co je łączyło było Słońce i Meksyk. Mieliśmy zaszczyt podziwiać oba te zdarzenia… A ponieważ wiążą się z tym pewne doświadczenia „jedyne w swoim rodzaju”, najważniejsze było, aby jak najszybciej przelać je na papier. Już w trakcie spisywania bowiem, nawet nam wydawały się one zbyt niewiarygodne… Jak zatem będą reagować na nie inni?! Całkowite zaćmienie Słońca to zjawisko, którego, niestety, nie zrozumie ten, który samodzielnie go nie doświadczył. Dlatego wypatrujcie od nas wieści na temat planowanych rajdów do kolejnych zbliżających się zaćmień. Już w innych częściach świata…
Noc na zocalo, centralnym placu Ciudad de Mexico (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Teraz pora jednak zacząć historię od początku. Wrócić do źródeł podróży. A zaczęła się tym razem na lotnisku w CDMX, w mieście Meksyk, jak powinno się je nazywać po polsku. Jednym z największych i najbardziej zaludnionych miast Ziemi.
Coruscant
Plaza de la Independencia – El Zocalo w Ciudad de Mexico (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Ja mówię na nie Coruscant… Bije na głowę potężne miasta – perły Azji Południowo-Wschodniej: Singapur, Kuala Lumpur, a nawet Dżakartę, gdzie zamknięte dzielnice tylko dla bogatych i szklane wieże kontrastują z biedą ludzi żyjących na ulicy wprost u ich stóp. Spędziłem nieco czasu w zakazanych dzielinicach i widziałem slumsy Dżakarty, ale to temat na inny dzień i inną historię…
Noc przy zocalo, centralnym placu Ciudad de Mexico (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Meksyk jest również miastem kontrastów, choć osobiście bardzo nie lubię tego określenia. Podwójny pierścień obwodnic, wielopiętrowe estakady, szklane pałace i sporo kolonialnej architektury zbudowanej na fundamentach dawnych azteckich świątyń. Lecz również sporo ludzi, którzy z trudem starają się związać koniec z końcem. „Kontrasty” oznaczają, że na drugim biegunie od wielkiego bogactwa musi być wielka bieda… Na mnie zawsze robi wrażenie pozór bliskiego związku wielkomiejskiego molocha z naturą.
Miasto Meksyk nocą (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Zieleń ogromnych drzew rosnących gęsto między budynkami, epifity i pnącza wspinające się na najwyższe piętra, dając złudne poczucie życia w równowadze z przyrodą. W Polsce to byłoby nie do pomyślenia. Zresztą w Kraju zieleń znikła z centrów miast w ramach projektów „rewitalizacji” na rzecz podnoszącego w lecie temperaturę o kilkanaście stopni betonu. Na zdrowie…
Klasycystyczny Palacio Legislativo de Donceles (Camara de Diputados) pochodzi z początków XX stulecia (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Meksyk to miasto, od którego brzegu do brzegu można by jechać cały dzień, gdyby były widoczne jakieś jego granice. Bo miasto Meksyk zdaje się nigdy nie mieć końca, wylewając się poza kielich kotliny, przechodząc płynnie w Puebla i inne okoliczne miejscowości. Nocą, kiedy jedzie się autem, próbując wydostać się ze stolicy, nie widać kresu tego oceanu świateł.
Miasto Meksyk nocą (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Rajd przez Meksyk
Podróż z Jukatanu zajęła mi jakieś 27 godzin. Mniej więcej tyle co mojej grupie lot z Polski. Koszty przelotów z Cancun do Meksyku są porównywalne, jednak samolotem nie mogę zabrać w kieszeniach kilku przedmiotów niezbędnych na dalszej trasie, jak choćby nóż, widelec czy korkociąg. Poza tym lubię jeździć przez Sierra Madre, nawet nieprzyjemnie woniejącym autobusem ADO, w którym zwykle szwankuje toaleta, dławiąc publikę aż po fotel kierowcy. Tym razem był to pasażer nietrzymający moczu…
Noc przy zocalo, centralnym placu Ciudad de Mexico (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Z dworca TAPO na Aeropuerto Internacional Benito Juárez, jest kilkanaście minut metrem. Podróż metrem w CDMX to zawsze trochę przygoda. Nie żebym nie czuł się tu bezpiecznie. Po prostu trzeba mieć oczy otwarte, czuć wibracje otoczenia i… nie wyglądać jak gringo. Pamiętam, kiedy pierwszy raz w Tulum jakiś Jankes wziął mnie za Meksykanina. Śmieję się z tego do dzisiaj. Z metra na lotnisko jest jeszcze kawałek, który można przejść pieszo w jakieś 20-30 minut, albo podjechać kolektywką.
Ultrabarokowe zdobienia portalu w stylu churrigueresque (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Spotkanie na lotnisku
Oczywiście wybieram spacer. A to z uwagi na stragany z żarciem, które znajdują się po drodze. Europejczykom pewnie przypominałyby slumsy – gęsto upakowane namioty, zrobione z tego co pod ręką, a czasem i co pod nogą, opalane gazem, z papierem lub folią, w którą, zamiast mycia, oprawiane są jednorazowo plastikowe naczynia i z krzesełkami, które lepią się do siedzeń. Ja jednak lubię jeść w takich miejscach, pośród normalnych ludzi…
Pozornie puste ulice Centro Historico (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Zachodziło już Słońce, więc po drodze przystawałem parę razy, dla zrobienia zdjęć. Nie, nie boję się tutaj wyciągać aparatu, choć może igram z ogniem. Na lotnisku w CDMX są chyba najlepsze kursy wymiany walut w całym Meksyku. Najgorsze również – zależy na jaki kantor się trafi. Nim grupa dobrała się do bagażu, zdążyłem jednak wyrobić sobie zdanie. Dobrze, bo dolar stał ostatnio niepokojąco nisko. Właściwie leżał i kwiczał, czołgał się w stronę toalety, by czule objąć muszlę zielonymi rękoma. Trzęsie się to imperium… Podróż zaczęliśmy zatem od wymiany walut po zadziwiająco dobrym kursie, jak na te trudne czasy. Dopiero potem wyszliśmy na zewnątrz, gdzie przyszła pora powitań z żarem i wilgocią meksykańskiego Altiplano.
Noc przy zocalo, centralnym placu Ciudad de Mexico (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Cienie…
Spacer przez tę samą okolicę z walizką, podobnie jak jazda metrem, nie jest już tak samo rozsądny. Walizka krzyczy z dala – halo, turysta, chodzący ATM… Nic to. Widzę, że metro robi wrażenie na tych, którzy jadą nim tu po raz pierwszy 😉 Obskurny hotel na obrzeżach Centro Historico – dzielnicy z najciekawszą i najbardziej klimatyczną postkolonialną architekturą o kilka przecznic od stacji Templo Mayor. Prawie puste o tej porze ulice. Gdzieniegdzie w cieniach przemykają… „cienie”. Głodnymi oczyma przypatrują się błyszczącej w półmroku walizce, pewnie i długim blond włosom… Mam nadzieję, że również moim butom.
Puste ulice Centro Historico nocą (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Pora na salsę oraz queso fundido
Pokój z oknem na widok… tu na podziemny parking. Nic to, jak mawiał płk. Jerzy Michał – nie ja akurat w ostatniej chwili chciałem zmieniać hotel. Okolica nie zachęcała może do spacerów, jednak duch przygody pozwolił nam tylko na szybki prysznic i już ruszaliśmy w drogę. Idziemy najpierw coś zjeść, w odwrotnym kierunku, w stronę centrum. Na Plaza de la Independencia – centralny plac miasta mamy stąd ledwie kilka przecznic. Tylko pobieżnie znałem okolicę, więc idę gdzie nos poprowadzi.
Queso fundido, tortille z guacamole i salsa (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Wkrótce wchodzimy tam skąd dobiegają najciekawsze zapachy. Sympatyczny Chilango namawia mnie na queso fundido – roztopiony ser. Zgadzam się, słysząc już pierwsze słowo – ser. Kątem oka chciwie popatruję na różnokolorowe salsy, eksponowane na stolikach. Jest guacamole i kosz ciepłych tortillas. Do picia standard: jamaica i horchata, na micheladę i pulque przyjdzie jeszcze czas. Przed knajpą zatrzymuje się policyjny samochód. Zawsze nieco nerwowo reaguję na policyjne mundury – bardziej nerwowo niż na „cienie”, bo znam niedobre opowieści o nich. Żadnych dobrych akurat, a bardzo złe również. Dość mechanicznie przypominam na głos, że służbom mundurowym nie robi się zdjęć 😉
El Zócalo: renesans, barok, klasycyzm i ultrabarok czyli churrigueresque
Noc na zocalo, centralnym placu Ciudad de Mexico (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Kontynuujemy spacer na Plaza de la Constitución. El Zócalo, jak przyzwyczaiłem się je nazywać. Pora na zapoznanie z katedrą, w której zaplanowaliśmy coś na kolejne dni. Trafiamy na końcówkę jakiegoś obrzędu – procesji, która odbywała się na zewnątrz. Koniec drogi krzyżowej, jak zaraz słyszę od lepiej zorientowanych w temacie… Rząd postaci w kapturach i długich płaszczach rodem z późnego średniowiecza. W tle stoi pięknie oświetlona eklektyczna katedra. Budowana prawie 250 lat, miesza elementy renesansu, baroku oraz klasycyzmu. Zakapturzeni robią dobry klimat pod zbliżającą się Wielkanoc. Tak, zgodnie z życzeniami tę wyprawę po centralnym i północnym Meksyku zaczynamy od obchodów Świąt Wielkanocnych…
Catedral Metropolitana de la Asunción de la Bienaventurada Virgen María a los cielos – najstarsza katedra w całym Meksyku (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Catedral Metropolitana de la Ciudad de México… Catedral Metropolitana de la Asunción de la Bienaventurada Virgen María a los cielos… to najstarsza katedra w całym Meksyku. Pięcionawowy moloch o dwóch wysokich na 67 m, szeroko rozstawionych wieżach. Budowana w latach 1573-1813, wzniesiona na skąpanych w azteckiej krwi ruinach ich stolicy Tenochtitlan i z indiańskich podatków, stoi od dnia konsekracji o krok od zawalenia. To jedna z najwspanialszych budowli w stylu architektonicznym Churrigueresque…
Sagrario Metropolitano – Tabernakulum, ultrabarokowa świątynia na zocalo, jeden ze sztandarowych przykładów Churrigueresque (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Z prawej strony przylega do niej Sagrario Metropolitano – Tabernakulum o przepięknej ultrabarokowej fasadzie. Wspaniały przykład Churrigueresque – stylu przepakowanego kunsztownie wykonanymi zdobieniami w skali mikro i tym najbardziej przypominającego mi majański Chenes. Zbudowany z tezontle – czerwonej porowatej skały wulkanicznej jest połączony z katedrą poprzez jedną z kaplic. To sceneria na jutrzejsze obrzędy Wielkanocy…
Archeowyprawy, Gwatemala, Wyżyny Majów, Chichicastenango, Sierra Madre
Termin wizyty w Chichicastenango zgraliśmy z tzolk’in – 260 dniowym kalendarzem obrzędowym Majów, którego nadal używa się w Gwatemali, na Wyżynach Majów. Dzięki temu mieliśmy szczęście uczestniczyć w całej serii majańskich ceremonii, które odbywały się w różnych częściach miasta i w świętych miejscach poza nim. Wybierzcie się z nami na wspólny spacer po tych niesamowitych miejscach.
Na targowisku K’iche’ w Chichicastenango, Gwatemala, Wyżyny Majów (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Turyści odwiedzają Chichicastenango głównie z uwagi na jarmark, który odbywa się tu jedynie przez dwa dni w tygodniu. Jest to niewątpliwie jarmark pełen cudów, ponieważ zapewnia kontakt z żywą kulturą Majów K’iche’ (Quiche). Na targu pełno jest produktów rękodzieła Majów, z czego najbardziej zapadają w pamięć barwne majańskie tekstylia. Kobiety K’iche’ noszą się w niezwykle jaskrawych kolorach, kontrastujących z czernią.
Wizytę w Chichicastenango najlepiej zacząć jest od śniadania. Liczne stragany na obrzeżach targowiska oferują pyszne majańskie jedzenie. Skuście się na tortille i najlepiej jeśli uda wam się znaleźć zielone, z uwagi na ich specyficzny smak. Są robione ze znacznie rzadszych odmian kukurydzy. Tortilla to oczywiście podstawa, na której trzeba zbudować piramidę treści. W krytych barwnymi chustami koszach i tętniących parą kociołkach znajdziecie całą gamę zdrowych, świeżych i pożywnych składników.
Elewacja kościoła Św. Tomasza w Chichicastenango, Gwatemala, Wyżyny Majów (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Targowisko Chichicastenango zlokalizowane jest wokół głównego placu miasta, rozciągniętego między dwoma kolonialnymi kościołami, zaadaptowanymi przez Majów K’iche’ do ich własnych obrzędów. Najważniejszy to kościół Św. Tomasza, wzniesiony na platformie dawnej majańskiej świątyni. Przed jego wejściem i na schodach pali się zwykle kopal (pom).
Majański ołtarz K’iche’ u stóp kościoła Św. Tomasza w Chichicastenango, Gwatemala, Wyżyny Majów (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Dym z kadzielnic wprowadza w nastrój uczestnictwa w wyjątkowych chwilach. Na górę prowadzi 18 schodów – tyle ile jest 20-dniowych miesięcy w majańskim kalendarzu haab’. Warto jednak pamiętać (a o tym zwykle lubią nie wspominać przewodniki), że jest w nim jeszcze 19, jedynie pięciodniowy miesiąc – Wayeb.
Obrzędy Majów K’iche’ pod bramą kościoła Św. Tomasza w Chichicastenango, Gwatemala, Wyżyny Majów (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Wnętrze kościoła ciemne jest od dymu, z tysięcy świec, które pali się tu jedna za drugą. Ze ścian zwieszają się draperie. Niegdyś musiały być białe, ale dawno poszarzały od dymu. Od drzwi w stronę ołtarza prowadzi rząd ustawionych na centralnej linii platform, które służą do odprawiania prywatnych ceremonii Majów K’iche’. Barwne niegdyś obrazy na ołtarzach bocznych i głównym są od dawna w różnych odcieniach czerni. Zbudowana około 1545 r. świątynia i ołtarze są rzadkimi przykładami renesansu zachowanego w hiszpańskich koloniach.
Odrobina Archeo
Regionalne Muzeum Archeologii w Chichicastenango znajduje się przy tym samym placu co obydwa kościoły i rynek. Za jedyne 5 quetzali możecie zobaczyć przykłady artefaktów pochodzących ze wszystkich trzech er, na jakie dzielimy czas trwania kolejnych cywilizacji Majów: okresu preklasycznego, z którym wiążą się najwspanialsze dokonania budowlane – potężne sieci dróg i najpotężniejsze piramidy, okresu klasycznego – ich złotego wieku oraz postklasycznego, który był mocno eklektycznym amalgamatem wpływów obcych kultur.
Schody Capilla del Calvario – drugiego kościoła przy placu Św. Tomasza, Chichicastenango, Gwatemala, Wyżyny Majów (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Po wizycie w muzeum warto zajrzeć również do drugiego kościoła – Kaplicy Kalwaryjskiej, która stoi po drugiej stronie placu Św. Tomasza. Dzięki zgraniu w czasie z kalendarzem tzolk’in, także na jego schodach mogliśmy się nawdychać kadzideł, zaś we wnętrzu poprzyglądać się prywatnym obrzędom, odprawianym przez majańskich h’menów. Mężczyźni, kobiety, pary czy rodziny K’iche’ zaskarbiają sobie pomyślność, składając ofiary w trakcie ceremonii przygotowywanych dla nich przez h’menów.
Na targowisku K’iche’ w Chichicastenango, Gwatemala, Wyżyny Majów (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Kolorowa nekropolia w Chichicastenango
Cmentarzysko w Chichicastenango, Gwatemala, Wyżyny Majów (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Jedną z mniej oczywistych turystycznych atrakcji Chichicastenango jest tutejszy cmentarz. Jeśli oglądaliście jednak cmentarze Majów na północy półwyspu Jukatan, będziecie zaskoczeni porównaniem. Jedyne co się zgadza to jaskrawe kolory. Rodzinne grobowce K’iche’ to właściwie małe świątynie. Niektóre osiągają rozmiary kaplic, a jeśli będziecie baczni, wypatrzycie grobowiec w kształcie piramidy.
Obrzędy K’iche’ na cmentarzysku w Chichicastenango, Gwatemala, Wyżyny Majów (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Głównym punktem cmentarza Chichicastenango jest lokalna kaplica z wiatą, która służy Majom K’iche’ do odprawiania obrzędów. Czarny dym spod wiaty wciska się do kaplicy, nadając jej jeszcze bardziej ponurego wyglądu. Spotykamy tu pierwsze kapłanki. Więc okazuje się, że nie tylko mężczyźni K’iche’ mogą odprawiać dziś obrzędy?! Zastanowił nas zakaz używania materiałów wybuchowych na terenie cmentarza – tajemnica, która miała się wyjaśnić wkrótce.
Majański kapłan i kapłanka K’iche’ w specjalnej kaplicy na cmentarzu w Chichicastenango, Gwatemala, Wyżyny Majów (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Obrzędy Majów K’iche’ w Chichicastenango
K’iche’ (Quiche) to jeden z 29 nadal istniejących narodów rdzennej, określanych wspólną nazwą Majów (Maya). Posługują się nadal najstarszym kalendarzem Mezoameryki, 260-dniowym almanachem, który w maaya t’aan nazywa się dziś tzolk’in, zaś w qatzijobʼal – języku K’iche’ chol q’ij. K’iche’ stanowią ponad 98% mieszkańców obecnego Santo Tomás Chichicastenango, dawnego Chaviar.
Schody kościoła pod wezwaniem Św. Tomasza – stopnie dawnej majańskiej świątyni, Santo Tomás Chichicastenango, Gwatemala, Wyżyny Majów (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Celem naszego marszu był plac o nazwie swojsko brzmiącej w… klasycznym języku cholti’an. Krąg ziemi czarnej od popiołów z ofiarnych ognisk. Po środku dwie figury, obok siebie na odległość ramienia, jednak spoglądające w przeciwnych kierunkach. Ludzkie, jednak pokryte jakby ostrymi łuskami węży. Rzeźby zaskakująco egzotyczne, kojarzące się bardziej devarapala z Azji Południowo-Wschodniej niźli z figurami klasycznych bogów Majów. Posągi ustawione w łatwo rozpoznawalny kwinkunks – w centrum i na obrzeżach kręgu.
Wokół krzątali się K’iche’. Zwykle całe rodziny z dziećmi. Pośród nich h’meni przygotowujący dla nich ofiarne ogniska. Kobiety obchodzące wokół dwie centralne figury. Kobiety klęczące i zanoszące do nich modły. I facet… Dobrze ubrany, najwyraźniej też dobrze wykształcony facet. Młody mężczyzna z dobrą pracą i horyzontami, klęczący w spopielałym błocie przed jednym z monumentów. Prawie 99% mieszkańców Chichicastenango to Majowie K’iche’. Nagle seria wybuchów. Niektórzy kapłani używają petard w swych ofiarnych ogniskach. To wyjaśnia zakaz, który nas wcześniej zastanowił.
Obrzędy K’iche’ pod bramą kościoła Św. Tomasza w Chichicastenango, Gwatemala, Wyżyny Majów (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Sanktuarium na wzgórzu
Ceremonia Majów K’iche’ przy prekolumbijskim monumencie na szczycie wzgórza nieopodal Chichicastenango, Gwatemala. W tle między igłami sosen kolorowy cmentarz (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Nadeszła pora na ostatni punkt programu. Najsłynniejszy z monumentów K’iche’ w Chichicastenango znajduje się na szczycie jednego z okolicznych wzgórz. Niełatwo jednak tam dotrzeć wąskimi dróżkami prowadzącymi przez labirynt gęsto upakowanych domków na stokach. Wiele razy zatem pytaliśmy o drogę. K’iche’ na szczęście nie robili z niej tajemnicy. Choć mogliby, bowiem w połowie ubiegłego stulecia posąg ten został sprofanowany przez Chrześcijan. Jego twarz skuto tak, że dziś ciężko go odróżnić od innych ustawionych na ołtarzu kamieni.
Na szczycie kolejna, prowadzona przez kapłankę ceremonia. Tu spotykamy pary, które podchodzą kolejno do głównego ołtarza, by zapewnić sobie pomyślność. Pośród kamieni na ołtarzach sporo kamiennych krzyży. Majowie są praktyczni, zaś współczesne wierzenia K’iche’ są eklektyczne, o czym wiemy od pierwszych obrzędów zaobserwowanych na schodach dawnych świątyń i we wnętrzach zbudowanych na ich szczytach katolickich kościołów. Z góry, pomiędzy liśćmi, widok na Chichicastenango i cmentarz pełen kolorowych budowli.
Zeszliśmy na dół, by raz jeszcze zagłębić się w tętniące od kolorów i zapachów jarmarkowe uliczki. Pora na obiad i po raz drugi świeżo wyciskane soki. Trafiamy na pomarańcze – zielone, słodkie jednak ze wzbogacającą spektrum smaku nutką goryczy. Przepyszne. Jeśli wolicie pudding, na każdym ze spożywczych straganów można dostać atole. To gęsty napój na bazie kukurydzy. Może być zmieszany z czekoladą lub doprawiony cynamonem. Jest popularny na Wyżynach Majów, więc dostaniecie go w Gwatemali i w Chiapas.
Kościół Św. Tomasza w Chichicastenango, Gwatemala, Wyżyny Majów (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Tym co tak naprawdę przyciągnęło nas do Chichicastenango była chęć ujrzenia miejsca, w którym Francisco Ximenez, jezuicki mnich, odkrył w 1701 roku majański kodeks. Odkrył lub zapisał podawaną z pokolenia na pokolenie legendę. Popol Vuh – Księga Rady Narodu K’iche’ przedstawia majańską wizję stworzenia świata, opiewa czyny bogów i bohaterów, wreszcie opowiada historię K’iche’, ich wędrówek i walk z innymi narodami Majów.
Kościół Św. Tomasza w Chichicastenango, Gwatemala, Wyżyny Majów (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Jezuita spisał ją w qatzijob’al – języku K’iche’ łacińskim alfabetem. Jednocześnie przetłumaczył to wszystko na hiszpański. Oryginalna księga K’iche’ zaginęła. Rękopis z Chichicastenango po kasacie zakonu i likwidacji klasztorów w Gwatemali znalazł się w bibliotece. Był kolejno odnajdywany, wykradany, wielokroć sprzedawany zwiedzał kontynenty i prywatne sejfy. Wreszcie w 1941 roku został ostatecznie odkryty w bibliotece w Chicago. Jedno ze współczesnych tłumaczeń doczekało się nagrody Pulitzera. Rękopis został również przełożony z języka qatzijob’al na polski. Nie znaleźliśmy wprawdzie śladów Ximeneza, jednak spotkaliśmy w Chichicastenango wciąż żywych K’iche’.
Solar Eclipse Run 2024, Meksyk, Wycieczki i zwiedzanie Meksyku z polskim archeologiem, Zacatecas, Sierra Madre, ruiny, La Quemada, turystyka zaćmieniowa, archeowyprawy
Boisko to pok-ta-pok, a w tle pirmida – mezoamerykańska architektura poza granicami Mezoameryki? Stanowisko archeologiczne La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Wycieczka do La Quemada wymagała od nas zjechania nieco na południe. Prawdziwym wyzwaniem okazało się jednak opuszczenie miasta. Nasze chińskie auto poległo dzień wcześniej przy próbie wspięcia się do hotelu. Miasto Zacatecas znajduje się w kotlinie, a nasz hotel, choć bardzo blisko centrum, okazał się być położonym na jednym ze stromych zboczy. Wyjazd z kotliny też okazał się nie należeć do łatwych. Udało mi się jednak wspiąć na górę slalomem, jadąc zakosami od skraju do skraju wyłożonej kocimi łbami uliczki, między szpalerami kolorowych postkolonialnych domków. Resztkami sił chińskiej myśli technicznej wdrapaliśmy się na asfaltową drogę, która kładła się serpentyną w górze. Odetchnąłem z ulgą. Naprawdę… Z góry roztaczała się piękna panorama na okoliczne szczyty i barwne miasto położone w dole tak, że nawet zatrzymaliśmy się na chwilę, by zrobić kilka zdjęć.
Stanowisko archeologiczne La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Na południe. Wiedząc, że będę musiał tędy dzisiaj jeszcze raz wracać, zapamiętałem stację benzynową na wyjeździe po prawej oraz cenę paliwa. Do La Quemada mieliśmy jakieś 50 km, więc postanowiłem zatankować dopiero, gdy będziemy ostatecznie opuszczać Zacatecas. Prosta, szeroka droga federalna 54 wiodła w dal przez Cieneguillas, a następnie El Fuerte. Złote kolory ziemi i spalonej słońcem zieleni. W oddali, po obu stronach łańcuchy i grzbiety pojedynczych gór. Prawie u celu skręt w lewo i zjazd na szutrową drogę. Zwalniam, obserwując kurzawę wydostającą się spod kół. Wkrótce docieramy do strażnicy. Droga jest przegrodzona szlabanem. Krótko tłumaczę kim jestem i o co mi chodzi. Wjeżdżamy, parkujemy. Na miejscu jest muzeum, które postanawiamy odwiedzić później. Wspinamy się ku ruinom, póki Słońce nie stoi zbyt wysoko. Widok zaparł mi dech…
Stanowisko archeologiczne La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Od piętnastu lat na własną rękę włóczę się po Mezoameryce. Wydaje mi się, że dość dobrze poznałem ten kawałek świata nie tylko pod kątem geografii i archeologii, ale również kultury i przyrody. Dawne cywilizacje północnego Meksyku kojarzę jednak pobieżnie, głównie z uniwersyteckich wykładów z profesorem Ziółkowskim. Z potoków informacji wyławiałem głównie dane o architekturze. W głowie zostało mi coś o Taraskach, których zresztą od pewnego czasu już tak nie nazywamy. Nic, co słyszałem, nie przygotowało mnie jednak na takie stanowisko jak zakatecka La Quemada. Wysoki mur kamiennego fortu, którego prędzej spodziewałbym się w Peru, albo na Bliskim Wschodzie. To zdecydowanie nie była już moja Mezoameryka.
Stanowisko archeologiczne La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Zwracamy uwagę na kaktusy kwitnące szpalerami wzdłuż od dawna już nie używanej drogi. Rachityczne drzewka mają problem, by zdecydować czy żyją. W dole w dali skrzą się wody jeziora. A w środku zaskoczenie! Zanurzony plac, schody prowadzące na zarośnięty wielkimi kolumnami dziedziniec. Twierdza Tolteków?! Takie miejsce mogłoby się znajdować przecież równie dobrze gdzieś w Tula, w stanie Hidalgo, albo w odległym Chichen Itza na półwyspie Jukatan, gdzie tolteckie wpływy w architekturze są od ponad stulecia problemem dla archeologów. Ogromny zanurzony plac i ogromne kolumny… Odnajduję odpływy w ścianie, więc czasami jednak tu pada. W złotym świetle pustynnego słońca aż ciężko w to uwierzyć.
Stanowisko archeologiczne La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Wspinamy się nieco dalej, a tam kolejny strzał znikąd – boisko do pitz?! W górze, na skalnym klifie piętrzą się strome ściany górskiej twierdzy. Strome schody nie zapraszają na górę. To w końcu Peru czy Mezoameryka. Zza suchych drzew wyłania się stroma piramida. Po raz trzeci opada mi szczęka. Za nią głęboka dolina, w dole wody jeziora, a w górze skały, mury i wiatr. Sucha roślinność i pył wdzierający się do gardła, wciskany tam przez natrętny wiatr. Wchodzimy na górę. Myślimy, że na chwilę, jednak ogrom tego co odsłania nam się na szczycie szybko pozbawia nas złudzeń. Mnie pozbawia też kapelusza. Raz, drugi i trzeci… W końcu znajduję kawałek osłony od wiatru pod bardzo wysokim murem. Kładę go tam i przyciskam kamieniami do ziemi. „Przecież zaraz tu wrócę” – myślę, nie zdając sobie sprawy, że zaraz to tylko taka duża bakteria…
Piramida na stanowisku archeologicznym La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Kilka przestronnych pomieszczeń. Chciałoby się powiedzieć: placów, ale wszystkie są otoczone wysokimi ścianami. Jakim cudem mury trzymają się na tym wietrze?! Wpatruję się w kamienie, w szczególności na narożnikach, starając się im wydrzeć ich konstrukcyjne tajemnice. Otwarcia w murze prowadzą na tarasy, które wyglądają niczym średniowieczne balkony arystokratów, z niesamowitym pejzażem w dół. Ależ miejsce! Zaglądamy do komnat. Przyglądamy się ołtarzom, gdzie w przeszłości były składane ofiary. Twierdza ciągnie się wyżej. Jeszcze dalej i wyżej. W końcu znajdujemy ścieżkę prowadzącą jakby na szczyt sąsiedniej góry. Tam widać ślady konstrukcji. Świątynia czy wartownia? Miejsce kultu czy posterunek? Postanawiamy sprawdzić. To przecież tylko jedna dość nieodległa góra…
Piramida i jezioro w tle widziane ze schodów górskiej twierdzy. Stanowisko archeologiczne La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Po drodze ślady konstrukcji, których nie było wcześniej widać. W dole pasą się konie. Widać ślady dawnej uprawy tarasowej, ślady dróg prowadzących w przeszłość i w dal. Na szczycie znacznie więcej niż tylko piramida. Na pewno miejsce kultu, ale chyba nie tylko. Trochę budynków, które mogły być rezydencjami dla co najmniej kapłanów. Może to odrębne górskie osiedle. Ścieżka wiedzie nas jednak dalej, okazuje się, że to wcale nie jest koniec stanowiska. Schodzimy po drugiej stronie na gigantyczny plac otoczony murem. Na dole kilka świątyń z murami w stanie bliskim do kota Schrödingera. Wchodzę jednak do środka, by przyjrzeć się z bliska konstrukcjom. A ścieka znów wiedzie w dal. To miejsce było naprawdę gigantyczne.
Resztki okrągłego ołtarza. Stanowisko archeologiczne La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Postanawiamy zobaczyć wszystko, skoro już tu jesteśmy. Ruszamy zatem nieznanym szlakiem, wypatrując śladów archeologii i przypatrując się chciwie przyrodzie. Tu czuję się naprawdę jak w Andach i ze zdziwieniem opowiadam o tym. Po kolejnej godzinie docieramy do podnóża twierdzy, na poziom piramidy i boiska do pitz. I znów jesteśmy w Mezoameryce. Niestety, mnie czeka jeszcze ponowna wspinaczka na schody i dalej w poszukiwaniu kapelusza. Gdy wracam, schodzimy w dół, starając się zrobić to nieco inną ścieżką niż wchodziliśmy w górę. Pracownik INAH z uśmiechem zaprasza nas do muzeum. Z przyjemnością. I tak przecież planowaliśmy skorzystać. Lecz najpierw toalety.
Resztki okrągłego ołtarza. Stanowisko archeologiczne La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Stanowisko archeologiczne La Quemada to ruiny potężnego ośrodka, zbudowanego na szczycie góry położonej w samym środku doliny Malpaso. W dole nadal znajduje się jezioro, którego żyzne przybrzeżne gleby zapewniały utrzymanie większej społeczności. Twierdza z łatwością mogła kontrolować otaczający teren jak i całą dolinę. Świetnie widać to na makietach. La Quemada zostało zasiedlone około 350-400 n.e. Odpowiednik wczesnego klasyku w Mezoameryce. Szczyt potęgi ośrodka przypadł jednak na lata 600-850 n.e., gdy górska twierdza stała się hegemonem dla obszaru, na którym znajdowało się jakieś 220 osad o różnych funkcjach i rozmiarach, połączonych z centrum drogami. Mezoamerykański późny klasyk… Architektura zdradza, że w tym okresie szczególnie musieli mieć żywe kontakty. Co najmniej z Toltekami.
Piramida na stanowisku archeologicznym La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Jeśli szukacie wrażeń dookoła miasta Meksyk, zdecydowanie warto poważyć się na rajd na północ, do stanu Zacatecas. W stolicy spędzić co najmniej ze dwie noce. Nacieszyć się atmosferą, architekturą i kuchnią. I obowiązkowo rajd do La Quemada. Najlepiej na cały dzień, by dać sobie czas na nieco dłuższy spacer. La Quemada ma najbardziej imponującą i zapadającą mocno w pamięć architekturę spośród wszystkich stanowisk archeologicznych północnego Meksyku. Niesamowite miejsce, które raz sprawiało, że czułem się jak w dobrze mi znanej Mezoameryce, a raz jak pośród inkaskich świątyń w wysokich Andach w Peru…
Stanowisko archeologiczne La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)