Tancama, Solar Eclipse Run 2024, Meksyk, Wycieczki z archeologiem po Meksyku, archeowyprawy, Queretaro, Sierra Gorda
Ferrokaktus na terenie stanowiska archeologicznego Tancama (fot: P.A Trześniowski 2024)
Do dziś w Meksyku żyje już jedynie około 66 tys. Huasteków. Większość z nich mieszka na terenie stanu San Luis Potosi. Jedynie trzecia część na terenie stanu Vera Cruz, gdzie naprawdę warto zobaczyć najwspanialszy z założonych przez nich ośrodków – El Tajin. W Sierra Gorda, na północy meksykańskiego stanu Queretaro pozostało po nich stanowisko archeologiczne Tancama.
Stanowisko archeologiczne Tancama (fot: P.A Trześniowski 2024)
Tancama było najważniejszym powodem, dla którego zaplanowaliśmy pętlę, nadkładając drogi na wschód i rezygnując z krótszej trasy z El Cerrito w stanie Queretaro wprost na północny-zachód. Huastekowie – jeden z trzydziestu istniejących dzisiaj narodów Majów, jako pierwsi wybrali swoją własną drogę. Przed tysiącami lat opuścili ziemie przodków, daleko na południu na Wyżynach Majów i udali się na odległe dla nich wybrzeże Zatoki Meksykańskiej.
Aloes na terenie stanowiska archeologicznego Tancama (fot: P.A Trześniowski 2024)
Wyruszamy zatem na południowy-wschód, tropić kamienne ślady Huasteków wśród Sierra Gorda. To tylko kilkanaście kilometrów z Jalpan de Serra, nie okazuje się jednak całkiem proste, bo do Tancama nie ma nadal normalnej drogi dojazdowej. Brakuje również dobrych oznaczeń. Ale używając końca języka za przewodnika przedzieramy się między ranczami za La Ceiba i sprawnie docieramy na miejsce.
Stanowisko archeologiczne Tancama (fot: P.A Trześniowski 2024)
Jak pamiętacie z Jalpan de Serra, kiedy Hiszpanie podbijali tereny Serra Gorda, na miejscu zastali chichimecką ludność z narodu Pame. Huastekowie byli tu jednak wcześniej. Znacznie wcześniej… Tancama założyli w epoce późnopreklasycznej, około 200 p.n.e. Piramidy i platformy, pośród których możemy spacerować teraz pochodzą jednak dopiero z epoki późnoklasycznej, z lat 500-900 n.e. Później Huastekowie zostali wyparci przez ludność Chichimeków.
Tilandsja i orchidea na terenie stanowiska archeologicznego Tancama (fot: P.A Trześniowski 2024)
Tancama zaskakuje mnie okrągłymi strukturami, które są tu dość liczne. Nie jest to standardowe rozwiązanie w architekturze żadnej z cywilizacji Mezoameryki. Jest też oczywiście kilka zwykłych piramid i boisko do pitz. Do pok-ta-pok, poprawiam się w myślach, ponieważ nie wiem jak w języku huasteckim nazywało się ten ważny fragment mezoamerykańskiej kultury. Zastanawiam się, czy Huastecy przynieśli tu rozgrywki ze sobą, czy też ten mit kreacyjny dogonił ich później…
Stanowisko archeologiczne Tancama (fot: P.A Trześniowski 2024)
Tancama udostępniono do zwiedzania 13 lat temu, nadal jednak niewielu tutaj turystów. Być może to dzięki drodze… Na pewno dzięki temu znacznie przyjemniej spaceruje nam się pośród piramid, platform i drzew, na których rośnie trochę epifitów. Miejsce jest zresztą ogólnie zadbane pod kątem przyrodniczym. Wśród drzew znajdzie się nawet ceiba. Za serce złapał mnie widok pszczół pojonych wodą przez kustosza podczas pory suchej.
Pachypodium na terenie stanowiska archeologicznego Tancama (fot: P.A Trześniowski 2024)
Nazwa Tancama ma oznaczać Ogniste Wzgórze. Nie chodzi jednak o wulkan. Cerro Alto przed zachodem nabiera podobno ognistych barw. Żałuję, że nie możemy tutaj zostać do zachodu Słońca, ale do przejechania mamy jakieś 250 km i wiadomo – przez góry.
Stanowisko archeologiczne Tancama (fot: P.A Trześniowski 2024)
Wracamy w stronę Jalpan de Serra. Przed nami jakieś pięć godzin jazdy przez Sierra Madre Oriental do San Luis Potosi. Wyjdzie więcej, ze względu na kamerę, która spadła mi z szafki w Jalpan, a co zrozumiałem dopiero już dobrze w drodze 😉
Agawa na terenie stanowiska archeologicznego Tancama (fot: P.A Trześniowski 2024)
Jalpan de Serra, Solar Eclipse Run 2024, Meksyk, Wycieczki z archeologiem po Meksyku, archeowyprawy, Queretaro, Sierra Gorda
Elewacja w stylu baroku mestizo franciszkańskiego kościoła w Jalpan de Serra ((fot: P.A Trześniowski 2024)
Słynny kościół w Jalpan de Serra przypisywany jest świętemu Junípero Serra y Ferrer. Ten słynny franciszkanin, znany najbardziej z tego, że założył w Kaliforni, w obecnym USA miasto San Francisco przybył jednak do Sierra Gorda kilka lat po tym, gdy świątynię tę zbudowali Indigenas z ludu Pame w 1750 r. pod kierownictwem innych mnichów.
Dziewczyny z ludu Pame, Jalpan de Serra, Sierra Gorda, Meksyk (fot: P.A Trześniowski 2024)
Nie było tutaj w tym czasie żadnego prekolumbijskiego miasta – Pame to nomadzi z grupy Chichimeków. W ramach chrystianizacji franciszkanie spalili ich wioski, a ludziom kazali osiedlić się wokół pięciu franciszkańskich misji. Podobno niektórzy pozostali w górach, inni woleli się zabić…
Komunikacyjny ciąg między rozdzielonymi drogą segmenatmi Jalpan de Serra (fot: P.A Trześniowski 2024)
Franiszkańska misja w Jalpan de Serra
Elewacja kościoła w Jalpan de Serra przedstawia unikalny styl, zwany barokiem mestizo. Wśród chrześcijańskiej ikonografi pojawiają się w nim animistyczne symbole kojarzone przez franciszkanów z kulturami IndigenasMeksyku, jak, dla przykładu, dwugłowy orzeł… :/
Dawne atrium franciszkańskiej misji Jalpan de Serra (fot: P.A Trześniowski 2024)
Piątka zabytkowych franciszkańskich misji w Sierra Gorda to: Santiago de Jalpan, Nuestra Señora de la Luz de Tancoyol, Santa María del Agua de Landa, San Francisco de Asís del Valle de Tilaco, San Miguel Concá. Przy niektórych zachowały się jeszcze Capilla posa wokół atrium, ale akurat nie w Jalpan de Serra. Wnętrze kościoła jest już neoklasycystyczne.
Wewnątrz franciszkańskiej misji Jalpan de Serra (fot: P.A Trześniowski 2024)
W 1770 r., po zmianie koniunktury wywołanej upadkiem zakonu jezuitów, franciszkanie porzucili misje w Sierra Gorda i przenieśli się do Kaliforni. Kościoły niszczały następnie przez lata, a w trakcie Rewolucji Meksykańskiej zdekapitowano część figur. Jedną z misji odkryli przypadkiem pracownicy INAH, którzy zabłądzili w tej okolicy gdzieś w latach 1980. Wkrótce zaczęła się ich restautacja, a w 2003 r. zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Klasycystyczne wnętrze franciszkańskiej misji Jalpan de Serra (fot: P.A Trześniowski 2024)
W niespodziewanym meksykańskim teatrze…
Meksykański teatr w Jalpan de Serra (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Po wizycie w kościele robimy zakupy na kolejne dni drogi. Verduras, frutas, tortillas. Krótkie banany i mandarynki są bardzo praktyczne w drodze. Poza tym lubię w aucie zapach octanu heptylu. Potem, niespodziewanie zostaliśmy zaproszeni na przedstawienie teatralne. Pełne ekspresjj i opatrzone muzyką. To była świetna kulminacja dnia.
Zaułki Jalpan de Serra (fot: P.A Trześniowski 2024)
Kawa z Queretaro w Jalpan de Serra
Zocalo w Jalpan de Serra, Sierra Gorda, Meksyk (fot: P.A Trześniowski 2024)
Nazajutrz znów idziemy na spacer pod franciszkański kościół. Na zocalo spotykamy reprezentanta cooperativa handlującego kawą z okolicznych fincas. Po wczorajszym śniadnianiu pod El Cerrito do kawy z Queretaro nikt nie musiał mnie przekonywać. Z lubością wypijamy po kubku, a potem nabywamy parę kilo. Jest prawie tak dobra jak nasza archeologiczna kawa z Salwadoru 🙂
Na zdrowie wyciskamy!! Sanepid pozdrawiamy 🙂 (fot: P.A Trześniowski 2024)
Przed odjazdem wbijamy się jeszcze do lokalnego muzeum archeologicznego, które wieczorem poprzedniego dnia było, niestety, zamknięte. Jest tu trochę lityków i trochę ceramiki. Są również szczątki dwóch dziewczynek z z początku holocenu, znalezione w okolicznych jaskiniach. Archeolog czy nie, z eksponowaniem szczątków ludzkich w muzeach zawsze mam pewien problem. Niewiele zmienia, że dziewczynki dostały imiona: Xareni i Micaela.
Na zdrowie wyciskamy!! Sanepid pozdrawiamy 🙂 (fot: P.A Trześniowski 2024)
Na rogatkach Jalpan de Serra robimy jeszcze przystanek na pyszny sok z pomarańcz. Ruszamy w drogę na stanowisko archeologiczne Tancama, odbijając na trochę na południe w stosunku do naszego głównego wektora, prowadzącego z Meksyku na północny-wschód, ku zaćmieniu Słońca.
Lora, jako zwierzątko domowe. Te papugi, potrafią z własnej woli mieszkać w pobliżu siedzib ludzkich w bliskiej relacji z mieszkańcami i nie muszą być trzymane w klatkach (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Sierra Madre Oriental, Sierra Gorda, Solar Eclipse Run 2024, Meksyk, Wycieczki z archeologiem po Meksyku, archeowyprawy, Queretaro, Jalpan de Serra
Uliczny mural w okolicach El Cerrito w Santiago de Queretaro (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Nim ruszymy w drogę do Sierra Gorda czas na lokalne śniadanie. Po zwiedzeniu muzeum archeologicznego u podnóża tolteckiej piramidy El Cerrito, siadamy w przytulnej jadłodajni z klimatem, gdzie warto byłoby wpaść już dla samych sals. Na ścianach muzeum kukurydzy – kolby w kilkunastu kolorach. Jest również przykład przykład huitlacoche – grzyba, jaki porasta kolby kukurydzy. Huitlacoche delektowaliśmy się drugiego dnia wyprawy, w trakcie pierwszego meksykańskiego śniadania.
Zamawiam chille relleno – smakowite papryczki nadziewane serem. Upieczone w panierce i suto doprawione salsą. To jeden z moich najbardziejszych meksykańskich przysmaków. Kawa, serwowana w glinianych dzbankach jest tak dobra, że natychmiast po wypiciu ordynujemy drugą kolejkę. Lokalna kawa z Queretaro, jak słyszę. Przed nami dziś trudna droga, więc piję chętnie, nie tylko dlatego, że lubię dobrą kawę. Mapa mówi o dwustu kilometrach, ale to kręta droga przez góry. Pierwszy odcinek specjalny w Sierra Madre.
Sierra Madre Oriental w drodze do Sierra Gorda (fot: P.A Trześniowski 2024)
Wyjeżdżamy z Queretaro obok pomnika zdrajcy rasy – tą samą trasą, którą tu wjeżdżaliśmy. Znów to wrażenie mijania granic epok: przez historyczną część miasta, meksykańskie przedmieścia do tej bardzo nowoczesnej wersji dzisiejszego Meksyku. Nasza trasa w stronę zaćmienia Słońca w Durango powinna wieść dalej na północny zachód, do San Luis Potosi. Jednak postanawiam odbić nieco w prawo i przejechać przez najciekawszą część stanu Queretaro, przez rezerwat biosfery Sierra Gorda.
Wyżyna Środkowomeksykańska u podnóża Sierra Madre Occidental (fot: P.A Trześniowski 2024)
W tym celu muszę jednak cofnąć się kawałek na południe, w stronę Meksyku i odbić na wschód w drogę federalną 100, która później, w górach wpada do drogi federalnej 120. Po drodze żadnych większych miejscowości, tylko niewielkie osady. O ile po zachodniej stronie gór mamy rozległe rancza, po wschodniej krajobraz się zmienia. 120 to droga prawie non stop wzdłuż przepaści, pełna malowniczych serpentyn. W miasteczku o sugestywnej nazwie La Estacion postanawiam na wszelki wypadek zatankować do pełna.
Sierra Madre Oriental w drodze do Sierra Gorda (fot: P.A Trześniowski 2024)
Altiplano – Wyżyna Środkowomeksykańska rozciąga się między dwoma rozległymi pasmami górskimi Sierra Madre Occidental i Sierra Madre Oriental. Dzisiaj wjeżdżamy w to wschodnie. Obydwa wchodzą w skład Kordylierów – gigantycznego pasma, które ciągnie się poprzez cały kontynent północnoamerykański. Sierra Madre Oriental ma jakieś tysiąc kilometrów. Rodzi się nad Rio Grande, na południu Teksasu. Biegnie przez Coahuila, Nuevo Leon, Tamaulipas, San Luis Potosi, Queretaro i Hidalgo, a kończy w okolicach Puebla. Tam łączy się z Sierra Madre Occidental przez biegnącą wszerz kontynentu poprzeczkę Kordyliery Wulkanicznej.
Sierra Madre Oriental (fot: P.A Trześniowski 2024)
Jazda serpentynami wśród malowniczych krajobrazów Sierra Madre potrafi zmienić się w koszmar, kiedy przez kilkanaście kilometrów trzeba wlec się w ogonie kilkunastu aut za ciężarówką wspinającą się z prędkością kilkunastu kilometrów na godzinę. Wtedy nawet wyprofilowane do znacznie szybszej jazdy nachylenie serpentyn przestaje być zabawne. Do tego stacje w górach to rzadkość, dlatego właśnie wolę mieć pełny bak. Z pozytywów mamy tu za to piękne krajobrazy, więc od czasu do czasu przystajemy na poboczach dla zdjęć. Prócz panoram, możemy z bliska przyjrzeć się kaktusom.
Sierra Gorda de Queretaro
Sierra Madre Oriental w drodze do Sierra Gorda (fot: P.A Trześniowski 2024)
Po dobrych czterech godzinach zjeżdżamy wreszcie w dolinę. Tu znowu zmienia się przyroda. Wracają drzewa na poboczach, zwieszając się konarami ze stromych stoków nad drogą. Reserva de la Biosfera Sierra Gorda. Region ten słynie z kilku malowniczych wodospadów. Docieramy do Jalpan de Serra. Małe, górskie miasteczko z wysoką, wielopętrową architekturą, wygenerowaną przez potrzebę wykorzystania w dolinie każdego dostępnego miejsca. Nad główną krętą drogą co rusz trafiają się przerzucone kładki, ułatwiające komunikację między rozciętymi nią dzielnicami.
Sierra Madre Oriental (fot: P.A Trześniowski 2024)
Teraz wyzwaniem w dotarciu do hotelu staje się znalezienie przejezdnej drogi dojazdowej 😉 Wreszcie udaje się po kilku nieudanych próbach i zawrotkach. W dolinie szumi strumień…
Solar Eclipse Run 2024, Meksyk, Ciudad de Mexico, CDMX, muzeum, INAH, archeowyprawy, kuchnia meksykańska, Chilango, Wycieczki i zwiedzanie Meksyku z polskim archeologiem
Wielki comal – swego rodzaju patelnia z antojitos, a wśród nich m.in. nasze tortille z zielonej mąki kukurydzianej i pyszne huitlacoche – uliczne jedzenie w Meksyku (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Dzień trzeba zacząć od śniadania, skoro nie da się wschodem Słońca. Praktycznie tuż za rogiem znajdujemy stragan z przepysznymi quesadillas. Głównym składnikiem potrawy jest jednak huitlacoche – rodzaj grzybów jakie rosną na zbożu – kukurydzy. Tak nam posmakowało, że zamówiliśmy sobie po jeszcze jednej porcji. Pora na Muzeum!
Huitlacoche – po polsku głownia kukurydzy wywoływana przez grzyba Mycosarcoma maydis – wielki przysmak meksykańskiej kuchni (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Muzeum
Meksyku – stolicy Meksyku nie da się zwiedzić w dzień, ani w dwa, ani w kilka dni. Mając do dyspozycji skończoną ilość czasu trzeba wybrać co najważniejsze. Wybieramy oczywiście Muzeum – Museo Nacional de Antropología – główne muzeum INAH. Niestety, mieliśmy na nie tym razem tylko dwa dni. Tyle, żeby przejść w raźnym tempie przez najważniejsze sale. To wielki kompleks z nieprzebraną ilością skarbów, z ogromnymi ekspozycjami przedstawiającymi poszczególne kultury.
Jadeitowa maska, pektorał, naszyjnik i orejeras z grobowca Pakala Wielkiego, boskiego władcy królestwa B’aakal ze stolicą w Lakam Ha’ – obecnie zwanej Palenque (fot P.A. Trześniowski 2022)
Narodowe Muzeum Antropologii i Historii to ważne uzupełnienie do zwiedzania archeologicznych stanowisk. Czy to cywilizacji Majów na Jukatanie i Chiapas, czy Zapoteków z Monte Alban w stanie Oaxaca, czy też innych części Meksyku. Również tych poza granicami Mezoameryki. Nigdzie indziej nie ma tylu artefaktów Olmeków – zespołu kultur kojarzonych zbiorczo z pierwszą i najstarszą mezoamerykańską cywilizacją.
Olmecka głowa nr 6 z San Lorenzo Tenochtitlan – uznawanego za najstarsze miasto Mezoameryki (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Ze względu na poprzednie wyprawy uczestników obecnej, szczególnie ważne były dla nas artefakty z Palenque, w tym z grobowca Pakala Wielkiego oraz z królewskich grobowców władców Węży – Kaanul, z Dzibanche. Ze względu na trasę obecnej Solar Eclipse Run 2024, przebogate kolekcje Teotihuacan, Tolteków oraz kultur północnych stanów Meksyku, które są na trasie przed nami. By wchłonąć to wszystko na spokojnie, trzeba by tu jednak minimum tygodnia…
Piedra del Sol – kosmiczne nieporozumienie
Aztecki ołtarz, zwany Piedra del Sol, mylony często z azteckim kalendarzem (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Będąc w mieście Meksyk, trudno ominąć salę poświęconą Aztekom (tak naprawdę Mexikom). Wśród wielu, wielu innych znajduje się tu Piedra del Sol – Kamień Słońca. Potężny ołtarz mylnie nazywany azteckim kalendarzem. Piedra del Sol to chyba najsłynniejszy artefakt Mezoameryki. Jest kopiowany bezmyślnie tak na dalekiej Bali jak i na okładkach książek podróżniczych poświęconych… Majom, których złoty wiek dzieliły od Azteków setki lat i setki kilometrów :/
Rytuał voladores
Podniebny rytuał voladores inscenizowany przez Totonaków, ale niegdyś powszechny w całej Mezoameryce (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Naprzeciwko Muzeum można obejrzeć występ Totonaków. Inscenizują voladores – stary obrzęd, będący jednym z wyróżników kulturowych różnych cywilizacji Mezoameryki. Pal i Totonak zasiadający na jego szczycie symbolizują oś świata – axis mundi. Czterej pozostali, zasiadając na umieszczonej wysoko platformie, symbolizują kierunki kardynalne. Mezoamerykański układ współrzędnych. W pasie przewiązują się pętlami na końcach okręconych wokół pala lin. Gdy w rytm muzyki podawany przez piątego na szczycie zwieszają głowy w dół, pal zaczyna się kręcić. Liny stopniowo się rozwijają, zaś prędkość liniowa wiszących wojowników wzrasta. I tak do samej ziemi, kiedy pal zwalnia.
Podniebny rytuał voladores inscenizowany przez Totonaków, ale niegdyś powszechny w całej Mezoameryce (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Suszone robale pod Muzeum…
Tlayuda – zapiekana na twardo duża tortilla, w tym wypadku z czerwoną fasolą, kawałkami kaktusa nopal, serem, kolendrą i oczywiście salsą, Pochodzi z zapoteckiego stanu Oaxaca, na południu Meksyku (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Przed Muzeum można skosztować specjałów meksykańskiej kuchni. Jeśli chcecie zacząć od podstaw to pieczona kukurydza posmarowana ostrym sosem nazywa się elote. To samo tylko w kubku, bez potrzeby gryzienia to esquite. Poziom wyżej tlayuda, po którą ja sięgam, zaś 20 i więcej suszone insekty. Niektórzy znajdują w sobie dość odwagi, by spróbować tego, co w nowoczesnym świecie ma przecież stać się normą. Zachwytów jednak nie było…
Maszynka do ugniatania tortilli i różne składniki ulicznej kuchni Chilango na ulicach Meksyku (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Solar Eclipse Run 2024, Meksyk, Wycieczki i zwiedzanie Meksyku z polskim archeologiem, Zacatecas, Sierra Madre, ruiny, La Quemada, turystyka zaćmieniowa, archeowyprawy
Boisko to pok-ta-pok, a w tle pirmida – mezoamerykańska architektura poza granicami Mezoameryki? Stanowisko archeologiczne La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Wycieczka do La Quemada wymagała od nas zjechania nieco na południe. Prawdziwym wyzwaniem okazało się jednak opuszczenie miasta. Nasze chińskie auto poległo dzień wcześniej przy próbie wspięcia się do hotelu. Miasto Zacatecas znajduje się w kotlinie, a nasz hotel, choć bardzo blisko centrum, okazał się być położonym na jednym ze stromych zboczy. Wyjazd z kotliny też okazał się nie należeć do łatwych. Udało mi się jednak wspiąć na górę slalomem, jadąc zakosami od skraju do skraju wyłożonej kocimi łbami uliczki, między szpalerami kolorowych postkolonialnych domków. Resztkami sił chińskiej myśli technicznej wdrapaliśmy się na asfaltową drogę, która kładła się serpentyną w górze. Odetchnąłem z ulgą. Naprawdę… Z góry roztaczała się piękna panorama na okoliczne szczyty i barwne miasto położone w dole tak, że nawet zatrzymaliśmy się na chwilę, by zrobić kilka zdjęć.
Stanowisko archeologiczne La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Na południe. Wiedząc, że będę musiał tędy dzisiaj jeszcze raz wracać, zapamiętałem stację benzynową na wyjeździe po prawej oraz cenę paliwa. Do La Quemada mieliśmy jakieś 50 km, więc postanowiłem zatankować dopiero, gdy będziemy ostatecznie opuszczać Zacatecas. Prosta, szeroka droga federalna 54 wiodła w dal przez Cieneguillas, a następnie El Fuerte. Złote kolory ziemi i spalonej słońcem zieleni. W oddali, po obu stronach łańcuchy i grzbiety pojedynczych gór. Prawie u celu skręt w lewo i zjazd na szutrową drogę. Zwalniam, obserwując kurzawę wydostającą się spod kół. Wkrótce docieramy do strażnicy. Droga jest przegrodzona szlabanem. Krótko tłumaczę kim jestem i o co mi chodzi. Wjeżdżamy, parkujemy. Na miejscu jest muzeum, które postanawiamy odwiedzić później. Wspinamy się ku ruinom, póki Słońce nie stoi zbyt wysoko. Widok zaparł mi dech…
Stanowisko archeologiczne La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Od piętnastu lat na własną rękę włóczę się po Mezoameryce. Wydaje mi się, że dość dobrze poznałem ten kawałek świata nie tylko pod kątem geografii i archeologii, ale również kultury i przyrody. Dawne cywilizacje północnego Meksyku kojarzę jednak pobieżnie, głównie z uniwersyteckich wykładów z profesorem Ziółkowskim. Z potoków informacji wyławiałem głównie dane o architekturze. W głowie zostało mi coś o Taraskach, których zresztą od pewnego czasu już tak nie nazywamy. Nic, co słyszałem, nie przygotowało mnie jednak na takie stanowisko jak zakatecka La Quemada. Wysoki mur kamiennego fortu, którego prędzej spodziewałbym się w Peru, albo na Bliskim Wschodzie. To zdecydowanie nie była już moja Mezoameryka.
Stanowisko archeologiczne La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Zwracamy uwagę na kaktusy kwitnące szpalerami wzdłuż od dawna już nie używanej drogi. Rachityczne drzewka mają problem, by zdecydować czy żyją. W dole w dali skrzą się wody jeziora. A w środku zaskoczenie! Zanurzony plac, schody prowadzące na zarośnięty wielkimi kolumnami dziedziniec. Twierdza Tolteków?! Takie miejsce mogłoby się znajdować przecież równie dobrze gdzieś w Tula, w stanie Hidalgo, albo w odległym Chichen Itza na półwyspie Jukatan, gdzie tolteckie wpływy w architekturze są od ponad stulecia problemem dla archeologów. Ogromny zanurzony plac i ogromne kolumny… Odnajduję odpływy w ścianie, więc czasami jednak tu pada. W złotym świetle pustynnego słońca aż ciężko w to uwierzyć.
Stanowisko archeologiczne La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Wspinamy się nieco dalej, a tam kolejny strzał znikąd – boisko do pitz?! W górze, na skalnym klifie piętrzą się strome ściany górskiej twierdzy. Strome schody nie zapraszają na górę. To w końcu Peru czy Mezoameryka. Zza suchych drzew wyłania się stroma piramida. Po raz trzeci opada mi szczęka. Za nią głęboka dolina, w dole wody jeziora, a w górze skały, mury i wiatr. Sucha roślinność i pył wdzierający się do gardła, wciskany tam przez natrętny wiatr. Wchodzimy na górę. Myślimy, że na chwilę, jednak ogrom tego co odsłania nam się na szczycie szybko pozbawia nas złudzeń. Mnie pozbawia też kapelusza. Raz, drugi i trzeci… W końcu znajduję kawałek osłony od wiatru pod bardzo wysokim murem. Kładę go tam i przyciskam kamieniami do ziemi. „Przecież zaraz tu wrócę” – myślę, nie zdając sobie sprawy, że zaraz to tylko taka duża bakteria…
Piramida na stanowisku archeologicznym La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Kilka przestronnych pomieszczeń. Chciałoby się powiedzieć: placów, ale wszystkie są otoczone wysokimi ścianami. Jakim cudem mury trzymają się na tym wietrze?! Wpatruję się w kamienie, w szczególności na narożnikach, starając się im wydrzeć ich konstrukcyjne tajemnice. Otwarcia w murze prowadzą na tarasy, które wyglądają niczym średniowieczne balkony arystokratów, z niesamowitym pejzażem w dół. Ależ miejsce! Zaglądamy do komnat. Przyglądamy się ołtarzom, gdzie w przeszłości były składane ofiary. Twierdza ciągnie się wyżej. Jeszcze dalej i wyżej. W końcu znajdujemy ścieżkę prowadzącą jakby na szczyt sąsiedniej góry. Tam widać ślady konstrukcji. Świątynia czy wartownia? Miejsce kultu czy posterunek? Postanawiamy sprawdzić. To przecież tylko jedna dość nieodległa góra…
Piramida i jezioro w tle widziane ze schodów górskiej twierdzy. Stanowisko archeologiczne La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Po drodze ślady konstrukcji, których nie było wcześniej widać. W dole pasą się konie. Widać ślady dawnej uprawy tarasowej, ślady dróg prowadzących w przeszłość i w dal. Na szczycie znacznie więcej niż tylko piramida. Na pewno miejsce kultu, ale chyba nie tylko. Trochę budynków, które mogły być rezydencjami dla co najmniej kapłanów. Może to odrębne górskie osiedle. Ścieżka wiedzie nas jednak dalej, okazuje się, że to wcale nie jest koniec stanowiska. Schodzimy po drugiej stronie na gigantyczny plac otoczony murem. Na dole kilka świątyń z murami w stanie bliskim do kota Schrödingera. Wchodzę jednak do środka, by przyjrzeć się z bliska konstrukcjom. A ścieka znów wiedzie w dal. To miejsce było naprawdę gigantyczne.
Resztki okrągłego ołtarza. Stanowisko archeologiczne La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Postanawiamy zobaczyć wszystko, skoro już tu jesteśmy. Ruszamy zatem nieznanym szlakiem, wypatrując śladów archeologii i przypatrując się chciwie przyrodzie. Tu czuję się naprawdę jak w Andach i ze zdziwieniem opowiadam o tym. Po kolejnej godzinie docieramy do podnóża twierdzy, na poziom piramidy i boiska do pitz. I znów jesteśmy w Mezoameryce. Niestety, mnie czeka jeszcze ponowna wspinaczka na schody i dalej w poszukiwaniu kapelusza. Gdy wracam, schodzimy w dół, starając się zrobić to nieco inną ścieżką niż wchodziliśmy w górę. Pracownik INAH z uśmiechem zaprasza nas do muzeum. Z przyjemnością. I tak przecież planowaliśmy skorzystać. Lecz najpierw toalety.
Resztki okrągłego ołtarza. Stanowisko archeologiczne La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Stanowisko archeologiczne La Quemada to ruiny potężnego ośrodka, zbudowanego na szczycie góry położonej w samym środku doliny Malpaso. W dole nadal znajduje się jezioro, którego żyzne przybrzeżne gleby zapewniały utrzymanie większej społeczności. Twierdza z łatwością mogła kontrolować otaczający teren jak i całą dolinę. Świetnie widać to na makietach. La Quemada zostało zasiedlone około 350-400 n.e. Odpowiednik wczesnego klasyku w Mezoameryce. Szczyt potęgi ośrodka przypadł jednak na lata 600-850 n.e., gdy górska twierdza stała się hegemonem dla obszaru, na którym znajdowało się jakieś 220 osad o różnych funkcjach i rozmiarach, połączonych z centrum drogami. Mezoamerykański późny klasyk… Architektura zdradza, że w tym okresie szczególnie musieli mieć żywe kontakty. Co najmniej z Toltekami.
Piramida na stanowisku archeologicznym La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Jeśli szukacie wrażeń dookoła miasta Meksyk, zdecydowanie warto poważyć się na rajd na północ, do stanu Zacatecas. W stolicy spędzić co najmniej ze dwie noce. Nacieszyć się atmosferą, architekturą i kuchnią. I obowiązkowo rajd do La Quemada. Najlepiej na cały dzień, by dać sobie czas na nieco dłuższy spacer. La Quemada ma najbardziej imponującą i zapadającą mocno w pamięć architekturę spośród wszystkich stanowisk archeologicznych północnego Meksyku. Niesamowite miejsce, które raz sprawiało, że czułem się jak w dobrze mi znanej Mezoameryce, a raz jak pośród inkaskich świątyń w wysokich Andach w Peru…
Stanowisko archeologiczne La Quemada w stanie Zacatecas, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Solar Eclipse Run 2024, Meksyk, Wycieczki i zwiedzanie Meksyku z polskim archeologiem, Durango, Juan E. Garcia, Torreon, Coahuilla, astrofotowyprawy, zaćmienie Słońca, całkowite, częściowe, całkowitość, totalność, zupełność, protuberancje, zorza polarna, archeowyprawy
Pora wstawać na zaćmienie Słońca…
Całkowite zaćmienie Słońca 8 IV 2024 w stanie Durango w Meksyku, godzina 13:20 (fot: P.A. Trześniowski)
Która tu jest godzina?
Mój telefon podaje mi zwykle ten właściwy czas, odnajdując się w danej strefie czasowej poprzez BTS-y. Są jednak miejsca, gdzie algorytm przestaje się sprawdzać, jak południowy-wschód stanu Campeche. Tam często prowadzenie przejmuje najwyraźniej mocniejszy sygnał z późniejszego o godzinę stanu Quintana Roo. Jeszcze bardziej niezrozumiale zaczął mnie oszukiwać na północy Meksyku, twierdząc, że znajdujemy się w strefie, różniącej się o godzinę od aktualnego czasu w stanach Zacatecas, Coahuilla, Durango, a później w Sinaloa, Nayarit i Michoacan. Nie wiedziałem czy smartfon nie przestawi się nagle na właściwy czas i w efekcie przestałem mu ufać. Danych, które miałem dla rozpoczęcia częściowego i całkowitego zaćmienia Słońca mogłem być również pewien dopiero, gdy fenomen się zacznie…
Trasa całkowitego zaćmienia Słońca 8 IV 2024 r. nad Ameryką Północną – trzy różne kraje i różne strefy czasowe (ryc. GreatAmericanEclipse.com)
Take me to your secret places…
Byłem tak nakręcony, że prawie nie potrzebowałem leków, które musiałem wrzucić, żeby normalnie zasnąć. Zjedliśmy guacamole, przy solidnym akompaniamencie sals, które podróżowały z nami. Wypiliśmy kawę i wyruszyliśmy w drogę. Po raz ostatni przejechaliśmy obok lokalnej wieży Eiffle’a, tym razem w pełni oświetlonej przez Słońce. Po raz ostatni przecięliśmy Gomez Palacio i Los Angeles, mijając po drodze wysuszone koryto rzeki Nazas – ponurą zapowiedź zbliżającej się katastrofy. Częściowe zaćmienie powinno zacząć się 11:55. Do tego czasu miałem zamiar dotrzeć tak blisko Vallecillos, jak to tylko możliwe. Po drodze jednak cały czas przyglądałem się niebu… Bo niebo nad Torreon było zachmurzone.
Cerro de la Ballena / Picacho, Jose E. Garcia, Durango, północny Meksyk w początkowej fazie zaćmienia Słońca (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Pomimo jak najlepszych prognoz dla stanów Durango i Sinaloa, jechaliśmy pod rozświetlonym promieniami, jednak niepokojąco gęstym całunem chmur. W kierunku Jose E. Garcia niebo zdawało się przejaśniać, choć jeszcze dalej, nad Vallecillos znowu wisiały chmury. „Take me to your secret places…” zaśpiewała Cathrine, przyspieszając sopranem bicie mojego serca. Wilczy warkot Thorsena odpowiedział jej, kiedy właśnie skręcaliśmy na zachód z drogi federalnej 49, tuż za przeciętą górą…
Pierwszy kontakt – początki fenomenu i częściowe zaćmienie Słońca
Częściowe zaćmienie Słońca 8 IV 2024 godzina 12:09 (prawie kwadrans po pierwszym kontakcie). Durango, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski)
Czułem, że czas nas goni, więc zaraz za Jose E. Garcia zatrzymałem auto, żeby spojrzeć na Słońce. To było miejsce, w którym wczoraj żegnaliśmy je o zachodzie. Pośród zalanych pól, wśród tylu wodnych ptaków. Dziś ptaków było mniej – uwijały się w pobliskich zaroślach. Za to na poboczu nie byliśmy sami. Kilkoro Meksykanów podeszło się przywitać i obejrzeć nasz sprzęt. Wyjąłem w ich kierunku specjalne okulary, jednak okazało się, że wszyscy mają podobne. Pokazałem im zatem kilka pierwszych zdjęć – Księżyc właśnie zaczął połykać tarczę Słońca!
Następnie sprawdziłem godzinę, żeby potwierdzić czas. Trwożnie rozejrzałem się po całunie chmur, oceniając kierunek wiatru. Nie było sensu jechać dalej do mego Vallecillos. Od tajemniczej atmosfery opuszczonej wioski ważniejsze w tym momencie były szanse na przejrzyste niebo. A może ruszyć w kierunku stolicy stanu Durango, wzdłuż drogi federalnej..? – zastanawiałem się, spoglądając w tamtym kierunku. Zostajemy tutaj! – podjąłem wreszcie ostateczną decyzję. I niech się dzieje co chce…
Picacho – Góra Wieloryba
Cerro de la Ballena / Picacho, Durango, północny Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2024)
W kierunku przeciętej góry ustawiłem kamerę. Z tej strony nie wyglądała zresztą na przeciętą – tamten widok znaliśmy od strony drogi z Torreon. Tutaj prezentowała nam swoją najbogatszą elewację. Od Meksykanów dowiedzieliśmy się, że nazywają ją Picacho albo Górą Wieloryba. Chciałem zarejestrować to, czego nie udało mi się uchwycić w Becan: zapadanie ciemności, nagły spadek natężenia słonecznego światła, praktycznie niezauważalny w trakcie obrączkowego zaćmienia Słońca. Chciałem uwiecznić to w jaki sposób zmienia zachowanie przyroda. O ile w jakiś zmienia… Następnie wróciłem do obserwacji Słońca.
Gdzie są plamy?
Plamy słoneczne widoczne w trakcie zachodu Słońca nad stanowiskiem archeologicznym Nakum, w Gwatemali na dwa tygodnie przed całkowitym zaćmieniem (fot: P.A. Trześniowski 2024)
Mniej więcej w centrum tarczy widać było zespół położonych blisko siebie dość dużych ciemnych plam i jeszcze jedną mniejszą po lewej stronie na dole. Wszystkie pozostałe, które wpędziły mnie w takie zdumienie w ruinach Nakum, w Gwatemali w przeciągu dwóch tygodni zniknęły. Zmniejszało to nadzieje na protuberancje, rozbłyski i koronalne wyrzuty masy (CME). Aktywność Słońca mierzona ilością plam i rozbłysków zachodzi w cyklach o czasie trwania średnio około 11 lat (zaobserwowano zarówno cykle 8-letnie jak i 14-letnie). Duża ilość plam zdarza się przy maksimum cyklu. Koronalne wyrzuty masy, jeżeli zostaną wystrzelone w stronę Ziemi, wywołują piękne polarne zorze. Co chwilę odrywałem wzrok od aparatu, żeby ocenić chmury. Czarny dysk Księżyca tymczasem coraz głębiej wsuwał się na słoneczną tarczę…
Plamy na Słońcu: grupa 3628 w pobliżu centrum i 3633 po lewej stronie na dole w trakcie częściowego zaćmienia – godzina 12:16. Całkowite zaćmienie Słońca 8 IV 2024 Durango, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski)
„Te ostatnie zaćmienia słońca i księżyca nie wróżą nam nic dobrego; nauka przyrody może sobie tutaj rozumować tak czy owak, samą przyrodę biczują przecież ich skutki.” – William Shakespeare, 1606, Król Lear (tłum. Jan Kasprowicz)
To moje drugie zaćmienie Słońca w Mezoameryce. Nie czyni mnie to ekspertem, bo dwa to nieduża próbka danych, jednak pozwala wnosić pewne spostrzeżenia. W pobliżu naszego stanowiska biegł rów melioracyjny. Tuż za nim rosło kilka drzew, albo większych krzewów. Wśród zarośli śpiewały ptaki. Jak na tę porę dnia całkiem dużo ptaków. Na kilka minut przed całkowitością zaćmienia, aktywność wokalna ptaków zdawała się znacznie wzrosnąć. Normalnie nie zwróciłbym na to uwagi, gdyby nie podobne wydarzenie, jakie przeżyłem w Becan.
Tam wprawdzie było to tylko zaćmienie obrączkowe, więc spadek jasności słonecznego światła w trakcie anularności nie był tak ogromny. Jednak chwilę przed kluczowymi minutami nad piramidą VIII w Becan znalazła się nagle cała masa owadów, zaś w zaroślach na tyłach nagle zaktywizowały się ptaki. Wtedy zaklasyfikowałem to jako zwykły przypadek – koincydencję wywołaną wiatrem albo wcześniejszym przejściem chmury. Teraz zacząłem się zastanawiać czy nie jest to reakcja podobna do tej, jaką ptaki odpowiadają na zachodzące Słońce. W chwili nastania zupełności wszystko nagle ucichło.
Obrączkowe zaćmienie Słońca 14 X 2023 w ruinach Becan w południowo-wschodnim Campeche, Jukatan, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski)
Magia
Nie myślałem jednak w tej chwili o przyrodzie. Drugi kontakt! Totalność, całkowitość, zupełność… później będę się zastanawiał jak zgrabnie przetłumaczyć angielskie totality! Teraz wpatrzony w wizjer aparatu wypatrywałem fenomenów solarnych. Wypatrywałem gwiazd, które miały się teraz ukazać, a nawet komety 12P/Pons-Brooks, którą bez nadziei próbowałem złowić przez ostatnie tygodnie w Gwatemali i różnych częściach Meksyku. Poczułem straszny zawód, gdy nagle wszystko zgasło. Po prostu zgasło i wypełniło się ciemnością. To wszystko?! Czyżbym miał tyle szczęścia co Heweliusz, któremu w chwili maksimum fenomenu 12 VIII 1654 roku Słońce całkowicie zasłoniły chmury?! W nagłej chwili olśnienia, przypominając sobie uprzednie obrączkowe zaćmienie, zerwałem filtr z obiektywu. Wtedy ujrzałem magię!
Protuberancje i korona słoneczna. Całkowite zaćmienie Słońca 8 IV 2024 – godzina 13:15. Durango, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski)
Korona słoneczna i protuberancje
Księżyc przesłonił fotosferę. Gdy główne światło zgasło, nasze oczy i obiektywy ujrzały złotą koronę Słońca. Ciernistą zorzę plazmy, rozchodzącej się promieniście wokół czarnego kręgu. Zapierała dech! To nie był zloty pierścień ognia, który widziałem na niebie w trakcie obrączkowego zaćmienia w Becan. W wizjerze aparatu okazała się mieć też znacznie bardziej skomplikowaną strukturę. Jedwabista poświata z ciemniejszymi smugami gdzieniegdzie. Znamienne, że wbrew wszelkim intuicjom temperatura korony to kilka milionów kelwinów versus tylko kilka tysięcy w oślepiająco jasnej fotosferze…
Po lewej stronie czarnej tarczy Księżyca, mniej więcej od godziny ósmej aż po jedenastą pojawiły się nagle karmazynowe światła. Wykwity te rosły, skręcały się i wiły, tworząc fantazyjne kształty. To protuberancje będące wynikiem działania pola magnetycznego Słońca na słoneczną koronę. Potężne włókna plazmy wyciągające się setki tysięcy, a największe z nich nawet dwa miliony kilometrów od fotosfery. Zaplatane w łuki koronalne, pętle i proporce odcinały się ametystowym kolorem na tle znacznie rzadszych, choć znacznie gorętszych cząstek plazmy w koronie Słońca..
Protuberancje i korona słoneczna w trakcie całkowitego zaćmienia Słońca 8 IV 2024 – godzina 13:15, Durango, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski)
Światło się mroczy…
Oderwałem na chwilę wzrok od wizjera, aby spojrzeć własnym okiem na czarne Słońce. Niedaleko od ciemnej tarczy Księżyca skrzył się punkt światła – Wenus. Skierowałem obiektyw w tę stronę, nie robiąc sobie jednak nadziei na jakieś wielkie zdjęcie wenusjańskich faz. Po lewej stronie Księżyca/Słońca inny jasny obiekt… To Jowisz, kolejna z planet. Pozostałe, jak Saturn, Merkury i Mars nie przebijały się przez chmury. Nigdzie nie widać też komety… No nic, zobaczenie Pons-Brooks w takiej chwili byłoby doskonałe, nie jest jednakże najważniejsze. Zatoczyłem wzrokiem na świat wokół mnie. Zmienił się nie do poznania. W tej chwili mógłbym łatwo uwierzyć, że znalazłem się na całkiem innej planecie, w innym uniwersum, gdzie stałe fizyczne mają inne wartości…
Chwila zupełności (między drugim a trzecim kontaktem). Całkowite zaćmienie Słońca 8 IV 2024 w stanie Durango w Meksyku (fot: P.A. Trześniowski)
Przez chwilę biłem się z myślami, czy nie wymienić szybko obiektywu na szerokokątny, by uwiecznić ten inny świat. Zmiana ta jednak to ryzyko, że coś mi umknie z rzeczy, które dzieją się teraz na Księżycu/Słońcu i fakt, że teleobiektyw z konwerterem muszę ostrzyć ręcznie, więc po ponownej zmianie, nie będę pewien jakiś czas czy jest ustawiony poprawnie, a może nawet w ogóle nie uda mi się go ustawić w wąskim paśmie czasu, jaki pozostało nam do końca zaćmienia?! Zamiast tego wyciągnąłem zatem z kieszeni telefon – decyzja, której później przyjdzie mi żałować…
Całkowite zaćmienie Słońca w Meksyku 8 kwietnia 2024
Krawędź umbry
Dopiero kilka dni później, analizując zdjęcia z telefonu zrozumiałem, że złoty pas światła, jarzący się niczym niebo na wschodzie i o wschodzie Słońca, który widziałem dookoła to krawędź umbry – cienia rzucanego przez Księżyc. Słońce nie może przecież wschodzić we wszystkich kierunkach na raz! Szczególnie, kiedy wisi właśnie tam wysoko na niebie, zasłonięte na kilka chwil tylko ciemną tarczą Księżyca. Cień Księżyca, dotykając Ziemi, ma średnicę tylko około 200 km. Dlatego tak szczęśliwi są ci, którym uda się znaleźć w odpowiedniej chwili w samym jego środku spektaklu… 😉
Rozświetlona krawędź umbry w trakcie zupełności i droga do Vallecillos, Durango, Meksyk. Całkowite zaćmienie Słońca 8 IV 2024 – godzina 13:17 (fot: P.A. Trześniowski)
Czarne Słońce
Protuberancje i korona słoneczna. Całkowite zaćmienie Słońca 8 IV 2024 – godzina 13:16, Durango, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski)
Protuberancje, które wiły się tak wspaniale wzdłuż lewej krawędzi tarczy Księżyca, zaczęły się zmniejszać. Nagle pojawiła się nowa, po prawej, na około szesnastej trzydzieści. W miarę upływu czasu karmazynowe macki z lewej strony tarczy Księżyca zanikły, zaś ta po prawej urosła. Zaraz wykwitły kolejne na czternastej, szesnastej i czternastej trzydzieści. Przyglądałem się im z zachwytem, zastanawiając się czy ich zanik po lewej oraz rozkwit po prawej to efekt przesuwania się Słońca poza czarną tarczą Księżyca? W każdym razie rosły i zmieniały się błyskawicznie. Gdyby tak, któraś z nich raczyła teraz wybuchnąć…
Protuberancje i korona słoneczna. Całkowite zaćmienie Słońca 8 IV 2024 – godzina 13:18, Durango, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski)
Rozbłyski, wyrzuty masy i słoneczne wiatry
Rozbłyski na Słońcu i koronalne wyrzuty masy (CME) generują zabójcze promieniowanie i sztormy naładowanych cząstek, pędzących przez Układ Słoneczny z niesamowitą prędkością 700-1000 km/s. Możemy obserwować ich efekty jako piękne zorze, jednak gdyby nie odległość i warstwa ochronna naszej atmosfery, które chronią nas przed wysokoenergetycznym promieniowaniem rtg i gamma oraz ziemskie pole magnetyczne, które odchyla słoneczne wiatry, życie na Ziemi mogłoby zostać zmielone w jednej chwili.
Zorza polarna (aurora borealis) spowodowana koronalnym wyrzutem masy (CME) wycelowanym w stronę Ziemi 10 V 2024 roku, w 32 dni po całkowitym zaćmieniu Słońca (fot: P.A. Trześniowski)
W wyniku działania pola magnetycznego Ziemi wiatr słoneczny, składający się z pędzących z olbrzymią prędkością naładowanych cząstek odchylany jest w okolice biegunów planety. Obserwujemy je wtedy jako burze magnetyczne i zorze polarne (aurora boralis od bieguna północnego i aurora australis wokół południowego). Silne rozbłyski na Słońcu i powstające w ich wyniku burze magnetyczne mogą doprowadzić do uszkodzenia sieci energetycznych (zapłon transformatorów) czy uszkodzenia okrążających planetę satelit
Zorza polarna (aurora borealis) wywołana koronalnym wyrzutem masy (CME) wycelowanym w stronę Ziemi 10 V 2024, w 32 dni po całkowitym zaćmieniu Słońca (fot: P.A. Trześniowski)
Korale Baily’ego
Korale Baily’ego, całkowite zaćmienie Słońca 8 IV 2024 – godzina 13:19, Durango, Meksyk. W 1836 r. Francis Baily wyjaśnił pochodzenie zjawiska przejścia promieni Słońca między szczytami księżycowych gór (fot: P.A. Trześniowski)
Ostry blask nagle uderzył mnie w oczy. Koraliki Baily’ego – pierwsze promienie Słońca przebijające się między nierównościami na powierzchni Księżyca były jasne niczym strzały z blastera. W okamgnieniu ten inny wszechświat zniknął, nagle zamieniając się w nasz, ten dobrze znany. To, czego doświadczyłem w trakcie całkowitości stało się teraz nagle tylko niewiarygodnym cieniem. Niczym wspomnienie snu, którego za nic nie jesteśmy sobie w stanie przypomnieć szczegółach. To wrażenie już że mną pozostanie, od czasu do czasu wywołując niepokój, bliżej niezrozumialą potrzebę przeżycia ponownie czegoś, czego nie pamiętam…
Pierścień z diamentem, całkowite zaćmienie Słońca 8 IV 2024 – godzina 13:19, Durango, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski)
Pierścień z diamentem
Mrużąc oczy, wykonałem na ślepo jeszcze kilkanaście zdjęć, zanim założyłem z powrotem filtr na teleobiektyw. Korale Baily’ego zlały się tymczasem w jeden większy kamień. Słońce rzeczywiście wyglądało teraz niczym pierścień z diamentem.
Potęga naszej dziennej gwiazdy jest przeogromna, a mimo to kompletnie nie doceniamy jej na co dzień. Ziemia kręci się wokół Słońca w odległości ~150 milionów km. Gdyby pomniejszyć Układ Słoneczny 10 miliardów razy odległość między Ziemią, a Słońcem wynosiłaby 15 m. Ziemia miałaby wtedy jednak rozmiar główki od szpilki. Zdumiało mnie jak niewiele tego słonecznego światła potrzeba aby w dzień było „jasno jak w dzień”. Można przekonać się o tym dopiero przy zaćmieniu Słońca.
Powrót słonecznego światła w chwili trzeciego kontaktu. Całkowite zaćmienie Słońca 8 IV 2024 – godzina 13:20, Durango, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski)
Ostry sierp Słońca
Nie trzeba wiele Słońca, aby Księżyc stał się przy jego świetle ledwie słabo wyraźnym cieniem. Filtr zaś pozwolił dojrzeć ostry sierp Słońca, tryumfalnie powracającego na meksykańskie niebo. Przy sierpie Słońca zniknęły protuberancje i słoneczna korona, które poza zaćmieniami obserwować można do pewnego stopnia tylko przy zastosowaniu koronografu. Pewnie wiecie, że największe urządzenie tego typu znajduje się w Polsce, w Białkowie, a polscy heliofizycy należą do czołówki wśród zespołów starających się wyjaśnić mechanizmy rządzące zadziwiającą słoneczną pogodą 😉
Sierp Słońca po trzecim kontakcie w trakcie całkowitego zaćmienia 8 IV 2024 – godzina 13:22, Durango, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski)
Całkowite zaćmienie Słońca w Meksyku 8 IV 2024
8 kwietnia 2024 roku totalność w stanie Durango trwała ledwie niecałe cztery i pół minuty. Dla tych czterech i pół minuty warto było przelecieć przez ocean i przejechać pół kontynentu. Mimo całunu chmur, który w każdej chwili mógł się okazać zbyt gęsty. Całkowitość zostawiła po sobie pustkę – wspomnienie bezbrzeżnej ekscytacji i wrażenie bliżej nieokreślonej utraty. Tego nie czułem po zaćmieniu anularnym. Teraz wiedziałem, że po prostu muszę przeżyć kolejne, kolejne i kolejne… Mknąc w pogoni za nieuchwytnym cieniem – kilkoma minutami spędzonym w innym świecie, tak odmiennym i niewiarygodnym, że wymyka się nawet pamięci, pozostając niepokojącym wspomnieniem po wspomnieniu… Jak zapach perfum na poduszce, przywołujący wspomnienia po kobiecie, której nie widziało się od dekad.
Całkowite zaćmienie Słońca w Meksyku — rajd przez 12 meksykańskich stanów, szlakiem kultury, przyrody i stanowisk archeologicznych z polskim archeologiem
Tutystyka zaćmieniowa, Wycieczki po Meksyku z polskim archeologiem: D.F., Mexico, Hidalgo, Queretaro, San Luis Potosi, Zacatecas, Coahuila, Durango, Sinaloa, Nayarit, Jalisco, Michoacan, Teotihuacan, Tula, El Cerrito, Tancama, La Quemada, La Ferreria, Las Labradas, Los Torilles, Tzintzuntzan, Meksyk, Jalpan de Serra, Guadalupe, Mazatlan, Tlaquepaque, Tequila, Guadalajara, Morelia, Vallecillos, Canon de Fernandez, Nevado de Toluca
W poszukiwaniu miejsca na całkowite zaćmienie Słońca (fot: Agnieszka Staniak)
Solar Eclipse Run 2024 to kolejne wielkie osiągnięcie Archeowypraw 🖖🤠 Nie co dzień mamy okazję, by połączyć niecodzienne, bo przecież bardzo specyficzne zwiedzane Meksyku i Mezoameryki z czymś jeszcze bardziej wyszukanym i co tu kryć — elitarnym. Do takich amalgamatów należeć może nurkowanie jaskiniowe w Cenotach, rejsy żaglowe po Morzu Karaibskim, bądź pierwsze kroki po drugiej stronie lustra wody i podwodnego świata na Mezoamerykańskiej Rafie Barieriowej. Najbardziej wyszukaną ingrediencją koktajlu jest jednak turystyka zaćmieniowa, ze względu na wyjątkową rzadkość zjawiska.
W październiku 2023 r. trafiła nam się pierwsza taka okazja w formie pierścieniowego zaćmienia Słońca nad półwyspem Jukatan. W kwietniu 2024 r. mieliśmy niesamowite szczęście, by móc powtórzyć, a nawet przebić ten program. Trafiło nam się bowiem nad północnym Meksykiem zaćmienie całkowite!! 🖖🤠 O tym czym różni się zaćmienie obrączkowe (anularne) od całkowitego przekonajcie się sami, czytając nasze relacje
Oczywiście postanowiliśmy połączyć w doskonale wyważonych dawkach astrofotografię zaćmieniową z solidną porcją zwiedzania kolonialnych miast i stanowisk archeologicznych, szans do zapoznania się z meksykańską kulturą, pejzażami i kuchnią. Wyprawa Solar Eclipse Run 2024 to 3491 kilometrów przejechanych wspólnie samochodem przez 12 stanów Meksyku, spora liczba kilometrów przespacerowanych na butach po miastach, miasteczkach, muzeach i stanowiskach archeologicznych plus… kilka kilometrów przelecianych balonem nad potężnymi piramidami Teotihuacan 🖖🤠 Tym razem nigdzie nie pływaliśmy, ani nie nurkowaliśmy 😉
Solar Eclipse Run 2024
Poniżej już 25 rozdziałów z wciąż i nadal rozrastającej się relacji, którą będziemy kontynuować w miarę montowania filmów i wywoływania zdjęć. Sami sprawdźcie ile można przez trzy tygodnie przeżyć i zobaczyć w Meksyku 🖖🤠
Celem wyboru rozdziału proszę kliknąć na odpowiednie zdjęcie 🖖🤠
Kto zgadnie jakiej muzyki słuchaliśmy przed zaćmieniem? 😉
Wyprawa Solar Eclipse Run 2024 była wyjątkowa długa i pełna wrażeń. Relacja wciąż powstaje i będzie powstawać dalej 😉 Proszę zatem zaglądać tutaj od czasu do czasu 🖖🤠
Solar Eclipse Run 2026 i Solar Eclipse Run 2027
Zaćmienie Słońca wciąga jakby na drugą stronę lustra. Choć przebywać tam można ledwie kilka minut, wrażenie obcości jest tak niesamowite, że wspomina się je jakby kątem oka, na poziomie trudnym do zwerbalizowania. Nic dziwnego, że ci, którzy raz przeżyli ten fenomen niestrudzenie szukają kolejnych okazji, by znów choć na chwilę znaleźć się po tamtej stronie. Po Solar Eclipse Run 2024, już teraz planujemy kolejne archeowyprawy na całkowite zaćmienie Słońca w nadchodzących latach 2026 i 2027. Będzie bardzo astro i nie mniej archeo 😉
Meksyk, Jukatan, wycieczka z polskim archeologiem, Riviera Maya, polski przewodnik, Quintana Roo, Yucatan, Campeche, Merida, Chichen Itza, Calakmul, Becan, Coba, Tulum, Dzibanche, Ria Lagartos, CANCUN, ruiny Majów, zwiedzanie
Meksykańska kuchnia – pyszna i egzotyczna, dzika przyroda, tajemnicze ruiny Majów Wyprawa objazdowa Meksyk: Tajemnice Jukatanu wokół meksykańskiej części półwyspu. Wycieczka z polskim archeologiem jako przewodnikiem
Zapraszamy na wyjątkowe wycieczki objazdowe Meksyk: Tajemnice Jukatanu w wersji poszerzonej o ruiny Chichen Itza. Program i terminy wyprawy są dostosowane do wygodnych, bezpośrednich przelotów czarterowych z Warszawy. W programie 10 lub 11 dniowej wycieczki (w zależności od dostępnego czarteru) rezerwaty przyrody oraz kilkanaście stanowisk archeologicznych, w tym te z największymi piramidami dostępnymi w meksykańskiej części Jukatanu – w stolicy Królestwa Węża, Calakmul tajemnicze cenoty i otoczone lasem laguny, skryte w ciszy wśród drzew
Pelikan na tle Słońca zachodzącego nad Zatoką Meksykańską w San Francisco de Campeche (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Piramida Wielkiego Kapłana, Ossario w Chichen Itza, Jukatan, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2015)
Huevos Motulenos w południowo-wschodnim Campeche (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Riviera Maya – wschód Słońca na słynnym wschodnim wybrzeżu Jukatanu i Morza Karaibskiego (fot: P.A. Trześniowski 2021)
Zapasy godowe flamingów na Ria Lagartos (fot: P.A. Trześniowski 2021)
Riviera Maya – wschód Słońca na słynnym wschodnim wybrzeżu Jukatanu i Morza Karaibskiego (fot: P.A. Trześniowski 2021)
Czarny wyjec jukatański (Alouatta pigra) na jednym ze stanowisk archeologicznych w regionie Rio Bec w południowo-wschodnim Campeche (fot: P.A. Trześniowski 2021)
Słynna Piramida Kukulkana w Chichen Itza, najsłynniejsza budowla w stylu architektonicznym Maya Toltec (fot: P.A. Trześniowski 2016)
Riviera Maya – wschód Słońca na słynnym wschodnim wybrzeżu Jukatanu i Morza Karaibskiego (fot: P.A. Trześniowski 2019)
Sałatka z awokado i kaktusów nopal (fot: P.A. Trześniowski 2021)
Zachód Słońca nad Ria Lagartos, Meksyk, Jukatan (fot: P.A. Trześniowski 2021)
Riviera Maya – wschód Słońca na słynnym wschodnim wybrzeżu Jukatanu i Morza Karaibskiego (fot: P.A. Trześniowski 2021)
Kolonialny kościół św. Gerwazego w Valladolid, Jukatan, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2020)
Owoce i warzywa w Tulum, Quintana Roo, Jukatan, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2019)
Papadzules w Rio Lagartos. Quintana Roo, Jukatan, Meksyk (fot: P.A. Trześniowski 2021)
Zachód Słońca nad Rio Lagartos (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Riviera Maya – wschód Słońca na słynnym wschodnim wybrzeżu Jukatanu i Morza Karaibskiego (fot: P.A. Trześniowski 2019)
W Meksyku najlepsze quesadille serwują w Xpujil. Uwielbiamy je cały rok i nikt nie jest po nich głodny… (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Wyprawy prowadzi polski archeolog-majanista, mieszkający na stałe w Meksyku W trakcie wyprawy zwiedzimy i zobaczymy wspólnie:
ruiny Zama w Tulum – wycieczka po najpiękniej położonym stanowisku archeologicznym na Ziemi, na skalnym klifie nad Morzem Karaibskim wycieczka do ruin Majów położonych na terenie rezerwatu biosfery Sian Ka’an wycieczka nad śródleśną lagunę położoną w rezerwacie Sian Ka’an, gdzie będziemy mogli się kąpać w słodkiej wodzie jedyny kościół na świecie zbudowany rękoma jeńców hiszpańskiego pochodzenia, wziętych do niewoli przez Majów w trakcie wielkiej insurekcji 1847-1935 ruiny Limones – kolejny przykład architektury Peten ruiny Dzibanche – wycieczka po pierwszej klasycznej stolicy Drugiego Królestwa Węża ruiny Kinichna – przykład architektury triadycznej z potężną piramidą (na którą można się wspinać! ) wystającą wysoko ponad korony drzew ruiny Becan – wycieczka po będącym nadal zagadką dla archeologów, otoczonym fortyfikacjami mieście pełnym zakamarków i ukrytych przejść, z mieszanką stylów architektury Peten, Rio Bec i Chenes ruiny CX1 – wycieczka do ukrytego w głębokiej selwie stanowiska z mieszanką aż trzech najbardziej wyszukanych stylów architektury Majów: Rio Bec, Chenes i Puuc – zdaniem przewodnika absolutny top Jukatanu. Tutaj nie docierają biura turystyczne i prawie nigdy pojedynczy turyści, dlatego nie podajemy nazwy ruiny Calakmul – wycieczka po drugiej stolicy Drugiego Królestwa Węża – najpotężniejszej hegemonii majów okresu klasycznego z ogromnymi piramidami, wystającymi ponad ocean zielonej dżungli, na które wciąż można się wspinać!!! 🤗 Wulkan Nietoperzy – wycieczka do przyrodniczego fenomenu kilku milionów osobników wylatujących spiralą z głębokiego leja krasowego 🦇🦇🦇 ruiny Xpuhil I – wycieczka po interesującym przykładzie architektury Rio Bec ze słynnym Pałacem Trzech Wież ruiny Hochob – wycieczka po wspaniałym przykładzie architektury Chenes ruiny Edzna – wycieczka po ruinach potężnego miasta z wielkim Pałacem Pięciu Pięter kolonialna architektura Campeche – wycieczka po jedynym mieście Mezoameryki otoczonym fortyfikacjami miejskimi, zbudowanymi przeciw słynnemu Bractwu Wybrzeża i Republice Piratów ruiny CX2 – wycieczka do ruin potężnego miasta ukrytego głęboko w selwie, z ogromnym pałacem i rozległymi kwartałami rezydencyjnymi w stylu Chenes, gdzie będziemy mogli poczuć się jak odkrywcy! Tutaj nie docierają biura turystyczne i prawie nigdy pojedynczy turyści, dlatego nie podajemy nazwy ruiny Kabah – wycieczka po wspaniałym przykładzie stylu architektonicznego Puuc ze słynnym Pałacem Masek i Bramą Catherwooda kolonialna architektura w Merida – wycieczka po dawnym Białym Mieście – stolicy sizalu z m.in. domem konkwistatora Jukatanu ruiny Chichen Itza – wycieczka po jednym z 7 nowych cudów świata (minimum cztery godziny zwiedzania) ruiny Chichen Viejo – wycieczka do oddanego niedawno dla zwiedzających satelitarnego stanowiska Chichen Itza z limitowanym wstępem krokodyle, flamingi oraz dziesiątki innych gatunków ptaków na rozlewiskach Ria Lagartos, gdzie serwujemy sobie aż dwa wypłynięcia w porach największej aktywności przyrody przy malowniczym wschodzie i zachodzie Słońca 🐬 zjazd do tajemniczej podziemnej cenoty z największym podwodnym cmentarzyskiem Majów (120 szkieletów pod powierzchnią wody) śródleśna laguna w majańskim rezerwacie małp, gdzie spotkamy się z h’menem i będziemy mogli zmyć z siebie trudy podróży 🐒🐒🐒 skryte w lesie zapomniane i używane obecnie ołtarze Majów wycieczka po ruinach Coba ze stelami, które opisują wydarzenia wykraczające daleko wstecz przed powstanie obecnej wersji Wszechświata słoneczna plaża w Cancun
Stanowiska CX1 i CX2 oczywiście mają swoje nazwy Jednak nie trafiają tam biura podróży i rzadko spotykamy tam kogokolwiek, więc dla komfortu naszych gości wolimy żeby tak pozostało
To wszystko w promocyjnej cenie 2095 EUR / os. + przelot z Polski
Koszt obejmuje polskiego przewodnika – archeologa, wszystkie noclegi, bilety wstępu oraz transfery z transferami lotniskowymi z Cancun włącznie 🤗
Obecnie wolne terminy dostępne do ustalenia dopiero od 5 kwietnia 2026!
Wyprawy Tajemnice Jukatanu realizujemy w kameralnych grupach (max 8 osób!!!), decyduje kolejność zgłoszeń. Informacje i rezerwacje
Meksyk, Jukatan, Riviera Maya, Quintana Roo, Campeche, Yucatan, wyprawa, zwiedzanie z polskim przewodnikiem, ruiny Majów z archeologiem, dzika przyroda Meksyku, Tajemnice Jukatanu
Tajemnice Jukatanu to najlepszy sposób na gruntowne zapoznanie się z archeologiczną przeszłością prekolumbijskich cywilizacji Mezoameryki, dziką przyrodą Meksyku i smakowitą meksykańską kuchnią. Zapraszamy na fotorelację z drugiej wyprawy po Meksyku polskiego centrum nurkowego Lionfish z archeowyprawy.pl 🖖🤠🌴
Chichen Itza i Coba z polskim archeologiem, Izamal, Ria Lagartos dzika przyroda Meksyku, ruiny Majów i egzotyczna meksykańska kuchnia – trzydniowy rajd po północno-wschodniej części półwyspu Jukatan, Meksyk, wycieczka, polski przewodnik, wycieczki, zwiedzanie z polskim przewodnikiem
Tym, którzy mają mniej czasu, ale chcieliby poznać najwspanialsze klejnoty północnej części półwyspu Jukatan w Meksyku oferujemy trzydniowy rajd w klimacie Tajemnice Jukatanu. W ciągu trzech dni optymalnie zaserwujemy w programie to co proponowane jest zwykle w ramach kilku jednodniowych wycieczek. Zachowujemy przy tym własne, wypracowane poprzez lata doświadczeń podejście, zapewniając poznawanie Meksyku na najwyższym poziomie, jak: 4 godziny na Chichen Itza zamiast jednej, czy dwa wypłynięcia na Ria Lagartos w czasie, gdy przyroda jest najbardziej aktywna, zamiast jednego w najgorszej pod tym względem części dnia🌴
Krokodyl meksykański (Crocodylus moreleti) na popołudniowym rejsie na Ria Lagartos (fot: P.A. Trześniowski 2022)
Jakie tajemnice Jukatanu znajdą się w programie naszej trzydniowej wycieczki? Ruiny Chichen Itza – obwołane jednym z siedmiu nowych cudów świata, potężna piramida Nohoch Mul w Coba – najwyższa na północnych Nizinach Majów, stele, które sięgają wstecz do wydarzeń sprzed 28 kwintylionów lat (to długo przed powstaniem naszego Wszechświata), a którym mylnie przypisywano przepowiadanie końca świata w roku 2012 (Majowie nigdy nie przewidywali żadnego końca świata, ale o tym więcej w trasie), ogromne piramidy, na które wciąż można wchodzić.
Potężna piramida K’uk’ Mo’ w Izamal – z dołu nie widać oczywiście szczytu (fot: P.A. Trześniowski 2021)
Zobaczymy też kolonialną architekturę Żółtego Miasta – Izamal i Valladolid. Wreszcie, wypłyniemy dwukrotnie w rejs na spotkanie z krokodylami i dzikim ptactwem na rozlewiskach Ria Lagartos. Można tu obserwować flamingi przygotowujące się w olbrzymich stadach na swój sezon godowy, stada białych pelikanów dzioborogich zlatujących tu na lęg aż z Kanady, tutejsze pelikany brązowe, kilka gatunków czapli i żurawi, czarnostrzębie, rybołowy, perkozy i masę innych gatunków ptaków oraz skrzypłocze – pożądane w medycynie organizmy reliktowe z błękitną krwią zabójczą dla bakterii.
Zachód Słońca nad laguną w śródleśnym rezerwacie Majów (fot: P.A. Trześniowski 2023)
Zobaczymy tak wiele jak to tylko możliwe w ciągu trzech dni. Na koniec złożymy wizytę w majańskim rezerwacie małp. Żyją tu oba ich jukatańskie gatunki: czepiaki i wyjce. Opuścimy się do cenoty, na dnie której zalega 120 szkieletów – to jedno z największych znanych cmentarzysk Majów, w którym nasz przewodnik miał szczęście pracować. Zobaczymy zatem na niepublikowanym nigdzie filmie co skrywa tajemnicza tafla wody – portalu w zaświaty Majów. Wykąpiemy się w lagunie i spotkamy z h’menem (majańskim szamanem).
Pom – copal – majańskie kadzidło w trakcie obrzędu rezerwacie Majów (fot: P.A. Trześniowski 2022)