Coba i rezerwat Majów – wycieczka całodniowa z laguną i cenotą 🙂
Meksyk, Jukatan, wycieczka po polsku, wycieczki z polskim przewodnikiem archeologiem majanistą, Coba, przyroda Jukatanu, Rezerwat Majów, Laguna, cenoty

Chcielibyście zobaczyć na żywo taki widok jak na zdjęciu? Jeśli wstaniecie odpowiednio wcześnie, możemy to załatwić, ale na miejscu, w okolicach Coba musimy być o wschodzie Słońca. Penetrując selwę w poszukiwaniu zaginionych pozostałości cywilizacji Majów często znajduję miejsca bardzo bogate przyrodniczo, a to jest jedno z nich. Na wysokich konarach kilku suchych drzew sępy suszą swoje skrzydła z nocnej rosy o świcie.

Wokoło są laguny, bo Coba (w maaya t’aan: podzielona woda) leży między pięcioma większymi lagunami. Tam gdzie jest woda, tam nietrudno o ptaki. Wodne, jak wężówki i czaple, będę polować na ryby. Drapieżniki, jak jastrzębie na… inną zdobycz. Do tego poruszać się będziemy po zapomnianej drodze Majów sprzed 1,5 tys. Lat. Jeżeli zdecydujecie się na wycieczkę, tego dnia zobaczymy co najmniej dwa takie mateczniki przyrody.

Drugim tematem dnia będą oczywiście piramidy i stele Majów. Nohoch Mul w Coba jest najwyższą piramidą na północnym Jukatanie. Nie jest, jak chcą przewodnicy, ani najwyższą na Jukatanie, ani tym bardziej w Meksyku. Jednak to dowód potęgi – Coba, chociaż do dziś nieprzebadane gruntownie stanowisko archeologiczne, było stolicą jednej z kilku najpotężniejszych państwowości. Rozchodziła się stąd pajęczyna dróg, łączących metropolię ze stanowiskami satelitarnymi. W tym jedna aż stukilometrowej długości, kończąca się w Yaxuna (20 km na południe od Chichen Itza).

Ta musiała służyć cesarzowej do przerzucania wojsk, jak miało to miejsce w znacznie starszej epoce w sieci miast tworzących wielki organizm państwowy w Niecce Mirador-Calakmul – Pierwsze Imperium Majów (i ostatnie zarazem). Kobiety na tronach Majów to rzadkość, jednak w Coba panowały aż dwie cesarzowe, a znalezione na terenie miasta inksrypcje świadczą o ich związkach z potężną Dynastią Węża (Kaanul)…

Zbieramy się zatem skoro świt (im dalej na północ wzdłuż wybrzeża tym wcześniej) i wyruszamy w rejon Coba. Na uroczysku żyje stado ponad dwudziestu sępników należących do dwóch spośród czterech żyjących na Jukatanie gatunków. I tak – sępniki czarne i różowogłowe tworzą wspólne stada.

Suszenie skrzydeł po nocnej rosie jest im niezbędne, by latać, a w inny sposób niż szybowanie godzinami w przestworzach, nie znajdą pożywienia. Skrzydła nad ranem suszą również inne, nadwodne ptaki. Intensywność zjawiska zależy oczywiście od zachmurzenia, jednak promienie UV przebijają się przez chmury, więc takie zachowania obserwujemy również w pochmurny dzień.

Nad lagunami zdarza się również masa innych ptaków, jak ślimakojady, kleszczojady czy tutejsze dzięcioły: zarówno większe, jak jasnodziobe i krasnoczube (kaloomte’), jak i małe dzięciury (ch’ujum). Starożytna droga, po której będziemy chodzić służyła natomiast do łączenia Coba z odległym o dwadzieścia kilometrów stanowiskiem Kukikan – do dziś nieprzebadanym, a wszystkie znaki wskazują, że były to koszary, służące władcom Coba do grupowania wojsk przed wysłaniem ich dalej, wspomnianym systemem dróg…

Po ceremonii suszenia skrzydeł jedziemy do wioski Coba na śniadanie. Zjemy w jednej z lokalnych restauracji, położonych przy promenadzie nad jeziorem. Tu również zdarzają się ciekawe ptaki, jak polujące na ślimaki bekaśnice, które obrabiają czasami muszle na talerzach z liści lilli wodnych (maaya t’aan: nikte ha’). Stosy wynicowanych muszli możecie czasem znaleźć, spacerując wzdłuż wybrzeża Laguny Coba. To właśnie dzieło bekaśnic. Lokalna gastroniomia w wiosce Coba oferuje meksykańską kuchnię chillango z dodatkami tradycyjnych majańskich potraw. Dostaniecie tu np. napój z chaya – bardzo bogatej w proteiny majańskiej rośliny, która jest trująca na surowo.
Coba

Pora na ruiny Majów. Już przy śniadaniu, nad szczytami drzew, widzieć będziemy szczyt jednej z wielkich tutejszych piramid. To La Iglesia (hiszp: kościół), nazwana tak od obrzędów jakie u jej podnóża jeszcze w XX w. odprawiali na zmianę lokalny h’men (u Majów to coś na podobieństwo szamana) z chrześcijańskim księdzem. Według relacji archeologów, którzy mieszkali, a niektórzy nawet mieli szczęście wychowywać się w wiosce Coba, obu kapłanom chodziło o… deszcz.

Na zgruchotanej steli, która stoi u podnóża piramidy La Iglesia, myśliwi Majów widzieli zarys żeńskiej postaci, którą nazywali panią Colebi. To właśnie od tej budowli rozpoczniemy wielki spacer po Coba.

Wykopaliska archeologiczne, które odnalazły drugi fragment steli, pozwoliły jednak określić, że to górna połowa męskiej części ciała… Tak to, niestety, jest z ciągłością przekazu historycznego, który po prostu urwał się u Majów wraz upadkiem ich cywilizacji pod koniec okresu klasycznego (umownie zamykamy go datą 909 n.e., co będzie wyjaśnione w terenie. W okresie postklasycznym, aż do przybycia Hiszpanów, na szczytach popadających coraz bardziej w ruinę piramid składano wprawdzie ofiary zapomnianym przodkom, ale była to całkiem inna kultura, a nawet inna religia…

Przejdziemy się śródleśnymi ścieżkami, które często przeplatają się z dawnym systemem dróg. W lesie, jak to w lesie, są szanse na przyrodę, szczególnie jeśli na stanowisko wejdziemy jako jedni z pierwszych, rano. Na drzewach będą termitiery, po dróżkach mogą przemykać kutz’ – barwne indyki pawie o groteskowych łebkach. Zdarzają się jaszczurki, a czasami węże… W Coba historia miesza się z dziką przyrodą, której najbardziej niesamowitymi pomnikami są tutejsze matapalo…

Jedną z najbardziej zagadkowych tajemnic Coba są tutejsze stele. Jedna z cesarzowych występuje na nich w towarzystwie w sumie aż kilkunastu jeńców – musiała należeć do najbardziej wojowniczych wśród władców Majów. Najbardziej zdumiewające są jednak daty widniejące na jej stelach. Porozmawiamy o kalendarzach Majów – z pozoru mocno skomplikowanych, jednak niezwykle skutecznych w tym czego nie udało się chyba żadnej innej cywilizacji – próbie zbudowania dobrego kalendarza łaczącego zarówno cykle Słońca jak i Księżyca.

Majowie znaleźli własną drogę, nie bawiąc się w interkalacje, tyllko podając dokładną liczbę dni od… początku świata. Ta część daty zapisywana była na pięciu pozycjach, nadając się idealnie do prezentowania liczny dni od 13 VIII 3114 r. p.n.e. Na stelach drugiej cesarzowej Coba w trzech przypadkach ta część zapisu kalendarycznego zapisana jest jednak aż na dwudziestu czterech pozycjach! Wyzerowanie takiej daty cofa nas o eony przed Wielki Wybuch i początek naszego Wszechświata według obliczeń astrofizyków…

Pójdziemy pooglądać te stele, podziwiając też groteskowe pomniki przyrody rosnące na dawnej drodze Majów. Wiele tajemnic Coba nadal czeka na swoich odkrywców. Niepotwierdzone interpretacje inskrypcji odkopanych w 2005 r. na jednym z tutejszych boisk, sugerują pochodzenie tutejszej dynastii od Yax Yopaata, władcy dynastii Węża (Kaanul) z odległego Dzibanche. Na koniec podejdziemy do podnóża wielkiej piramidy Nohoch Mul. Ma 42 m, a na jej szczycie po upadku miasta i tutejszej dynastii zbudowano znacznie późniejszą świątynię w Stylu Wschodniego Wybrzeża, znanym Xel Ha czy Tulum.

Rezerwat i wioska Majów
Po ruinach Coba pora wreszcie na relaks. Pojedziemy na śródleśną laguną znajdującą się w sercu rezerwatu Majów. Ci, którzy wolą spędzać czas aktywnie, mogą popływać po niej kajakiem, lub przelecieć się nad nią na linie (tyrolka). Pozostali mogą poleżeć na pomoście i pomoczyć się trochę w wodzie. Woda jest słodka i przyjemnie ciepła… Najpierw jednak czeka nas obrzęd oczyszczenia z h’menem – kapłanem z tutejszej wioski Majów.


Cenota – portal w zaświaty Majów
Gdy będziecie gotowi na spacer, wyruszymy poszukać małp. W rezerwacie żyją obydwa ich gatunki, tak czepiaki jak wyjce. Na terenie rezerwatu znajduje się też cenota skrywająca, jak wiele z nich, mroczną tajemnicę. W latach 1990. eksploratorzy jaskiniowi odkryli tu 120 szkieletów – jedno z największych i najlepiej zachowanych cmentarzysk Majów. Podwodne badania archeologiczne nie pozwoliły jednoznacznie tego potwierdzić, ale mamy tu raczej do czynienia z kontekstem ofiarnym… Jeśli będziecie chcieli pokażę Wam film z tego stanowiska, zdarzyło mi się bowiem nurkować tu jako jaskiniowy archeolog podwodny.

Jeżeli starczy Wam odwagi możecie opuścić się w uprzęży na linie i obejrzeć cenotę od środka, a następnie wyjść na powierzchnię po drabinie sznurowej. Ponieważ w niej nurkowałem, zdecydowanie nie polecam kąpieli w wodzie, która nie ma przepływu (cenota jest odciętą od systemu fojbą). Kąpiel w lagunie jest znacznie bardziej przyjemna i nie limitujemy czasu – w rezerwacie możemy zostać aż do zamknięcia.

Jeśli jednak zależy Wam, by wykąpać się w cenocie, raz jeszcze zmienimy miejsce i pojedziemy do innej z tych podziemnych, a jednak ze sztucznym oświetleniem i stałym przepływem. Tam również znajdują się szkielety i tam również nurkowałem jako archeolog…

Kolację możemy zjeść przy zachodzie Słońca nad Laguną Coba. Tam, lub mniej więcej tam, gdzie spożywaliśmy śniadanie…

Dlaczego ARCHEOWYPRAWY?
Co wyróżnia nasze wycieczki do Coba?

- Po pierwsze komfort – robimy wycieczki w małych, nie więcej niż 6-osobowych grupach, dla par, a nawet dla pojedynczych osób.
- Dajemy sobie czas – poznanie Coba zajmuje minimum 3 godziny. Dlatego nie ugniatamy w ciągu jednego dnia Coba z innymi rozległymi stanowiskami archeologicznymi, jak Chichen Itza, Ek Balam czy Tulum. Nie ograniczamy również czasu spędzanego w rezerwacie czy cenocie.
- Do programów podchodzimy elastycznie, zgodnie z preferencjami uczestników. W kameralnych grupach łatwiej jest to uzgodnić 😉
- Nasze wycieczki prowadzi polski archeolog – specjalista od archeologii Majów

Wycieczka do Coba wymaga wcześniejszej rezerwacji. Cena – 180 EUR od osoby obejmuje transfery, bilety wstępu, polskiego przewodnika – archeologa oraz owoce i wodę
kontakt : +52 984 876 1504 (WhatsApp)
e-mail : archeowyprawy@gmail.com

